wtorek, 25 listopada 2014

Louis

     -Eleanor! Długo się jeszcze będziesz stroić?!- wrzasnęłam stojąc przed drzwiami prowadzącymi do łazienki w domu mojej przyjaciółki.
-Właź!- odkluczyła drzwi. 
Weszłam do środka. Wysoka brunetka właśnie malowała rzęsy nową maskarą. Oparłam się plecami o ścianę i czekałam, aż skończy.
-Na jaki kolor pomalować oczy?- zapytała patrząc na paletę cieni do powiek.
-Weź jakiś jasny kolor- poradziłam jej.
-Chyba użyję czarnego- oznajmiła i zaczęła się malować.
-Przecież nigdy się tak nie malowałaś- skrzyżowałam ręce piersi.
-Daj spokój [T.I]! Louis'owi się to podoba!- odpowiedziała lekceważącym tonem.
Zmierzyłam ją wzrokiem. Miała na sobie krótką, obcisłą, czerwoną spódniczkę i szarą bluzeczkę z ogromnym dekoltem. Na nogi włożyła wysokie, czarne szpilki, w których ja pewnie bym się zabiła. Ten cały Tomlinson nieźle zawrócił jej w głowie. Odkąd zaczęła się z nim umawiać inaczej się ubiera i mocniej maluje. Dziś razem z El idę do tego chłopaka. Normalnie nie byłabym zaproszona, ale jego kumpel bardzo chciał się ze mną spotkać. Nie wiem czemu, ale się zgodziłam. Może troszkę jej zazdrościłam? Tak czy siak, ja nie przywiązywałam większej uwagi do mojego dzisiejszego wyglądu. W końcu wybierałyśmy się tylko na kawę. Założyłam czarne szorty, biało-niebieski T-shirt i szarą bluzę. Jak zwykle miałam na sobie tenisówki. 
-Och [T.I]! Adrien to naprawdę fajny chłopak. Serio ci nie zależy?- Eleanor pokręciła głową.
-Serio! Czy możemy iść?- wyszłam z mieszkania zamykając drzwi nieco głośniej niż zwykle.
Wsiadłam do jej samochodu i jeszcze przez chwilę na nią czekałam.
Kilkanaście minut później zatrzymałyśmy się przed wielką willą. No tak... Musiała ona pomieścić pięciu chłopaków, którzy rozpoczynali karierę muzyczną. Dostali się do X Factor i udało im się. Są w trakcie nagrywania swojej już czwartej płyty.
-Louis!- pisnęła El, gdy w drzwiach stanął średniego wzrostu brunet w czerwonej koszuli.
Nie dziwiłam się dlaczego moja przyjaciółka spędza tyle czasu przed lusterkiem. Dla takiego przystojniaka było warto. Brunetka przytuliła chłopaka, który ze sztucznym uśmiechem przyciągnął ją do siebie. Patrzyłam zdziwiona na tą scenę jakbym była w teatrze, a Louis był marnym aktorem.
-To jest [T.I]- przedstawiła mnie El.
Chłopak podał mi rękę i melodyjnym głosem wypowiedział swoje imię. Uścisnęłam jego dłoń. Pod wpływem dotyku jego ciepłej skóry w moim brzuchu pojawiło się stado motylków. O nie! [T.I], dobrze wiesz czym to grozi! Nie wolno ci! Niebieskooki zaprosił nas do środka. Weszliśmy do ogromnego salonu. Na jeden z kanap siedział wysoki chłopak z brązową grzywką lekko opadającą na czoło. Jak się domyślam był to Adrien. Louis usadził mnie obok niego. Sam, wraz z El usiadł naprzeciwko. 
-Chcecie coś do picia?- spytał Lou i poszedł do kuchni.
Zostaliśmy we trójkę. Moja przyjaciółka nie zwracając na mnie uwagi zaczęła bawić się swoim telefonem.
-Więc... Ile masz lat [T.I]?- Adrien przysunął się do mnie.
-Osiemnaście...- odparłam niepewnie.
-To może wyskoczysz ze mną w sobotę na drinka? Niedawno otworzyli nowy klub...- na jego twarzy pojawił się pewny uśmieszek. 
To prawda. Uśmiech miał piękny, ale jego pewność siebie mi się nie podobała. 
-Sobotę mam zajętą- mruknęłam.
-Cóż... To może za tydzień?- spytał i złapał mnie za rękę. 
-Może- rzuciłam oschle i zabrałam dłoń. 
Na szczęście Turner nie zdążył wykonać żadnego ruchu, bo w pokoju pojawił się Louis. Siadł obok Eleanor, która nadstawiła policzek. Chłopak wywrócił oczami i złożył na nim szybkiego całusa. Poczułam na swoim ramieniu czyjś dotyk. Jak się okazało to Turner mnie obejmował. Wzdrygnęłam się. Mój Boże, co on sobie wyobraża?! Odsuwałam się dotąd, aż napotkałam oparcie sofy. Co gorsza chłopak był obok i wciąż mnie obejmował. Spojrzał na swoją przyjaciółkę, która wciąż grzebała w komórce. Napotkałam znudzony wzrok jej chłopaka. Kiwnęłam głową wskazując na Adrien'a i tym samym szukając pomocy. 
-Ktoś jest może głodny?- wstał.- Pójdę coś przygotować. [T.I], pomożesz mi?- spojrzał na mnie.
-Tak, tak idź... Może wreszcie przestaniesz się nudzić- poradziła Eleanor.
Z chęcią poszłam za Louis'em do kuchni. Odetchnęłam z ulgą, gdy oparłam łokcie na blacie stołu. 
-Jesteś moim bohaterem!- zaśmiałam się.- A twój kolega jest strasznie nachalny- usiadłam na krześle. 
-Tak... Adrien jest narwany... Powiedz mi, [T.I] czego nienawidzi Eleanor?- postawił przede mną talerzyk z truskawkami. 
-A po co ci to wiedzieć?- zdziwiłam się.
-Bo chcę jej kupić prezent- sięgnął po jeden z owoców.
-Nie powinieneś więc pytać co lubi?
-Nie...- odwrócił głowę.- Bo chcę z nią zerwać- mruknął cicho, a mnie wbiło w krzesło.
-Jak to... Zerwać?
Louis odwrócił się, wyjął mnóstwo różnych produktów z lodówki i zaczął robić kanapki.
-Ne widziałaś jak ona się ubiera? W takiej sukieneczce to mogłaby stać... Wiesz o czym mówię- puścił mi oczko.
-Ona uważa, że to cię pociąga- mówiłam oszołomiona.
-Kilka razy próbowałem jej to powiedzieć, albo na zakupach zaproponować coś bardziej...
-Stosownego?
-Normalnego... Ale ona nawet nie chce o tym myśleć- westchnął ciężko.
-Tak... Ostatnio jej trochę odbiło...- przyznałam mu rację.
Zeszłam z krzesła i usiadłam na stole. Louis odwrócił się i zatrzymał gwałtownie, gdy mnie zobaczył.
-Tam wygodniej?- uśmiechnął się.
Chyba po raz pierwszy tego dnia naprawdę szczerze. Mój brzuch znowu nawiedziły setki motylków. Chłopak podszedł do mnie i wziął do ręki jedną z czerwonych truskawek. 
-Masz ochotę?- obrócił ją w palcach i przysunął mi do ust.
Ugryzłam kawałek, a Louis zjadł połowę. Posłał mi kolejny, zniewalający uśmiech i zaczął się do mnie przybliżać. Położył słonie na moich biodrach i stanął na palcach, by musnąć słodkimi ustami moje wargi. Nie ukrywałam, że bardzo mi się to podobało, więc pozwoliłam mu na pogłębienie pocałunku. W porę jednak się opamiętałam i pomimo przyjemności odsunęłam się od młodego chłopaka. 
-Nie możemy! Jesteś przecież chłopakiem mojej przyjaciółki!- przypomniałam mu.
-Już niedługo- ponownie się do mnie zbliżył, lecz tym razem spotkał się z moim oporem.
-Nie! Louis, zapomnijmy o tym co tu się stało- powiedziałam i zeskoczyłam na podłogę.- I zrób te kanapki- pośpieszyłam go i ze wściekłą miną opuściłam kuchnię.
Ona jest dla mnie jak siostra, nie mogę jej tego zrobić. Kocha go...

