poniedziałek, 15 grudnia 2014

Harry

     -Już skończyłaś?- mój lekceważący ton jeszcze bardziej zdenerwował dyrektorkę szkoły do której co jakiś czas przychodziłam na lekcje. 
Niska kobieta w okularach popatrzyła na mnie z groźną miną i na nowo zaczęła swój nudny monolog. Znudzona usiadłam wygodniej i rozejrzałam się po gabinecie, który znałam jak własną kieszeń. Bardzo często tu trafiałam za wybryki, których dokonywałam razem z moim chłopakiem. 
-Zadzwonię do twojego ojca!- nauczycielka zakończyła dramatycznie na co tylko wywróciłam oczami. 
-A czy to oznacza, że mogę już iść?- wstałam i skierowałam się do wyjścia.
-Victor to złe towarzystwo- usłyszałam za sobą jej głos. 
Ta wypowiedź była jak najbardziej zbędna. Zacisnęłam dłonie w pięści, wzięłam głęboki oddech i wyszłam stamtąd trzaskając drzwiami. O ścianę stał oparty wysoki blondyn ubrany w skórzaną kurtkę. Na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek. Objął mnie ramieniem.
-Co ona znowu chciała?- zapytał z kpiną w głosie.
-Jak zwykle zadzwoni do ojca. To wszystko przez te twoje wygłupy! To był twój pomysł, a to mnie przyłapali ze szczurem w ręce!- krzyknęłam wyładowując na nim wszystkie moje emocje.
-Daj spokój! Widok Evans skaczącej po biurku był tego wart- zaśmiał się.
-Twoja zabawa zawsze jest warta mojego godzinnego posiedzenia u Brown- burknęłam niezadowolona. 
-Chodź lepiej na piwo- dał mi szybkiego całusa w policzek i ruszyliśmy korytarzem.
Gdy mijaliśmy rząd pomarańczowych szafek zobaczyłam Harry'ego. Chłopaka, którego nienawidziłam całym sercem. Jego ciemne loki otulające twarz i hipnotyzujące, zielone tęczówki zawsze skutecznie odwracały moją uwagę. To nigdy nie podobało się Victor'owi, jednak tym razem umknęło to jego uwadze. Nastolatek, który od miesiąca chodzi ze mną do klasy patrzył na mnie kiwając głową. Ponownie tego dnia zacisnęłam zęby i szybko odwróciłam głowę. 
-Co jest?- zapytał Victor, który najwyraźniej wyczuł moje zdenerwowanie.
-Ten idiota z mojej klasy- powiedziałam na tyle głośno, by Styles mnie usłyszał.
Podobnie jak mój chłopak obróciłam się, by spojrzeć na niego. Nie ruszył się nawet o milimetr. Wysoki blondyn obok którego teraz szłam wystawił przed siebie rękę i wykonał gest, mający na celu zdenerwowanie go, lecz ten nadal stał nie okazując żadnych emocji.
-Niech on lepiej trzyma się od ciebie z daleka. Jesteś moja- wyszczerzył się.
-Jestem twoja- przyznałam mu rację, a potem razem opuściliśmy budynek szkoły pomimo tego, że powinnam być na lekcji.

***

    -Jeśli się nie poprawię to zostanę tu kolejny rok- oznajmiłam Victor'owi, gdy opuściłam gabinet dyrektorki po kolejnej rozmowie.
-Ja też kiblowałem- roześmiał się;
-I dlatego jesteś głupi- mruknęłam i usiadłam na ławce.
Jak ja mogłam do tego doprowadzić? Jak mogłam pozwolić, by przez tego chłopaka stoczyć się na samo dno? By z normalnej, spokojnej dziewczyny zamienić się w szkolną zadymiarę?! By każdą wolną chwilę spędzać z nim i jego kumplami przy piwie! 
-To wszystko przez ciebie!- wrzasnęłam na Victor'a, który stał na przeciwko.
-Co?!- zdziwił się.
-To co słyszałeś! Gdyby nie ty to nie miałabym problemów!
-Tak sądzisz? Więc wybieraj! Albo ja, albo grzeczna dziewczynka- syknął.
Tymi słowami wbił mi nóż w serce. Kazał mi wybierać, rozdarł mnie. Czego mam się słuchać? Moich uczuć, czy rozsądku?
-Przecież wiesz, że cię kocham- objęłam go, a on odpowiedział mi tym samym.
-Chodź [T.I], bo mamy chemię, a ja mam kilka fajnych proszków do wypróbowania- puścił mi oczko, złapał za rękę i pociągnął w stronę sali, gdzie odbywała się lekcja.
Znów nic z tym nie zrobiłam... Tak ciężko mi się zmienić...

***

     Nie mogąc przestać się śmiać zgięłam się wpół i złapałam za brzuch. Stanęłam pod ścianą i rzuciłam plecak na podłogę.
-To było wspaniałe!- usłyszałam głos mojego chłopaka.
-Wiem- odpowiedziałam mu.
-Dziękuję, że to dla mnie zrobiłaś. Nawet nie wiesz ile miałem zabawy- pocałował mnie.
Znów poświęciłam dla niego resztki dobrego zachowania, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Oderwałam się i nie myślałam o tym co mnie martwi. 
-To co? Lekcje skończone, więc... Idziemy do parku- oznajmiłam uśmiechnięta.
-Sorry mała, ale umówiłem się z John'em. Idziemy do baru.
-Jeszcze mi powiedz, że będzie Lily!- zawsze byłam o nią cholernie zazdrosna, a on doskonale o tym wiedział i wykorzystywał to przy każdej okazji.
Bałam się tego co nastąpiło... Machnął ręką i ruszył korytarzem.
-Obiecałeś mi to!- krzyknęłam.
-Podobno jest zainteresowana!- zaśmiał się w głos.
-Wolisz tą pustą laskę?! Jeśli tam pójdziesz to możesz już nie wracać!- byłam wściekła. 
-Fajnie było [T.I]! Narka i powodzenia w następnej klasie. Och! O ile przejdziesz!- rozpoznałam kpinę w jego głosie.
Coś czego strasznie nienawidzę. Chwyciłam mój plecak i ze łzami w oczach pobiegłam do łazienki. Z hukiem zamknęłam drzwi. Torba z książkami wylądowała gdzieś w kącie. Nie zwróciłam uwagi, że cała jej zawartość rozsypała się po podłodze. Stanęłam przy umywalce i zacisnęłam na niej dłonie. Na ceramice zauważyłam czarne plamy. Podniosłam wzrok, by spojrzeć w lustro. Teraz wiedziałam skąd to się wzięło. Cały mój makijaż razem ze łzami spływał po mojej twarzy. Zaczęłam ocierać rękami oczy, choć wiedziałam, że nic to nie da. Wydałam z siebie zduszony krzyk, lecz nawet on nie pokazywał jak naprawdę się czułam. Byłam upokorzona i wściekła zarazem. Odwróciłam się i siadłam na podłodze. Oparłam się plecami o zimne kafelki, a kolana podciągnęłam pod brodę. Co chwilę nerwowo ocierałam łzy, które wciąż kapały na moje spodnie. W mojej głowie wciąż siedziało jedno pytanie: "Dlaczego?". Dlaczego po tym ile dla niego zrobiłam on mnie po prostu zostawił? Poświęcałam wszystko. Dobre oceny, przyjaciół, a nawet rodzinę. Wszystko... Nagle drzwi do damskiej toalety otworzyły się. Ukryłam twarz w dłoniach. Osoba powoli weszła do środka i zatrzymała się nade mną. 
-Nie patrz się idiotko!- syknęłam pokazując swoją złość.- Poprawiaj ten cholerny makijaż i spadaj!
Po chwili ktoś usiadł obok mnie. Niepewnie podniosłam głowę i spojrzałam na... Harry'ego?! Tak! Przede mną siedział mój rówieśnik o zielonych oczach, których tak bardzo nie lubiłam. Wywróciłam oczami, a potem zaśmiałam się głośno.
-Po co tu przyszedłeś?- zapytałam spoglądając na niego. 
Nie otrzymałam odpowiedzi. Chłopak patrzył się na mnie z twarzą bez wyrazu.
-Nie mam pojęcia po co tu siedzisz- starałam się, by zabrzmiało groźnie, ale Harry chyba zorientował się jak źle jest naprawdę.
-Zostawił cię?- zapytał spokojnie i powoli.
Wyraźnie, idealnie akcentując każdą literę. One były uporządkowane i miały coś czego mi brakowało- swoje miejsce w zdaniu. A w jego głosie usłyszałam coś czego bardzo dawno nie czułam- troskę.
-Słyszałeś?- odpowiedziałam tym samym.
-Nie... Po prostu od początku wiedziałem, że tak to się skończy- mówił cicho.
-Szkoda, że nie powiedziałeś mi wcześniej- rzuciłam obojętnie.
-Nie chciałem- spuścił głowę.
-Czemu?
-Za to, że tak bardzo mnie nienawidziłaś- przyznał ze skruchą, chociaż to chyba ja powinnam była się wstydzić.
-Więc po co tu siedzisz?- spytałam o to po  raz kolejny, bo jego zachowanie nie było dla mnie zrozumiałe.
-To... To nieważne... Chodź- wstał i wyciągnął rękę w moją stronę.
Ścisnęłam ją, a chłopak podciągnął mnie do góry.
-Myj się i spadamy stąd- poradził.
Podeszłam do umywalki i zaczęłam zmywać resztki makijażu. 
-On był idealny- wyrwało mi się i od razu tego bardzo pożałowałam.
-Nie był [T.I]- usłyszałam stanowczy ton Styles'a.
-Skąd możesz to wiedzieć?
-Czy koleś, który odciąga cię od rodziny, namawia do rzeczy, które tobie szkodzą jest idealny?- po tych słowach poczułam się jakby spadły mi klapki z oczu.
Wielokrotnie o tym myślałam, ale moje zdanie się nie liczyło. Za ważne uważałam tylko Victor'a. A przecież on miał rację. Byłam całkowicie zaślepiona miłością do podłej osoby, która... 
-Byłaś tylko jego zabawką... Lalką z którą mógł zrobić wszystko- powiedział mi prawdę.
To czego nie chciałam dopuścić do świadomości.
-Chodź [T.I]- podał mi plecak i kilka książek.
Prędko włożyłam je do środka i razem z Harry'm wyszłam z łazienki. Nie zastanawiałam się czy dobrze robię, nie miałam lepszego pomysłu. Po kilku minutach opuściliśmy szkolne mury.
-Chcesz gdzieś ze mną pójść?- Harry uśmiechnął się do mnie chyba najpiękniejszym uśmiechem jaki widziałam.
-Zabierzesz mnie na piwo dla poprawy humoru?- westchnęłam choć w głębi duszy liczyłam na pozytywną odpowiedź.
-Myślałem raczej o... Lody!- zaproponował.
-Zabierasz mnie na lody?- zdziwiłam się.
-Tak!- odparł wesoło.
-Victor nie zabierał mnie na lody...- nikt, nigdy nie zabrał mnie na lody.
-Ja nim nie jestem... No chodź!- złapał mnie za rękę.- A za tydzień idziemy na piknik z naszymi rodzicami- posłał mi kolejny uśmiech, lecz tym razem wiedziałam, że jest najpiękniejszy jaki mogę sobie wyobrazić. 
-Jaki znowu piknik?!
-Gdybyś spędzała odrobinę czasu z rodzicami to wiedziałabyś, że nasze matki się przyjaźnią- puścił mi oczko, a ja zaczęłam się zastanawiać dlaczego nie poznałam go wcześniej.

***

     Siedziałam na miękkim kocu wystawiając twarz do słońca.
-Musisz spróbować tego ciasta! Jest nieziemskie!- usłyszałam siedzącego obok mnie Harry'ego, który po raz setny z zapchaną buzią podawał mi tę samą informację.
-Nie mam ochoty Harry- a ja kolejny raz mu odmówiłam.
-Dobrze się czujesz?- zapytał całkiem poważnie.
-To, że nie chcę jeść to nie znaczy, że jestem chora- zaśmiałam się.
-Nie o tym mówię- oznajmił.
Westchnęłam cicho.
-Już... Prawie zapomniałam...- uśmiechnęłam się lekko patrząc w niebo.
-Tak szybko?- widocznie zaskoczyła go moja odpowiedź.
-Tak, bo... Chyba zakochałam się w kimś...- powiedziałam niepewnie. 
-W kim? Jeśli mogę wiedzieć...
W moich oczach pojawiły się łzy. Znów z powodu chłopaka.
-Ej... [T.I], co się stało?- złapał mnie za ręce.
Wiedziałam, że teraz niczym się nie obronię. Musiałam powiedzieć mu całą prawdę.
-W tobie... W tobie Harry- zacisnęłam powieki, by nie rozpłakać się na dobre.
-Więc czemu płaczesz?- zapytał czule.
-Bo wiem, że to głupie... Nie możesz być przecież z kimś kto był dla ciebie, aż tak okrutny- mówiłam cicho, by nie usłyszeli nas rodzice siedzący nieopodal, choć miałam ochotę krzyczeć.
Byłam zła, zła na siebie.
-Wiesz czemu wtedy poszedłem za tobą? Dlaczego obok siedziałem i martwiłem się pomimo, że mnie nienawidziłaś?- w odpowiedzi pokiwałam przecząco głową.- Bo bardzo cię kocham [T.I]- uśmiechnął się leciutko.
Zrobiłam to samo i po chwili poczułam wargi Harry'ego na moich. Byłam mu wdzięczna za to, że mnie uratował i za to, że próbował mnie zmienić... Na lepsze.


"Życie jest zmianą.
Jeśli przestaniesz się zmieniać, przestaniesz żyć"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ciepło-zimno, poplątane wiem! Ale nie widzę sensu w pisaniu o jednej porze roku w czasie jej trwania. Jak wam się podoba Harry? Piszcie i może ktoś wreszcie podrzuci jakiś pomysł ;)
Cytat: Rainer Haak