***

     -[T.I] musimy pogadać- usłyszałam stanowczy ton Eleanor.
Wyczuwałam, że jest zdenerwowana. El bardzo rzadko wpada w złość, więc wiedziałam. że to coś poważnego.
-Co jest?- spytałam siadając na łóżku obok niej.
Przez chwilę nic nie mówiła i siedziałyśmy w zupełnej ciszy. Popatrzyłam na nią i czekałam, aż wreszcie to z siebie wyrzuci.
-Jak skutecznie spławić chłopaka?- zadała mi dziwne pytanie, ale w szybkim czasie je sobie wytłumaczyłam.
-Nie mów, że Turner też się do ciebie przystawiał!- powiedziałam to co pierwsze przyszło mi na myśl.
-Nie, nie- pokiwała przecząco głową.- Muszę rozstać się z Louis'em- na te słowa moje serce mocniej zabiło.
-Ale... Ale czemu?- pytałam nie dowierzając.
Czyżby dowiedziała się o tym, co... Co robiliśmy? Albo nas widziała? To niemożliwe...
-To... On jest nie dla mnie. Po prostu nie pasuję do jego sławnego otoczenia. Ten związek nam nie wyjdzie, a poza tym wydaje mi się, że jemu też się znudziłam. A może ma kogoś na boku...- mówiła patrząc za okno.
Po cichu, bojąc się, by przypadkiem mnie nie usłyszała, odetchnęłam z ulgą.
-Tylko jak mu to powiedzieć?
-Po prostu powiedz... Uwierz mi... Nie będzie zły- poklepałam ją po ramieniu.
-Pójdziesz ze mną?- zapytała, a ja się zgodziłam. 
W końcu to moja przyjaciółka.