sobota, 6 grudnia 2014

Niall


     Siedziałam na łóżku przykryta grubą kołdrą z kubkiem gorącej herbaty w dłoniach. Patrzyłam na malutkie płatki śniegu wirujące za oknem. Wreszcie w Londynie pojawił się śnieg. Kilka dni przed Wigilią. To będą prawdziwe święta. Z zamyśleń wyrwało mnie ciche pukanie do drzwi.
-Proszę- zaprosiłam kogoś kto za nimi stał.
W pokoju pojawił się uroczy blondynek. Uśmiechnęłam się na jego widok.
-Cześć [T.I]- usiadł obok mnie.
-No cześć!
Niall był moim dobrym przyjacielem. Mówiliśmy sobie wszystko i nie mieliśmy przed sobą żadnych tajemnic. Prawie żadnych... Jednak wciąż coś przed nim ukrywałam. Ten młody chłopak nie wiedział ile dałabym, by z nim być. 
-Jak tam?- szturchnął mnie w ramię.
-Normalnie. Tak jak zawsze- wzruszyłam ramionami.
-Oj...- jęknął i objął mnie ramieniem.- Coś ci popsuło humor?- spytał z troską.
-Nie... Tylko szkoda, że ciocia Eva nie może przyjechać- skrzywiłam się.
A może nie do końca będą to prawdziwe święta. Nie wiedziałam czym bardziej się smuciłam. Faktem, który niedawno przedstawiła mi moja mama, czy moimi durnymi myślami.
-Nie łam się... Bez cioci Evy święta też mogą się udać. A teraz masz mi się uśmiechnąć- potrząsnął mną lekko.
Na mojej zobaczył sztuczny uśmiech.
-Nie tak... Ładnie- zajrzał mi w oczy.
Uniosłam kąciki ust. Zawsze to robiłam, gdy patrzył na mnie takim wzrokiem. Wydawało mi się, że przeszywa mnie na wylot. Że zagląda w głąb mojej duszy, w głąb mojego serca. 
-No to co dzisiaj robimy?- zapytał.
-Nie wiem... Śniegu napadało- wychyliłam się, by wyjrzeć przez okno.
-Chodźmy lepić bałwana!- jego śmiech wypełnił cały mój pokój.
Również zaczęłam się śmiać.
-Oszalałeś?- próbowałam protestować.
-Nie! Chodź!- Niall ściągnął ze mnie kołdrę. 
-Dobra, dobra!- uniosłam ręce do góry i wygramoliłam się z łóżka.- Idę się ubrać- wzięłam ciuchy z szafki i skierowałam się do łazienki.
Ubrałam się na tak zwaną cebulkę, żebym czasem nie zmarzła i wróciłam do swojego przyjaciela. Założyliśmy kurtki i wciąż się śmiejąc opuściliśmy mój cieplutki domek. Pobiegliśmy do ogródka. Nie zdążyłam nawet rozejrzeć się dookoła.
-[T.I]!- usłyszałam za sobą krzyk Niall'a.
Odwróciłam się i w tym momencie poczułam okropne zimno na twarzy. Strąciłam śnieg z policzków i z wściekłą miną spojrzałam na blondyna, który stał przede mną i zwijał się ze śmiechu. Pokręciłam głową i kucnęłam, by wziąć śnieg w ręce okryte ciepłymi rękawiczkami. Uformowałam z niego idealną kulkę i cisnęłam nią w Nialler'a. Przestał się śmiać i popatrzył na mnie ze zdziwieniem malującym się na jego twarzy. Tym razem to ja wybuchłam śmiechem, ale kiedy zobaczyłam jak zaczyna zbierać "amunicję" wystraszyłam się i zaczęłam uciekać. 
-I tak cię dorwę!- usłyszałam jego krzyk.
Po chwili poczułam lekki ból na plecach. Chwilę później to samo. I znowu.
-Mam cię!- poczułam ręce Niall'a na swoich ramionach i to jak próbuje wskoczyć mi na plecy.
Pod jego ciężarem upadłam na zimną ziemię pokrytą śnieżnobiałym puchem. Nialler oczywiście upadł na mnie.
-Złaź ze mnie Horan- zaśmiałam się i z trudem zrzuciłam go z siebie.
Ten odpowiedział mi tym samym i po chwili położył się na obok mnie. Odwróciłam się, by móc na niego spojrzeć. On zrobił to samo i uśmiechając się ponownie zajrzał mi w oczy. Nigdy nie pomyślałabym, że ten Irlandczyk może być aż, tak podły. Zrozumiałam to dopiero wtedy, gdy na mojej głowie pojawiła się kolejna śnieżka.
-Niall!- pisnęłam otrzepując się ze śniegu.
Wstałam i pobiegłam za nim, kiedy tylko zaczął uciekać. Zatrzymałam się dopiero jak naprawdę zabrakło mi sił.
-Dobra! Poddaję się!- powiedziałam.
Nastolatek odwrócił się i powoli podszedł do mnie,
-To jak? Lepimy w końcu tego głupka?- położył mi rękę na ramieniu.
-Jakiego głupka?- zdziwiłam się.
-Bałwana- westchnął rozbawiony tym, że na początku go nie zrozumiałam.
-Okay- zabrałam się do turlania śniegowej kulki.- Taka wystarczy?- spojrzałam na Niall'a, który siłował się z ogromną kulą.
Zaczęłam się śmiać.
-To ma być bałwan, czy mega-bałwan?- spytałam.
-To będzie największy na świecie bałwan!- usłyszałam w odpowiedzi. 
Gdy wszystkie trzy, naprawdę ogromne kule były odpowiednio ustawione pobiegliśmy do domu. W szafie znalazłam jakiś stary szalik i podarty kapelusz, a z kuchni zabraliśmy pomarańczową marchewkę. Oczy naszego nowego kolegi postanowiliśmy zrobić z tego co zostało z jesieni czyli kasztanów. 
-Śliczny nam wyszedł, co?- spytałam, a Niall objął mnie w talii. 
Moim ciałem wstrząsnęły dreszcze. Miałam nadzieję, że przyjdzie mu namyśl, że to skutek długiego przebywania na minusowej temperaturze. 
-Pewnie, że śliczny- po tych słowach zapadła cisza i nadal mnie nie puszczał.- [T.I]...- powiedział cichutko.
Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się zachęcając go do dalszego mówienia. 
-Muszę iść, mam dziś wizytę- nienawidził tego.- I już prawie o tym zapomniałem... Chciałem zapytać czy... Czy umówiłabyś się ze mną jutro na...- podrapał się po głowie.
Miałam ochotę się uśmiechnąć, ale to nie byłoby odpowiednie. Serce biło mi jak oszalałe. Czy właśnie w tym momencie miało spełnić się moje największe marzenie?!
-Na randkę?- dokończył niepewnie.
Chciałam skakać i krzyczeć z radości, ale bałam się zbłaźnić i pokazać jak bardzo za nim szaleję. 
-Pewnie- uśmiechnęłam się delikatnie.
Chłopak uniósł głowę. Popatrzyłam na jego twarz na której pojawiły się bladoróżowe rumieńce. Staliśmy tak przez chwilę patrząc na siebie, aż dźwięk jego telefonu przerwał ciszę panującą wokół nas.
-[T.I] teraz już koniecznie muszę iść. To...- znów się zawstydził, chyba nawet bardziej niż ja.- Przyjdę po ciebie o 17- nie wiedział co ma zrobić, po czym cmoknął mnie w policzek i odbiegł machając mi.
Dopiero wtedy szczerze od ucha do ucha uśmiechnęłam się, a potem wydałam z siebie krótki, głośny pisk, którego nie byłam w stanie dłużej powstrzymać. Okręciłam się, zachwiałam gwałtownie, a sekundę później leżałam w miękkim śniegu. Rozbawiona jak dziecko przeturlałam się kilka razy, a potem wstałam i cała w skowronkach popędziłam do domu.
-[T.I] co ty tu robisz?- spytała mama, gdy przebiegłam przez kuchnię w kozakach robiąc wszędzie kałuże. 
-Nie wiem!- odparłam zadowolona.

***

    Stałam przed lustrem w kącie mojego pokoju. Miałam na sobie krótką, czarną sukienkę w drobniutkie kwiatuszki. Na nogi włożyłam czarne, cienkie getry i moje ulubione, brązowe botki. Podejrzewam, że i tak będzie mi okropnie zimno, ale ta sukienka zawsze podobała się Niall'owi. Uważał, że ten wzór jest romantyczny, a że to randka- postanowiłam ją założyć.
-[T.I]! Włóż jeszcze to- do sypialni weszła moja mama.
Stanęła za mnę i nałożyła mi na szyję złoty łańcuszek.
-To po babci- uśmiechnęła się do mnie.- Zawsze przynosił mi szczęście- cmoknęła mnie w policzek.
-Dzięki mamo- odpowiedziałam jej tym samym.
-Nie chcesz zejść na dół? Niall powinien zaraz być- spojrzała na zegar wiszący na ścianie.
Pokiwałam przecząco głową.
-Wolę zostać tutaj- oznajmiłam.
-Powodzenia [T.I]- opuściła pomieszczenie. 
Nagle moje ciało przeszyły nieprzyjemne dreszcze. Ogarnął mnie strach i różne wątpliwości. A co jeśli mnie wystawi? Co jeśli sobie zażartował? Nie... On by tak nie postąpił... A co jeśli myliłam się co do jego osoby? Oby nie... Przecież tak długo się znamy. Usiadłam na łóżku i dopiero wtedy zauważyłam, że cała się trzęsę. Ale dlaczego? Przecież on nigdy by mnie nie oszukał, nie zawiódł. Przecież za to go pokochałam.

***

     Nie zawsze jest dobrze, gdy przeczucia się spełniają. Siedziałam w tym samym kącie zalewając się rozpaczliwymi łzami. A jednak to zrobił. Jednak zawiódł. A ja czekałam, jak głupia, licząc, że wreszcie pojawi się przed moimi drzwiami. Że zobaczę jego uśmiech. Myliłam się... Niall nie przyszedł.
-[T.I], Słońce- obok mnie usiała mama.
Bez słowa wtuliłam się w nią. Głaskała moje plecy próbując mnie pocieszyć. 
-Nie pomogło- szepnęłam i zdjęłam z szyi drobniutki łańcuszek.
-Przykro mi- pocałowała mnie w czoło i po chwili wyszła. 

***

Właśnie zawiesiłam ostatnią bombkę na pachnącym, zielonym drzewku, gdy cały dom wypełniło głośnie pukanie do drzwi. Postanowiłam sprawdzić kogo do nas niesie zaledwie dzień przed Wigilią. Przed sobą ujrzałam Niall'a. Zdecydowanie bardziej spodziewałam się mojej ciotki otoczonej gromadką dzieci w różnym wieku. W złości zatrzasnęłam przed nim drzwi. Odwróciłam się na pięcie i chciałam powrócić do mojego wcześniejszego zajęcia, lecz po chwili znów usłyszałam walenie do drzwi. Otworzyłam je.
-Czego chcesz?!- wrzasnęłam.
-Porozmawiać- powiedział cicho.
-Niby o czym?!- byłam wściekła.
-Mogę wejść?- pochylił głowę.
Chciałam słuchać jego tłumaczeń. Wpuściłam go do środka, zamknęłam drzwi i stanęłam naprzeciw niego. Rodzice, wiedząc co się szykuje, ulotnili się do kuchni.
-Przepraszam, że wtedy nie przyszedłem. Przepraszam jak tylko mogę, ale wiem, że nie miało to sensu, bo teraz nie będziesz chciała się ze mną umawiać- oznajmił niepewnie.
Nic z tego nie rozumiałam. 
-Dzień wcześniej byłem u dentysty- dodał po chwili.
-A co mają twoje zęby do naszej randki?!- wywróciłam oczami.
-Nienawidzisz tego. A mi niedawno założyli tą szynę- zacisnął zęby, by pokazać mi swój nowy aparat.- A ból był nie do zniesienia...
Nie wiedziałam co powiedzieć. Gapiłam się na niego z otwartymi ustami.
-I... I to tyle?- roześmiałam się.
Chłopak stał oszołomiony i uważnie mi się przyglądał.
-Jak to? Tylko tyle...- mruknął.
-To prawda... Nie lubię tego...- podeszłam bliżej.
-Sama widzisz...
-Ale tobie jakoś w nim do twarzy- przerwałam mu.
-Dzięki- złapał mnie za biodra.
-Nastraszyłeś mnie Niall, myślałam, że odpuściłeś...
-W jakiś sposób...
-Nie nauczyłeś się jeszcze, że jak się kogoś kocha, to wygląd zsuwa się na dalszy plan?- puściłam mu oczko.
Bez słowa przyciągnął mnie do siebie i złożył na moich ustach długi pocałunek.
-Myślisz, że bez tego będziesz całował równie dobrze?- zaśmiałam się i oparłam głowę na jego ramieniu.

"Oto sposób w jaki przez wstyd i niepewność możesz stracić do niego powody"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pamiętacie takiego Nialler'a sprzed kilku lat? Czas szybko leci, co? Wczoraj miałam noc wspominania takiego Hazzy z muszką i Lou w szelkach. Jakich ich wolicie?
A tymczasem cóż... Święta niedługo, śnieg też by się przydał. Marzę o lepieniu bałwana *.*
Cytat: Własny



wtorek, 25 listopada 2014

Louis

     -Eleanor! Długo się jeszcze będziesz stroić?!- wrzasnęłam stojąc przed drzwiami prowadzącymi do łazienki w domu mojej przyjaciółki.
-Właź!- odkluczyła drzwi. 
Weszłam do środka. Wysoka brunetka właśnie malowała rzęsy nową maskarą. Oparłam się plecami o ścianę i czekałam, aż skończy.
-Na jaki kolor pomalować oczy?- zapytała patrząc na paletę cieni do powiek.
-Weź jakiś jasny kolor- poradziłam jej.
-Chyba użyję czarnego- oznajmiła i zaczęła się malować.
-Przecież nigdy się tak nie malowałaś- skrzyżowałam ręce piersi.
-Daj spokój [T.I]! Louis'owi się to podoba!- odpowiedziała lekceważącym tonem.
Zmierzyłam ją wzrokiem. Miała na sobie krótką, obcisłą, czerwoną spódniczkę i szarą bluzeczkę z ogromnym dekoltem. Na nogi włożyła wysokie, czarne szpilki, w których ja pewnie bym się zabiła. Ten cały Tomlinson nieźle zawrócił jej w głowie. Odkąd zaczęła się z nim umawiać inaczej się ubiera i mocniej maluje. Dziś razem z El idę do tego chłopaka. Normalnie nie byłabym zaproszona, ale jego kumpel bardzo chciał się ze mną spotkać. Nie wiem czemu, ale się zgodziłam. Może troszkę jej zazdrościłam? Tak czy siak, ja nie przywiązywałam większej uwagi do mojego dzisiejszego wyglądu. W końcu wybierałyśmy się tylko na kawę. Założyłam czarne szorty, biało-niebieski T-shirt i szarą bluzę. Jak zwykle miałam na sobie tenisówki. 
-Och [T.I]! Adrien to naprawdę fajny chłopak. Serio ci nie zależy?- Eleanor pokręciła głową.
-Serio! Czy możemy iść?- wyszłam z mieszkania zamykając drzwi nieco głośniej niż zwykle.
Wsiadłam do jej samochodu i jeszcze przez chwilę na nią czekałam.
Kilkanaście minut później zatrzymałyśmy się przed wielką willą. No tak... Musiała ona pomieścić pięciu chłopaków, którzy rozpoczynali karierę muzyczną. Dostali się do X Factor i udało im się. Są w trakcie nagrywania swojej już czwartej płyty.
-Louis!- pisnęła El, gdy w drzwiach stanął średniego wzrostu brunet w czerwonej koszuli.
Nie dziwiłam się dlaczego moja przyjaciółka spędza tyle czasu przed lusterkiem. Dla takiego przystojniaka było warto. Brunetka przytuliła chłopaka, który ze sztucznym uśmiechem przyciągnął ją do siebie. Patrzyłam zdziwiona na tą scenę jakbym była w teatrze, a Louis był marnym aktorem.
-To jest [T.I]- przedstawiła mnie El.
Chłopak podał mi rękę i melodyjnym głosem wypowiedział swoje imię. Uścisnęłam jego dłoń. Pod wpływem dotyku jego ciepłej skóry w moim brzuchu pojawiło się stado motylków. O nie! [T.I], dobrze wiesz czym to grozi! Nie wolno ci! Niebieskooki zaprosił nas do środka. Weszliśmy do ogromnego salonu. Na jeden z kanap siedział wysoki chłopak z brązową grzywką lekko opadającą na czoło. Jak się domyślam był to Adrien. Louis usadził mnie obok niego. Sam, wraz z El usiadł naprzeciwko. 
-Chcecie coś do picia?- spytał Lou i poszedł do kuchni.
Zostaliśmy we trójkę. Moja przyjaciółka nie zwracając na mnie uwagi zaczęła bawić się swoim telefonem.
-Więc... Ile masz lat [T.I]?- Adrien przysunął się do mnie.
-Osiemnaście...- odparłam niepewnie.
-To może wyskoczysz ze mną w sobotę na drinka? Niedawno otworzyli nowy klub...- na jego twarzy pojawił się pewny uśmieszek. 
To prawda. Uśmiech miał piękny, ale jego pewność siebie mi się nie podobała. 
-Sobotę mam zajętą- mruknęłam.
-Cóż... To może za tydzień?- spytał i złapał mnie za rękę. 
-Może- rzuciłam oschle i zabrałam dłoń. 
Na szczęście Turner nie zdążył wykonać żadnego ruchu, bo w pokoju pojawił się Louis. Siadł obok Eleanor, która nadstawiła policzek. Chłopak wywrócił oczami i złożył na nim szybkiego całusa. Poczułam na swoim ramieniu czyjś dotyk. Jak się okazało to Turner mnie obejmował. Wzdrygnęłam się. Mój Boże, co on sobie wyobraża?! Odsuwałam się dotąd, aż napotkałam oparcie sofy. Co gorsza chłopak był obok i wciąż mnie obejmował. Spojrzał na swoją przyjaciółkę, która wciąż grzebała w komórce. Napotkałam znudzony wzrok jej chłopaka. Kiwnęłam głową wskazując na Adrien'a i tym samym szukając pomocy. 
-Ktoś jest może głodny?- wstał.- Pójdę coś przygotować. [T.I], pomożesz mi?- spojrzał na mnie.
-Tak, tak idź... Może wreszcie przestaniesz się nudzić- poradziła Eleanor.
Z chęcią poszłam za Louis'em do kuchni. Odetchnęłam z ulgą, gdy oparłam łokcie na blacie stołu. 
-Jesteś moim bohaterem!- zaśmiałam się.- A twój kolega jest strasznie nachalny- usiadłam na krześle. 
-Tak... Adrien jest narwany... Powiedz mi, [T.I] czego nienawidzi Eleanor?- postawił przede mną talerzyk z truskawkami. 
-A po co ci to wiedzieć?- zdziwiłam się.
-Bo chcę jej kupić prezent- sięgnął po jeden z owoców.
-Nie powinieneś więc pytać co lubi?
-Nie...- odwrócił głowę.- Bo chcę z nią zerwać- mruknął cicho, a mnie wbiło w krzesło.
-Jak to... Zerwać?
Louis odwrócił się, wyjął mnóstwo różnych produktów z lodówki i zaczął robić kanapki.
-Ne widziałaś jak ona się ubiera? W takiej sukieneczce to mogłaby stać... Wiesz o czym mówię- puścił mi oczko.
-Ona uważa, że to cię pociąga- mówiłam oszołomiona.
-Kilka razy próbowałem jej to powiedzieć, albo na zakupach zaproponować coś bardziej...
-Stosownego?
-Normalnego... Ale ona nawet nie chce o tym myśleć- westchnął ciężko.
-Tak... Ostatnio jej trochę odbiło...- przyznałam mu rację.
Zeszłam z krzesła i usiadłam na stole. Louis odwrócił się i zatrzymał gwałtownie, gdy mnie zobaczył.
-Tam wygodniej?- uśmiechnął się.
Chyba po raz pierwszy tego dnia naprawdę szczerze. Mój brzuch znowu nawiedziły setki motylków. Chłopak podszedł do mnie i wziął do ręki jedną z czerwonych truskawek. 
-Masz ochotę?- obrócił ją w palcach i przysunął mi do ust.
Ugryzłam kawałek, a Louis zjadł połowę. Posłał mi kolejny, zniewalający uśmiech i zaczął się do mnie przybliżać. Położył słonie na moich biodrach i stanął na palcach, by musnąć słodkimi ustami moje wargi. Nie ukrywałam, że bardzo mi się to podobało, więc pozwoliłam mu na pogłębienie pocałunku. W porę jednak się opamiętałam i pomimo przyjemności odsunęłam się od młodego chłopaka. 
-Nie możemy! Jesteś przecież chłopakiem mojej przyjaciółki!- przypomniałam mu.
-Już niedługo- ponownie się do mnie zbliżył, lecz tym razem spotkał się z moim oporem.
-Nie! Louis, zapomnijmy o tym co tu się stało- powiedziałam i zeskoczyłam na podłogę.- I zrób te kanapki- pośpieszyłam go i ze wściekłą miną opuściłam kuchnię.
Ona jest dla mnie jak siostra, nie mogę jej tego zrobić. Kocha go...