***

     Jak długo można zrywać?! Siedzą w tej kawiarni już prawie dwie godziny. A ja czekam na Calder na ławce przed budynkiem. Obiecałam jej, że tu będę i zareaguję, gdyby coś poszło nie tak. Zamierzałam dotrzymać słowa, ale nie byłam pewna ile tego zniosę. Na razie nie działo się nic, a ja zdążyłam wynudzić się jak mops. Słuchawki na uszach w niczym mi nie pomagały. Rozglądałam się dookoła i z niecierpliwości aż tupałam nogami. Nareszcie drzwi się otworzyły i stanęła w nich moja ciemnowłosa przyjaciółka, a obok Louis. Co najbardziej mnie zdziwiło, oboje się uśmiechali. Wyłączyłam muzykę i niepewnym krokiem zbliżyłam się do nich. El od razu mnie przytuliła.
-To co? My się zbieramy. Pa Louis!- machnęła w jego stronę i pociągnęła mnie za sobą.
-[T.I]- usłyszałam głos jej byłego chłopaka.
Odwróciłam się, żeby móc na niego spojrzeć. 
-Możemy porozmawiać?- zatrzęsłam się, a w odpowiedzi kiwnęłam głową.
-Eleanor idź do domu. Wpadnę do ciebie wieczorem- zwróciłam się do szczupłej brunetki.
Nic nie powiedziała. Cmoknęła mnie w policzek i po chwili zniknęła za rogiem.
Popatrzyłam na Louis'a. Uśmiechał się do mnie tak samo jak przeszło dwa tygodnie temu. I te dwa tygodnie bez przerwy siedział mi w głowie i nic nie było wstanie mnie od niego oderwać. Przełknęłam głośno ślinę próbując powstrzymać dreszcze, które zawładnęły moim ciałem, gdy poczułam jego dłoń na swoim policzku. Uniosłam głowę i spojrzałam w jego piękne, szaroniebieskie oczy. Pochylił się i złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Tak samo jak ostatnio odsunęłam się od chłopaka. Przyglądał mi się z żalem.
-A co jeśli ja też okaże się nieodpowiednia?- spytałam bojąc się tego co czeka mnie dalej.
Bałam się odpowiedzi. 
-Ty jesteś idealna... Pod każdym względem- powtórnie zaczął mnie całować.
Tym razem się nie odsunęłam. Tym razem mu zaufałam. Tym razem się zakochałam. 

"Nie staraj się być ideałem. 
Znajdź osobę, dla której już nim jesteś"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wesoły, dosyć zwyczajny Louis na ten wtorkowy wieczór! :) Miłego czytania, i miłego tygodnia bez sprawdzianów. Do następnego! 
Cytat: Własny