***

     -[T.I] musimy pogadać- usłyszałam stanowczy ton Eleanor.
Wyczuwałam, że jest zdenerwowana. El bardzo rzadko wpada w złość, więc wiedziałam. że to coś poważnego.
-Co jest?- spytałam siadając na łóżku obok niej.
Przez chwilę nic nie mówiła i siedziałyśmy w zupełnej ciszy. Popatrzyłam na nią i czekałam, aż wreszcie to z siebie wyrzuci.
-Jak skutecznie spławić chłopaka?- zadała mi dziwne pytanie, ale w szybkim czasie je sobie wytłumaczyłam.
-Nie mów, że Turner też się do ciebie przystawiał!- powiedziałam to co pierwsze przyszło mi na myśl.
-Nie, nie- pokiwała przecząco głową.- Muszę rozstać się z Louis'em- na te słowa moje serce mocniej zabiło.
-Ale... Ale czemu?- pytałam nie dowierzając.
Czyżby dowiedziała się o tym, co... Co robiliśmy? Albo nas widziała? To niemożliwe...
-To... On jest nie dla mnie. Po prostu nie pasuję do jego sławnego otoczenia. Ten związek nam nie wyjdzie, a poza tym wydaje mi się, że jemu też się znudziłam. A może ma kogoś na boku...- mówiła patrząc za okno.
Po cichu, bojąc się, by przypadkiem mnie nie usłyszała, odetchnęłam z ulgą.
-Tylko jak mu to powiedzieć?
-Po prostu powiedz... Uwierz mi... Nie będzie zły- poklepałam ją po ramieniu.
-Pójdziesz ze mną?- zapytała, a ja się zgodziłam. 
W końcu to moja przyjaciółka.

***

     Jak długo można zrywać?! Siedzą w tej kawiarni już prawie dwie godziny. A ja czekam na Calder na ławce przed budynkiem. Obiecałam jej, że tu będę i zareaguję, gdyby coś poszło nie tak. Zamierzałam dotrzymać słowa, ale nie byłam pewna ile tego zniosę. Na razie nie działo się nic, a ja zdążyłam wynudzić się jak mops. Słuchawki na uszach w niczym mi nie pomagały. Rozglądałam się dookoła i z niecierpliwości aż tupałam nogami. Nareszcie drzwi się otworzyły i stanęła w nich moja ciemnowłosa przyjaciółka, a obok Louis. Co najbardziej mnie zdziwiło, oboje się uśmiechali. Wyłączyłam muzykę i niepewnym krokiem zbliżyłam się do nich. El od razu mnie przytuliła.
-To co? My się zbieramy. Pa Louis!- machnęła w jego stronę i pociągnęła mnie za sobą.
-[T.I]- usłyszałam głos jej byłego chłopaka.
Odwróciłam się, żeby móc na niego spojrzeć. 
-Możemy porozmawiać?- zatrzęsłam się, a w odpowiedzi kiwnęłam głową.
-Eleanor idź do domu. Wpadnę do ciebie wieczorem- zwróciłam się do szczupłej brunetki.
Nic nie powiedziała. Cmoknęła mnie w policzek i po chwili zniknęła za rogiem.
Popatrzyłam na Louis'a. Uśmiechał się do mnie tak samo jak przeszło dwa tygodnie temu. I te dwa tygodnie bez przerwy siedział mi w głowie i nic nie było wstanie mnie od niego oderwać. Przełknęłam głośno ślinę próbując powstrzymać dreszcze, które zawładnęły moim ciałem, gdy poczułam jego dłoń na swoim policzku. Uniosłam głowę i spojrzałam w jego piękne, szaroniebieskie oczy. Pochylił się i złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Tak samo jak ostatnio odsunęłam się od chłopaka. Przyglądał mi się z żalem.
-A co jeśli ja też okaże się nieodpowiednia?- spytałam bojąc się tego co czeka mnie dalej.
Bałam się odpowiedzi. 
-Ty jesteś idealna... Pod każdym względem- powtórnie zaczął mnie całować.
Tym razem się nie odsunęłam. Tym razem mu zaufałam. Tym razem się zakochałam. 

"Nie staraj się być ideałem. 
Znajdź osobę, dla której już nim jesteś"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wesoły, dosyć zwyczajny Louis na ten wtorkowy wieczór! :) Miłego czytania, i miłego tygodnia bez sprawdzianów. Do następnego! 
Cytat: Własny






piątek, 14 listopada 2014

Liam

     Ledwo łapiąc oddech wbiegłam na górę po drewnianych schodach w domu mojej przyjaciółki. Jednym, mocnym szarpnięciem otworzyłam drzwi. Zdyszana oparłam się o futrynę i błagalnym wzrokiem spojrzałam na [I.P], która beztrosko leżała na łóżku z laptopem na brzuchu. Wychyliła głowę i posłała mi uśmiech. Wywróciłam oczami i z trudem utrzymując się na nogach podeszłam bliżej i zmęczona opadłam na pachnącą pościel. Spadła mi kondycja, ale kto po dwudziestu minutach szaleńczego biegu miałby jeszcze siły?
-Co tam?- spytała cicho wciąż stukając w klawiaturę.
-Ty też zapomniałaś... Miałyśmy pomóc chłopakom przygotować imprezę- przypomniałam jej.
-O rany! Która jest godzina?!- zamknęła laptopa i poderwała się jak oparzona.
-Jeszcze przed południem. Mamy dużo czasu, ale lepiej już chodźmy- pośpieszyłam ją.
-Jak? W piżamie pójdę?!- oburzyła się i poszła do łazienki.
Czekałam na nią już dobre kilkanaście minut kiedy usłyszałam swój telefon.
-Cześć Perrie!- odebrałam 
-Hej [T.I]! Gdzie wy jesteście?- to był dobrze znany mi chrypliwy głos.
-Och! Jestem u [I.P]. Przecież wiesz, że musi się wystroić- westchnęłam ciężko.
-Pośpieszcie się. Przebierzecie się później, a boję się, że sami sobie nie poradzimy- powiedziała już lekko zdenerwowana.
-Ale ona nie zakłada sukienki!- mnie również puszczały nerwy.
-Wyciągnij ją z tego domu!- rozkazała i rozłączyła się.
Zayn znalazł sobie fajną dziewczynę. Była bardzo miła i zabawna, ale gdy coś wytrącało ją z równowagi była nieobliczalna. A może po prostu niecierpliwa...
-Wyłaź już! Louis lubi jak jesteś bez makijażu!- walnęłam w drzwi do jej łazienki.
-Ale wtedy wyglądam tragicznie!- usłyszałam w odpowiedzi. 
-Dzwoniła Perrie, jest zła jak osa- wiedziałam, że to ją przekona. 
I rzeczywiście chwilę później stała przede mną ubrana w niebieskie rurki i białą koszulkę z krótkim rękawem.
-Chodźmy- pociągnęłam ją w stronę wyjścia.
-A śniadanie?- jęknęła, gdy mijaliśmy kuchnię.
-Horan na pewno się z tobą czymś podzieli- opuściłyśmy jej mieszkanie.
Po kolejnych kilkunastu minutach truchtu dotarłyśmy do domu naszych gwiazdorów. Bez pukania wparowałyśmy do środka. Oczy wszystkich domowników zwróciły się na nas. Niall zawiesił się z kubkiem napoju w ręce, Zayn pomachał mi wychylając się zza barku. Na taborecie stał Harry w samych bokserkach i wieszał kolorowe lampki przy oknie. Obok stała dziewczyna Malik'a i podawała mu kolejne, splątane kabelki.
-Hello, dziewczyny!- po poręczy schodów zjechał Louis.- Cześć Słońce- objął [I.P] w pasie i cmoknął ją w policzek.
-Cześć- opowiedziała mu uśmiechem.
-Co tan [T.I]?- brunet z grzywką przesłaniającą mu czoło zwrócił się do mnie.
-Nic specjalnego... Gdzie Liam?- weszłam dalej uważnie rozglądając się po sali.
-Daddy pojechał na zakupy- usłyszałam Harry'ego, który szczerzył się do mnie z góry.- Cześć!
-Hej!- zaśmiałam się.- A to nie są czasem ozdoby choinkowe?- wskazałam palcem lampeczki, które trzymał w rękach.
-Są... Ale coś świecić musi- wzruszył ramionami i powrócił do poprzedniego zajęcia.
-Czy ktoś mi może do cholery jasnej pomóc z tymi torbami?!- w drzwiach stanął mój chłopak.
Uśmiechnęła się od ucha do ucha i rzuciłam się na Liam'a. Chłopak objął mnie w talii i lekko uniósł do góry.
-[T.I]! Nareszcie jesteś!- uśmiechnął się i tak jak zwykle pocałował mnie na powitanie.
-Pomogę Ci z tymi zakupami- splotłam nasze palce i wyszliśmy na podwórko. Liam cały czas się do mnie uśmiechał.
-O matko! Ileż tego!- zdziwiłam się, gdy chłopak otworzył bagażnik.
Poczułam jego ciepłe dłonie na moich biodrach.
-Nie tak dużo- mruknął mi do ucha i złożył pocałunek na mojej szyi. 
Uśmiechnęłam się i obróciłam twarzą mojego chłopaka. Ten przycisnął swoje usta do moich. Popchnął mnie lekko napierając na moje ciało. Usiadłam na brzegu samochodu przewracając kilka reklamówek z kupionymi produktami. Ręce przeniosłam na jego krótko obcięte włosy. Podczas pocałunków poczułam jak się uśmiecha.
-Uwielbiam jak to robisz- powiedział cicho i ponownie zaczął całować mój obojczyk.
Odchyliłam głowę przymykając powieki. Po chwili znów złączył nasze usta pochylając się nade mną jeszcze bardziej. 
-Ekhm- usłyszeliśmy ciche chrząknięcie.
Liam odsunął się ode mnie na kilka centymetrów i odwrócił głowę, by sprawdzić kto nam przeszkodził. Jak się okazało przed drzwiami stał Niall.
-Wygonili mnie, żebym wam pomógł, bo wam coś nie idzie- zaśmiał się i puścił nam oczko.
Ciemnooki jeszcze raz mnie pocałował, westchnął ciężko i złapał dwie reklamówki. Minął blondyna ze wściekłą miną i wszedł do domu. Podniosłam się i również chwyciłam torbę. Obok stał Niall.
-Wybaczysz, że wam przerwałem?- zarechotał.
-Nie wiem- odpowiedziałam śmiechem i poszłam w ślady Liam'a,
Po kilku kursach do auta, wszystkie zakupy leżały w kuchni.
-Kupiłeś alkohol?- do środka wparował Zayn.
Mój chłopak uśmiechnął się krzywo, a ja zaczęłam chichotać.
-No jak tak można?! Jadę do sklepu!- krzyknął Mulat i już go nie było.