piątek, 14 listopada 2014

Liam

     Ledwo łapiąc oddech wbiegłam na górę po drewnianych schodach w domu mojej przyjaciółki. Jednym, mocnym szarpnięciem otworzyłam drzwi. Zdyszana oparłam się o futrynę i błagalnym wzrokiem spojrzałam na [I.P], która beztrosko leżała na łóżku z laptopem na brzuchu. Wychyliła głowę i posłała mi uśmiech. Wywróciłam oczami i z trudem utrzymując się na nogach podeszłam bliżej i zmęczona opadłam na pachnącą pościel. Spadła mi kondycja, ale kto po dwudziestu minutach szaleńczego biegu miałby jeszcze siły?
-Co tam?- spytała cicho wciąż stukając w klawiaturę.
-Ty też zapomniałaś... Miałyśmy pomóc chłopakom przygotować imprezę- przypomniałam jej.
-O rany! Która jest godzina?!- zamknęła laptopa i poderwała się jak oparzona.
-Jeszcze przed południem. Mamy dużo czasu, ale lepiej już chodźmy- pośpieszyłam ją.
-Jak? W piżamie pójdę?!- oburzyła się i poszła do łazienki.
Czekałam na nią już dobre kilkanaście minut kiedy usłyszałam swój telefon.
-Cześć Perrie!- odebrałam 
-Hej [T.I]! Gdzie wy jesteście?- to był dobrze znany mi chrypliwy głos.
-Och! Jestem u [I.P]. Przecież wiesz, że musi się wystroić- westchnęłam ciężko.
-Pośpieszcie się. Przebierzecie się później, a boję się, że sami sobie nie poradzimy- powiedziała już lekko zdenerwowana.
-Ale ona nie zakłada sukienki!- mnie również puszczały nerwy.
-Wyciągnij ją z tego domu!- rozkazała i rozłączyła się.
Zayn znalazł sobie fajną dziewczynę. Była bardzo miła i zabawna, ale gdy coś wytrącało ją z równowagi była nieobliczalna. A może po prostu niecierpliwa...
-Wyłaź już! Louis lubi jak jesteś bez makijażu!- walnęłam w drzwi do jej łazienki.
-Ale wtedy wyglądam tragicznie!- usłyszałam w odpowiedzi. 
-Dzwoniła Perrie, jest zła jak osa- wiedziałam, że to ją przekona. 
I rzeczywiście chwilę później stała przede mną ubrana w niebieskie rurki i białą koszulkę z krótkim rękawem.
-Chodźmy- pociągnęłam ją w stronę wyjścia.
-A śniadanie?- jęknęła, gdy mijaliśmy kuchnię.
-Horan na pewno się z tobą czymś podzieli- opuściłyśmy jej mieszkanie.
Po kolejnych kilkunastu minutach truchtu dotarłyśmy do domu naszych gwiazdorów. Bez pukania wparowałyśmy do środka. Oczy wszystkich domowników zwróciły się na nas. Niall zawiesił się z kubkiem napoju w ręce, Zayn pomachał mi wychylając się zza barku. Na taborecie stał Harry w samych bokserkach i wieszał kolorowe lampki przy oknie. Obok stała dziewczyna Malik'a i podawała mu kolejne, splątane kabelki.
-Hello, dziewczyny!- po poręczy schodów zjechał Louis.- Cześć Słońce- objął [I.P] w pasie i cmoknął ją w policzek.
-Cześć- opowiedziała mu uśmiechem.
-Co tan [T.I]?- brunet z grzywką przesłaniającą mu czoło zwrócił się do mnie.
-Nic specjalnego... Gdzie Liam?- weszłam dalej uważnie rozglądając się po sali.
-Daddy pojechał na zakupy- usłyszałam Harry'ego, który szczerzył się do mnie z góry.- Cześć!
-Hej!- zaśmiałam się.- A to nie są czasem ozdoby choinkowe?- wskazałam palcem lampeczki, które trzymał w rękach.
-Są... Ale coś świecić musi- wzruszył ramionami i powrócił do poprzedniego zajęcia.
-Czy ktoś mi może do cholery jasnej pomóc z tymi torbami?!- w drzwiach stanął mój chłopak.
Uśmiechnęła się od ucha do ucha i rzuciłam się na Liam'a. Chłopak objął mnie w talii i lekko uniósł do góry.
-[T.I]! Nareszcie jesteś!- uśmiechnął się i tak jak zwykle pocałował mnie na powitanie.
-Pomogę Ci z tymi zakupami- splotłam nasze palce i wyszliśmy na podwórko. Liam cały czas się do mnie uśmiechał.
-O matko! Ileż tego!- zdziwiłam się, gdy chłopak otworzył bagażnik.
Poczułam jego ciepłe dłonie na moich biodrach.
-Nie tak dużo- mruknął mi do ucha i złożył pocałunek na mojej szyi. 
Uśmiechnęłam się i obróciłam twarzą mojego chłopaka. Ten przycisnął swoje usta do moich. Popchnął mnie lekko napierając na moje ciało. Usiadłam na brzegu samochodu przewracając kilka reklamówek z kupionymi produktami. Ręce przeniosłam na jego krótko obcięte włosy. Podczas pocałunków poczułam jak się uśmiecha.
-Uwielbiam jak to robisz- powiedział cicho i ponownie zaczął całować mój obojczyk.
Odchyliłam głowę przymykając powieki. Po chwili znów złączył nasze usta pochylając się nade mną jeszcze bardziej. 
-Ekhm- usłyszeliśmy ciche chrząknięcie.
Liam odsunął się ode mnie na kilka centymetrów i odwrócił głowę, by sprawdzić kto nam przeszkodził. Jak się okazało przed drzwiami stał Niall.
-Wygonili mnie, żebym wam pomógł, bo wam coś nie idzie- zaśmiał się i puścił nam oczko.
Ciemnooki jeszcze raz mnie pocałował, westchnął ciężko i złapał dwie reklamówki. Minął blondyna ze wściekłą miną i wszedł do domu. Podniosłam się i również chwyciłam torbę. Obok stał Niall.
-Wybaczysz, że wam przerwałem?- zarechotał.
-Nie wiem- odpowiedziałam śmiechem i poszłam w ślady Liam'a,
Po kilku kursach do auta, wszystkie zakupy leżały w kuchni.
-Kupiłeś alkohol?- do środka wparował Zayn.
Mój chłopak uśmiechnął się krzywo, a ja zaczęłam chichotać.
-No jak tak można?! Jadę do sklepu!- krzyknął Mulat i już go nie było.