***

     -Jezu! Ale tu tłok!- pisnęła [I.P], gdy przeciskając się przez tłum ludzi próbowałyśmy dostać się do łazienki.
Wreszcie nam się udało. Przekręciłyśmy zamek w drzwiach i z ulgą siadłyśmy na podłodze.
-Nie wiedziałam, że zaprosili pół Londynu- westchnęłam zmęczona.
Moja przyjaciółka tylko wzruszyła ramionami. Wcale mi się nie podobało to, że w domu chłopców było tyle w większości obcych ludzi. Jutro rano wyjeżdżają w trasę, a ja miałam nadzieję, że ten ostatni wieczór spędzę z moim ukochanym. A poza tym alkohol. Wiedziałam, że jest go dużo, a Harry z Zayn'em nie będą w stanie podnieść się z podłogi. 
-Impreza trwa już dwie godziny- oznajmiła [I.P].
Dwie godziny, a ja nawet nie zamieniłam słowa z Liam'em. Był zbyt zajęty zabawianiem gości. Nagle usłyszałyśmy walenie do drzwi.
-Zajęte!- próbowałam przekrzyczeć głośną muzykę.
-[T.I]?! To ty?!- rozpoznałam głos Lou.
Otworzyłam drzwi. Chłopak wpakował się do łazienki i od razu przytulił blondynkę stojącą obok mnie. 
-Czemu tu siedzicie?- zapytał z troską.
-Tam jest tyle ludzi! Dom wam rozniosą!- powiedziałam nie kryjąc swojego niezadowolenia.
-Liam cię szuka- odparł zmieniając temat.
Bez słowa wyszłam z pomieszczenia zostawiając ich samych. Zaczęłam błądzić po pokojach szukając chłopaka. Zastałam go na środku salonu rozmawiającego z jakimś facetem. Podeszłam bliżej. Odwrócili się. Na twarzy Liam'a zagościł szczery uśmiech. Objął mnie i pocałował w policzek.
-Chodźmy stąd- złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę wyjścia.
Kilka minut później powoli, trzymając się za ręce szliśmy w stronę niewielkiego jeziorka. To miejsce stawało się magiczne, gdy zapadał zmrok. 
-Nie tak to miało wyglądać- spuścił głowę.- Przepraszam za ten wieczór, Chciałem, by był wyjątkowy- tłumaczył się cicho.
Mocniej ścisnęłam jego dłoń.
-Noc jeszcze młoda. Mamy dużo czasu, żeby sprawić, by była wyjątkowa- posłałam mu pocieszający uśmiech.
Niedługo potem siedzieliśmy nad brzegiem jeziora. Wpatrywałam się w srebrzystą taflę wody. Siedzieliśmy przytuleni, uśmiechnięci, otuleni światłem księżyca i lekkim, chłodnym wiatrem. Nagle, przez jedną głupią myśl w moich oczach pojawiły się łzy, które po chwili spływały po moich policzkach. Liam przycisnął mnie do siebie.
-Nie płacz [T.I]. Dobrze wiesz, że cię kocham i nigdy cię nie zostawię- szepnął mi do ucha.
-Kiedy właśnie to robisz... Zostawiasz mnie- po raz kolejny zaniosłam się płaczem. 
Usłyszałam cichy szloch. Pojedyncze łzy Liam'a kapały na moje ramiona.
-Nie płacz- teraz to ja go pocieszałam.
-Nie chcę cię zostawiać.
-Ale musisz... To twoja kariera. Nie możesz ich zawiść- mówiłam.
-Kocham Cię [T.I]. Proszę nie zapomnij o mnie- zajrzał mi w oczy.
Bał się tego...
-Nie mogłabym...
Zaczął szukać czegoś w kieszeni spodni.
-Kocham Cię- powtórzył i założył mi na szyję jakiś wisiorek.
Przytuliłam się do niego ponownie zalewając łzami. 

***

-[T.I]- te słowa mnie obudziły.
Powoli otworzyłam oczy. Przed sobą ujrzałam uśmiechniętego Liam'a. Uśmiechał się, lecz jego oczy były zaczerwienione.
-Usnęłaś... Musisz wracać do domu... Już wschodzi słońce...- jego policzki znów były mokre.- Ja też muszę iść- dodał.
Dopiero teraz dotarły do mnie jego słowa. Więc to jednak nie był koszmar... 
-Wstawaj- podciągnął mnie do góry.- Nie mogę cię odprowadzić.
-Zostanę tu jeszcze...
-Nie... [T.I] to nie jest dobry pomysł- mruknął.
-Liam!
-Dobrze... Kocham cię, bardzo mocno- szepnął.
Pochylił się nade mnę i złożył na moich ustach ostatni delikatny, a zarazem namiętny pocałunek. Czułam jego miłość i silny ból.
-Kocham Cię- powiedział i po prostu odszedł.
Stałam sama, zalana łzami ze wspomnieniami i pewną miłością w sercu.

"I could promise you my heart don't cry, 
But would it all make sense?"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Liam na miły, piątkowy wieczór :) Ja żegnam się z wami na kolejny tydzień i wyprowadzam się chwilowo z domu, więc nie sądzę, że coś ukaże się przed kolejnym weekendem. Tymczasem trzymajcie się i oczywiście komentujcie!
Cytat: Tom Odell "Sense". 






czwartek, 6 listopada 2014

Zayn

     -Właź na tą deskorolkę i wio!- popchnęła mnie [I.P].
Rzuciłam jej mordercze spojrzenie. Ona była w tym świetna i uparła się, że i mnie tego nauczy. Żałuję, że się na to zgodziłam.
-No... Już! Pośpiesz się!- powiedziała wywracając oczami.
Stanęłam na desce z trudem utrzymując równowagę. Nagle poczułam czyjeś dłonie na ramionach. Zanim zdążyłam się obejrzeć, z piskiem runęłam na ziemię. Deskorolka już beze mnie zjechała z niewielkiej (bo na większą nie miałam odwagi) górki. Usłyszałam za sobą drwiący śmiech mojej przyjaciółki. Wciąż leżąc na asfalcie spojrzałam na nią. Stała zgięta wpół trzymając się za brzuch. Ponownie zgromiłam ją wzrokiem i już miałam się podnosić, gdy obok mnie ktoś się zatrzymał. Spojrzałam w górę. Chłopak stał na deskorolce. Miał zielone trampki i zwykłe, granatowe dżinsy. Zadarłam głowę, by zobaczyć jego białą koszulkę, a potem twarz o ciemnej karnacji. Wychwyciłam kolor jego oczu i blond pasemko na kruczoczarnej grzywce. Raczej szamponetka, bo kolor był wyblakły. Z zaskoczenia zatkałam ręką usta. Jak się okazało nawet [I.P] zamilkła.
-Nic ci nie jest?- usłyszałam jego miękki głos i myślałam, że zaraz zacznę wrzeszczeć lub zemdleję lub w ogóle nie wyduszę z siebie żadnego słowa.
Miałam ochotę w całości oddać się tej rozkoszy, jaką było odtwarzanie w pamięci jego tonu, lecz po chwili przypomniałam sobie, że leżę na środku drogi przed Zayn'em Malik'iem. 
-Nie...Nic- powiedziałam cicho.
Z jego ust wydobył się cichy chichot. W środku mnie wybuchła panika, wyszłam na idiotkę. 
-Wstawaj!- wyciągnął rękę w moją stronę.
Co mam teraz zrobić? Skorzystać z jego pomocy, czy sama niezgrabnie przetoczyć się na brzuch, potem uklęknąć i dopiero wstać? Niepewnie uścisnęłam jego dłoń. Jedno, mocne szarpnięcie i już stałam na własnych nogach. 
-Twoja?- chłopak wyciągnął zza pleców czarno-różową deskorolkę na której nie tak dawno stałam. 
Przez ułamek sekundy, ale stałam...
-Jej- kiwnęłam głową w prawą stronę wskazując na stojącą nieopodal [I.P].
Dziewczyna uśmiechnęła się słodko, wyciągnęła jedną rękę i pomachała w naszą stronę. Piosenkarz schylił się, położył deskorolkę na ulicy i popchnął ją w stronę brunetki.
-Jestem Zayn- spojrzał na mnie.
-Wiem- rzuciłam nie zastanawiając się nad tym co mówię. 
Patrzyłam się na swoje buty. Zapanowała niezręczna cisza. Kolejny raz skarciłam się w myślach za swoje zachowanie.
-W odpowiedzi chciałem raczej usłyszeć twoje imię- Mulat ponownie wydał z siebie chichot, który tym razem nie brzmiał kpiąco.
Mimo to poczułam jak moje policzki zalewają się szkarłatnym rumieńcem. 
-[T.I]... A to [I.P]- wskazałam na dziewczynę stojącą obok.
-Nie łam się... Początki są zawsze trudne, ale nie rezygnuj. Deska jest fajna!- obdarzył mnie promiennym uśmiechem i zaraz wskoczył na kawałek drewna z przyczepionymi do niego czterema kółkami i odjechał.
Tym dla mnie była deskorolka, niczym interesującym. Stałam w bezruchu patrząc przed siebie tak jakby ktoś zamienił mnie w kamień. Mój brzuch nawiedziło stado motyli, a na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech. Ocknęłam się dopiero, gdy usłyszałam przeraźliwy pisk [I.P], która wciąż wrzeszcząc wskoczyła mi na plecy. To znaczyło, że Zayn był wystarczająco daleko i nie mógł nas usłyszeć. O mało co znów nie upadłam. Zrzuciłam ją z siebie. 
-Uspokój się!- krzyknęłam, by po chwili razem z nią wybuchnąć głośnym śmiechem.
-Czy ty wiesz co przed chwilą zrobiłaś?!- usiadła na jezdni.
Usadowiłam się obok niej.
-Wywinęłam orła przed najprzystojniejszym facetem świata?- moje policzki znów przybrały czerwonego odcieniu.
-No właśnie- przyznała mi rację.- Ale przynajmniej cię zauważył... Dziewczyno! Ty z nim rozmawiałaś- chwyciła mnie za ramiona i potrząsnęła mną.
-Zostaw mnie! Podniecasz się tym bardziej niż ja sama- zaśmiałam się.- Ależ on jest boski. Wiesz, jeszcze przystojniejszy niż na zdjęciach- rozmarzona patrzyłam na przyjaciółkę.
-Jak myślisz... Spotkacie się jeszcze?- spytała.
Pokiwałam przecząco głową.
-Oszalałaś?! Chyba na jego koncercie! Nie ma co marzyć!- powiedziałam pewnie, lecz po chwili dopadły mnie dziwne myśli.
Przecież do tej pory też marzyłam o spotkaniu swojego idola... A jednak się spełniło.
-To co? Jutro też na deskę?- ten uśmieszek ani na chwilę nie znikał z twarzy [I.P].
-Wiesz co?- zastanowiłam się przez chwilę.- Tak, jutro też!
-I to rozumiem!- przybiła mi piątkę i znów zaczęłyśmy się śmiać.

***

    -Dobra! Jest super! Utrzymujesz równowagę! Teraz lekko się odepchnij!- [I.P] udzielała mi cennych porad, choć mogę się założyć, że poszłoby mi to lepiej bez jej denerwującego głosu za plecami.
Nie byłam do końca pewna tego co robię, ale postanowiłam zaryzykować. Postawiłam jedną stopę na ziemi i delikatnie się odepchnęłam. Sekundę później leżałam an ulicy. Moich uszu dobiegł głośny śmiech [I.P]. Zawsze się ze mnie śmiała, a mnie zaczynało to już irytować. Dobrą zabawę przerwał dźwięk jej komórki. Słyszałam tylko strzępki tej bardzo krótkiej rozmowy.
-[T.I]- odezwała się.- Moja mama dzwoniła. Muszę wracać do domu- spojrzała na mnie ze smutkiem, choć widywałyśmy się prawie codziennie. 
-Wiesz... Ja chyba jeszcze zostanę- powiedziałam podchodząc do niej.- Tylko nie obrażaj się, że cię nie odprowadzę.
-Tym razem ci wybaczę- puściła mi oczko.- Zostawić ci deskę?- zaśmiała się.
-Nie, dzięki- przytuliłam się.- Do zobaczenia!- pomachałam jej.
Odwróciła się i ruszyła w przeciwną stronę. Zrobiłam to samo i powoli szłam poboczem. Właściwie nie miałam pomysłu na to co mogłabym tutaj robić sama, więc postanowiłam udać się do centrum spotkań wszystkich ludzi z mojego miasteczka, a więc do parku. Był środek lata i piękne słońce, dlatego parkowymi alejkami przemieszczało się mnóstwo dzieci. Niektóre jeździły na rolkach, inne na hulajnogach lub rowerach. Starsi ludzie siedzieli na ławeczkach, albo spacerowali trzymając się pod rękę. Usiadłam na jednej z ławek. Przyglądałam się tafli jeziora, które znajduje się nieopodal.
-Witaj [T.I]- cichy, męski głos, który nie brzmiał zbyt znajomo.
Odwróciłam się. Przed sobą ujrzałam rozpromienioną twarz Zayn'a. Odwzajemniłam gest. 
-Mogę się dosiąść?- spytał i po chwili usadowił się obok mnie.
Właściwie nie czekał na moją odpowiedź.
-Pewnie... Cześć- byłam nieco zmieszana, trochę zdziwiona i powiedziałam to nieco później niż powinnam.
-Sama jesteś?- rozejrzał się dookoła szukając pewnie mojej koleżanki.
W jego głosie było coś co przypominało mi ukrytą nadzieję, ze szczyptą wstydu.
-Byłam z [I.P], ale musiała wcześniej wrócić.
-I jak? Porzuciłaś deskorolkę?- zaśmiał się cicho. 
-Em... Próbowałam dzisiaj, ale wciąż marnie mi to wychodzi- skrzywiłam się.
-Mogę ci pomóc- odwróciłam głowę, bym mogła na niego spojrzeć.- Oczywiście jeśli chcesz- dodał szybko.
Nie wydałam z siebie żadnego dźwięku. Chyba zbyt długo and wszystkim się zastanawiam. A teraz zastanawiam się nad... Zastanawianiem się... Och, to idiotyczne! 
-Wskakujesz?- położył deskę na ścieżce.
-Okay- zgodziłam się.
Wzięłam głęboki oddech. Spokojnie [T.I]... Nie możesz zbłaźnić się przed nim. Nie przed Zayn'em. Stanęłam na desce lekko się chwiejąc. Odepchnęłam się i może po ponad sekundzie jazdy straciłam równowagę. Poczułam, że lecę do tyłu i byłam przygotowana na ból jaki zaraz poczuję, ale coś uchroniło mnie przed upadkiem. Złapał mnie Zayn. 
-Rzeczywiście nie masz do tego talentu. To całkiem proste- podniósł mnie i puścił, chociaż wcale mi to nie przeszkadzało.- Spróbujemy inaczej...

***

     -Ścigamy się do fontanny?!- krzyknął stojący obok brunet. 
Nie mogłam odmówić rywalizacji z Zayn'em. Bez słowa wskoczyłam na swoją nową deskorolkę i popędziłam z górki. Za sobą usłyszałam oburzonego Malik'a, który ruszył za mną w pogoń. W myślach siedziało mi tylko to, że to co robię jeszcze niedawno było dla mnie zupełnie nierealne. Dziś się tym bawię! Jeszcze tylko trochę i... Tak! Nareszcie pierwsza! Z triumfalnym uśmiechem na twarzy spojrzałam na zdyszanego chłopaka.
-Dałem ci wygrać!- pogroził mi palcem.
-Och, z pewnością!- parsknęłam śmiechem.- Po prostu jestem lepsza!- wystawiłam język.
-Nieładnie!- krzyknął i podbiegł do mnie.
Zaczął mnie łaskotać, co wywołało u mnie salwę śmiechu, by po chwili wziąć mnie na ręce i wrzucić do chłodnej wody przelewającej się w fontannie. Wynurzyłam się i znowu wybuchłam śmiechem patrząc jak Zayn wskakuje do niewielkiego zbiornika wodnego w którym aż roiło się od drobnych monet, które ludzie wrzucali na szczęście. Usłyszałam jego śmiech.
-[T.I]- spojrzałam na niego.
Wyraźnie spoważniał, kiedy zaczął się do mnie przybliżać. Chwycił mój podbródek i uniósł do góry. Zajrzałam w jego śliczne oczy.
-Zrób to- powiedziałam sobie w myślach, a on właśnie wtedy, jak na zawołanie złączył nasze usta w najcudowniejszym i najdelikatniejszym pocałunku jakiego kiedykolwiek doświadczyła. Chwilę później odsunął się ode mnie.
-Ścigamy się do budki z lodami ?- zaproponował z uśmiechem od ucha do ucha.- A kto przegra ten tradycyjnie stawia!
Zadowolona pokręciłam głową i wyszłam z fontanny. Wyciągnęłam Zayn'a i przyciągnęłam do siebie. Pocałowałam do i uciekłam.
-Wygram!- i cała mokra ruszyłam w stronę mety.

"Ten świadomy stan ogromnego szczęścia 
I to tylko dzięki jednej, przypadkowo poznanej osobie"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Trochę wcześniej niż zwykle i może odrobinę krócej niż zwykle, ale jutro wyjeżdżam... Och witaj Norwegio! <3 I nic nie dodam przez długi weekend, bo nie będę miała dostępu do swoich prac, ale może uda mi się tam coś skleić? Kto wie :) Komentujcie, wysyłajcie dalej i dobrych, wolnych dni :D 
Cytat: Nieznany