***

     -Jezu! Ale tu tłok!- pisnęła [I.P], gdy przeciskając się przez tłum ludzi próbowałyśmy dostać się do łazienki.
Wreszcie nam się udało. Przekręciłyśmy zamek w drzwiach i z ulgą siadłyśmy na podłodze.
-Nie wiedziałam, że zaprosili pół Londynu- westchnęłam zmęczona.
Moja przyjaciółka tylko wzruszyła ramionami. Wcale mi się nie podobało to, że w domu chłopców było tyle w większości obcych ludzi. Jutro rano wyjeżdżają w trasę, a ja miałam nadzieję, że ten ostatni wieczór spędzę z moim ukochanym. A poza tym alkohol. Wiedziałam, że jest go dużo, a Harry z Zayn'em nie będą w stanie podnieść się z podłogi. 
-Impreza trwa już dwie godziny- oznajmiła [I.P].
Dwie godziny, a ja nawet nie zamieniłam słowa z Liam'em. Był zbyt zajęty zabawianiem gości. Nagle usłyszałyśmy walenie do drzwi.
-Zajęte!- próbowałam przekrzyczeć głośną muzykę.
-[T.I]?! To ty?!- rozpoznałam głos Lou.
Otworzyłam drzwi. Chłopak wpakował się do łazienki i od razu przytulił blondynkę stojącą obok mnie. 
-Czemu tu siedzicie?- zapytał z troską.
-Tam jest tyle ludzi! Dom wam rozniosą!- powiedziałam nie kryjąc swojego niezadowolenia.
-Liam cię szuka- odparł zmieniając temat.
Bez słowa wyszłam z pomieszczenia zostawiając ich samych. Zaczęłam błądzić po pokojach szukając chłopaka. Zastałam go na środku salonu rozmawiającego z jakimś facetem. Podeszłam bliżej. Odwrócili się. Na twarzy Liam'a zagościł szczery uśmiech. Objął mnie i pocałował w policzek.
-Chodźmy stąd- złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę wyjścia.
Kilka minut później powoli, trzymając się za ręce szliśmy w stronę niewielkiego jeziorka. To miejsce stawało się magiczne, gdy zapadał zmrok. 
-Nie tak to miało wyglądać- spuścił głowę.- Przepraszam za ten wieczór, Chciałem, by był wyjątkowy- tłumaczył się cicho.
Mocniej ścisnęłam jego dłoń.
-Noc jeszcze młoda. Mamy dużo czasu, żeby sprawić, by była wyjątkowa- posłałam mu pocieszający uśmiech.
Niedługo potem siedzieliśmy nad brzegiem jeziora. Wpatrywałam się w srebrzystą taflę wody. Siedzieliśmy przytuleni, uśmiechnięci, otuleni światłem księżyca i lekkim, chłodnym wiatrem. Nagle, przez jedną głupią myśl w moich oczach pojawiły się łzy, które po chwili spływały po moich policzkach. Liam przycisnął mnie do siebie.
-Nie płacz [T.I]. Dobrze wiesz, że cię kocham i nigdy cię nie zostawię- szepnął mi do ucha.
-Kiedy właśnie to robisz... Zostawiasz mnie- po raz kolejny zaniosłam się płaczem. 
Usłyszałam cichy szloch. Pojedyncze łzy Liam'a kapały na moje ramiona.
-Nie płacz- teraz to ja go pocieszałam.
-Nie chcę cię zostawiać.
-Ale musisz... To twoja kariera. Nie możesz ich zawiść- mówiłam.
-Kocham Cię [T.I]. Proszę nie zapomnij o mnie- zajrzał mi w oczy.
Bał się tego...
-Nie mogłabym...
Zaczął szukać czegoś w kieszeni spodni.
-Kocham Cię- powtórzył i założył mi na szyję jakiś wisiorek.
Przytuliłam się do niego ponownie zalewając łzami. 

***

-[T.I]- te słowa mnie obudziły.
Powoli otworzyłam oczy. Przed sobą ujrzałam uśmiechniętego Liam'a. Uśmiechał się, lecz jego oczy były zaczerwienione.
-Usnęłaś... Musisz wracać do domu... Już wschodzi słońce...- jego policzki znów były mokre.- Ja też muszę iść- dodał.
Dopiero teraz dotarły do mnie jego słowa. Więc to jednak nie był koszmar... 
-Wstawaj- podciągnął mnie do góry.- Nie mogę cię odprowadzić.
-Zostanę tu jeszcze...
-Nie... [T.I] to nie jest dobry pomysł- mruknął.
-Liam!
-Dobrze... Kocham cię, bardzo mocno- szepnął.
Pochylił się nade mnę i złożył na moich ustach ostatni delikatny, a zarazem namiętny pocałunek. Czułam jego miłość i silny ból.
-Kocham Cię- powiedział i po prostu odszedł.
Stałam sama, zalana łzami ze wspomnieniami i pewną miłością w sercu.

"I could promise you my heart don't cry, 
But would it all make sense?"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Liam na miły, piątkowy wieczór :) Ja żegnam się z wami na kolejny tydzień i wyprowadzam się chwilowo z domu, więc nie sądzę, że coś ukaże się przed kolejnym weekendem. Tymczasem trzymajcie się i oczywiście komentujcie!
Cytat: Tom Odell "Sense". 






czwartek, 6 listopada 2014

Zayn

     -Właź na tą deskorolkę i wio!- popchnęła mnie [I.P].
Rzuciłam jej mordercze spojrzenie. Ona była w tym świetna i uparła się, że i mnie tego nauczy. Żałuję, że się na to zgodziłam.
-No... Już! Pośpiesz się!- powiedziała wywracając oczami.
Stanęłam na desce z trudem utrzymując równowagę. Nagle poczułam czyjeś dłonie na ramionach. Zanim zdążyłam się obejrzeć, z piskiem runęłam na ziemię. Deskorolka już beze mnie zjechała z niewielkiej (bo na większą nie miałam odwagi) górki. Usłyszałam za sobą drwiący śmiech mojej przyjaciółki. Wciąż leżąc na asfalcie spojrzałam na nią. Stała zgięta wpół trzymając się za brzuch. Ponownie zgromiłam ją wzrokiem i już miałam się podnosić, gdy obok mnie ktoś się zatrzymał. Spojrzałam w górę. Chłopak stał na deskorolce. Miał zielone trampki i zwykłe, granatowe dżinsy. Zadarłam głowę, by zobaczyć jego białą koszulkę, a potem twarz o ciemnej karnacji. Wychwyciłam kolor jego oczu i blond pasemko na kruczoczarnej grzywce. Raczej szamponetka, bo kolor był wyblakły. Z zaskoczenia zatkałam ręką usta. Jak się okazało nawet [I.P] zamilkła.
-Nic ci nie jest?- usłyszałam jego miękki głos i myślałam, że zaraz zacznę wrzeszczeć lub zemdleję lub w ogóle nie wyduszę z siebie żadnego słowa.
Miałam ochotę w całości oddać się tej rozkoszy, jaką było odtwarzanie w pamięci jego tonu, lecz po chwili przypomniałam sobie, że leżę na środku drogi przed Zayn'em Malik'iem. 
-Nie...Nic- powiedziałam cicho.
Z jego ust wydobył się cichy chichot. W środku mnie wybuchła panika, wyszłam na idiotkę. 
-Wstawaj!- wyciągnął rękę w moją stronę.
Co mam teraz zrobić? Skorzystać z jego pomocy, czy sama niezgrabnie przetoczyć się na brzuch, potem uklęknąć i dopiero wstać? Niepewnie uścisnęłam jego dłoń. Jedno, mocne szarpnięcie i już stałam na własnych nogach. 
-Twoja?- chłopak wyciągnął zza pleców czarno-różową deskorolkę na której nie tak dawno stałam. 
Przez ułamek sekundy, ale stałam...
-Jej- kiwnęłam głową w prawą stronę wskazując na stojącą nieopodal [I.P].
Dziewczyna uśmiechnęła się słodko, wyciągnęła jedną rękę i pomachała w naszą stronę. Piosenkarz schylił się, położył deskorolkę na ulicy i popchnął ją w stronę brunetki.
-Jestem Zayn- spojrzał na mnie.
-Wiem- rzuciłam nie zastanawiając się nad tym co mówię. 
Patrzyłam się na swoje buty. Zapanowała niezręczna cisza. Kolejny raz skarciłam się w myślach za swoje zachowanie.
-W odpowiedzi chciałem raczej usłyszeć twoje imię- Mulat ponownie wydał z siebie chichot, który tym razem nie brzmiał kpiąco.
Mimo to poczułam jak moje policzki zalewają się szkarłatnym rumieńcem. 
-[T.I]... A to [I.P]- wskazałam na dziewczynę stojącą obok.
-Nie łam się... Początki są zawsze trudne, ale nie rezygnuj. Deska jest fajna!- obdarzył mnie promiennym uśmiechem i zaraz wskoczył na kawałek drewna z przyczepionymi do niego czterema kółkami i odjechał.
Tym dla mnie była deskorolka, niczym interesującym. Stałam w bezruchu patrząc przed siebie tak jakby ktoś zamienił mnie w kamień. Mój brzuch nawiedziło stado motyli, a na mojej twarzy zagościł szeroki uśmiech. Ocknęłam się dopiero, gdy usłyszałam przeraźliwy pisk [I.P], która wciąż wrzeszcząc wskoczyła mi na plecy. To znaczyło, że Zayn był wystarczająco daleko i nie mógł nas usłyszeć. O mało co znów nie upadłam. Zrzuciłam ją z siebie. 
-Uspokój się!- krzyknęłam, by po chwili razem z nią wybuchnąć głośnym śmiechem.
-Czy ty wiesz co przed chwilą zrobiłaś?!- usiadła na jezdni.
Usadowiłam się obok niej.
-Wywinęłam orła przed najprzystojniejszym facetem świata?- moje policzki znów przybrały czerwonego odcieniu.
-No właśnie- przyznała mi rację.- Ale przynajmniej cię zauważył... Dziewczyno! Ty z nim rozmawiałaś- chwyciła mnie za ramiona i potrząsnęła mną.
-Zostaw mnie! Podniecasz się tym bardziej niż ja sama- zaśmiałam się.- Ależ on jest boski. Wiesz, jeszcze przystojniejszy niż na zdjęciach- rozmarzona patrzyłam na przyjaciółkę.
-Jak myślisz... Spotkacie się jeszcze?- spytała.
Pokiwałam przecząco głową.
-Oszalałaś?! Chyba na jego koncercie! Nie ma co marzyć!- powiedziałam pewnie, lecz po chwili dopadły mnie dziwne myśli.
Przecież do tej pory też marzyłam o spotkaniu swojego idola... A jednak się spełniło.
-To co? Jutro też na deskę?- ten uśmieszek ani na chwilę nie znikał z twarzy [I.P].
-Wiesz co?- zastanowiłam się przez chwilę.- Tak, jutro też!
-I to rozumiem!- przybiła mi piątkę i znów zaczęłyśmy się śmiać.

***

    -Dobra! Jest super! Utrzymujesz równowagę! Teraz lekko się odepchnij!- [I.P] udzielała mi cennych porad, choć mogę się założyć, że poszłoby mi to lepiej bez jej denerwującego głosu za plecami.
Nie byłam do końca pewna tego co robię, ale postanowiłam zaryzykować. Postawiłam jedną stopę na ziemi i delikatnie się odepchnęłam. Sekundę później leżałam an ulicy. Moich uszu dobiegł głośny śmiech [I.P]. Zawsze się ze mnie śmiała, a mnie zaczynało to już irytować. Dobrą zabawę przerwał dźwięk jej komórki. Słyszałam tylko strzępki tej bardzo krótkiej rozmowy.
-[T.I]- odezwała się.- Moja mama dzwoniła. Muszę wracać do domu- spojrzała na mnie ze smutkiem, choć widywałyśmy się prawie codziennie. 
-Wiesz... Ja chyba jeszcze zostanę- powiedziałam podchodząc do niej.- Tylko nie obrażaj się, że cię nie odprowadzę.
-Tym razem ci wybaczę- puściła mi oczko.- Zostawić ci deskę?- zaśmiała się.
-Nie, dzięki- przytuliłam się.- Do zobaczenia!- pomachałam jej.
Odwróciła się i ruszyła w przeciwną stronę. Zrobiłam to samo i powoli szłam poboczem. Właściwie nie miałam pomysłu na to co mogłabym tutaj robić sama, więc postanowiłam udać się do centrum spotkań wszystkich ludzi z mojego miasteczka, a więc do parku. Był środek lata i piękne słońce, dlatego parkowymi alejkami przemieszczało się mnóstwo dzieci. Niektóre jeździły na rolkach, inne na hulajnogach lub rowerach. Starsi ludzie siedzieli na ławeczkach, albo spacerowali trzymając się pod rękę. Usiadłam na jednej z ławek. Przyglądałam się tafli jeziora, które znajduje się nieopodal.
-Witaj [T.I]- cichy, męski głos, który nie brzmiał zbyt znajomo.
Odwróciłam się. Przed sobą ujrzałam rozpromienioną twarz Zayn'a. Odwzajemniłam gest. 
-Mogę się dosiąść?- spytał i po chwili usadowił się obok mnie.
Właściwie nie czekał na moją odpowiedź.
-Pewnie... Cześć- byłam nieco zmieszana, trochę zdziwiona i powiedziałam to nieco później niż powinnam.
-Sama jesteś?- rozejrzał się dookoła szukając pewnie mojej koleżanki.
W jego głosie było coś co przypominało mi ukrytą nadzieję, ze szczyptą wstydu.
-Byłam z [I.P], ale musiała wcześniej wrócić.
-I jak? Porzuciłaś deskorolkę?- zaśmiał się cicho. 
-Em... Próbowałam dzisiaj, ale wciąż marnie mi to wychodzi- skrzywiłam się.
-Mogę ci pomóc- odwróciłam głowę, bym mogła na niego spojrzeć.- Oczywiście jeśli chcesz- dodał szybko.
Nie wydałam z siebie żadnego dźwięku. Chyba zbyt długo and wszystkim się zastanawiam. A teraz zastanawiam się nad... Zastanawianiem się... Och, to idiotyczne! 
-Wskakujesz?- położył deskę na ścieżce.
-Okay- zgodziłam się.
Wzięłam głęboki oddech. Spokojnie [T.I]... Nie możesz zbłaźnić się przed nim. Nie przed Zayn'em. Stanęłam na desce lekko się chwiejąc. Odepchnęłam się i może po ponad sekundzie jazdy straciłam równowagę. Poczułam, że lecę do tyłu i byłam przygotowana na ból jaki zaraz poczuję, ale coś uchroniło mnie przed upadkiem. Złapał mnie Zayn. 
-Rzeczywiście nie masz do tego talentu. To całkiem proste- podniósł mnie i puścił, chociaż wcale mi to nie przeszkadzało.- Spróbujemy inaczej...

***

     -Ścigamy się do fontanny?!- krzyknął stojący obok brunet. 
Nie mogłam odmówić rywalizacji z Zayn'em. Bez słowa wskoczyłam na swoją nową deskorolkę i popędziłam z górki. Za sobą usłyszałam oburzonego Malik'a, który ruszył za mną w pogoń. W myślach siedziało mi tylko to, że to co robię jeszcze niedawno było dla mnie zupełnie nierealne. Dziś się tym bawię! Jeszcze tylko trochę i... Tak! Nareszcie pierwsza! Z triumfalnym uśmiechem na twarzy spojrzałam na zdyszanego chłopaka.
-Dałem ci wygrać!- pogroził mi palcem.
-Och, z pewnością!- parsknęłam śmiechem.- Po prostu jestem lepsza!- wystawiłam język.
-Nieładnie!- krzyknął i podbiegł do mnie.
Zaczął mnie łaskotać, co wywołało u mnie salwę śmiechu, by po chwili wziąć mnie na ręce i wrzucić do chłodnej wody przelewającej się w fontannie. Wynurzyłam się i znowu wybuchłam śmiechem patrząc jak Zayn wskakuje do niewielkiego zbiornika wodnego w którym aż roiło się od drobnych monet, które ludzie wrzucali na szczęście. Usłyszałam jego śmiech.
-[T.I]- spojrzałam na niego.
Wyraźnie spoważniał, kiedy zaczął się do mnie przybliżać. Chwycił mój podbródek i uniósł do góry. Zajrzałam w jego śliczne oczy.
-Zrób to- powiedziałam sobie w myślach, a on właśnie wtedy, jak na zawołanie złączył nasze usta w najcudowniejszym i najdelikatniejszym pocałunku jakiego kiedykolwiek doświadczyła. Chwilę później odsunął się ode mnie.
-Ścigamy się do budki z lodami ?- zaproponował z uśmiechem od ucha do ucha.- A kto przegra ten tradycyjnie stawia!
Zadowolona pokręciłam głową i wyszłam z fontanny. Wyciągnęłam Zayn'a i przyciągnęłam do siebie. Pocałowałam do i uciekłam.
-Wygram!- i cała mokra ruszyłam w stronę mety.

"Ten świadomy stan ogromnego szczęścia 
I to tylko dzięki jednej, przypadkowo poznanej osobie"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Trochę wcześniej niż zwykle i może odrobinę krócej niż zwykle, ale jutro wyjeżdżam... Och witaj Norwegio! <3 I nic nie dodam przez długi weekend, bo nie będę miała dostępu do swoich prac, ale może uda mi się tam coś skleić? Kto wie :) Komentujcie, wysyłajcie dalej i dobrych, wolnych dni :D 
Cytat: Nieznany



niedziela, 2 listopada 2014

Harry






     Z ogromnym trudem rozdzieliłem powieki. Otworzyłem szeroko oczy, lecz zaraz je przymrużyłem przez słoneczne promienie wlewające się przez uchylone okno do mojej sypialni. Przekręciłem się na lewy bok. Przejechałem ręką po drugiej stronie łóżka, gdzie spodziewałem się spotkać smukłe ciało mojej ukochanej. Zdziwiłem się, gdy tak się nie stało, a ja poczułem tylko miękki materiał, z którego wykonane było prześcieradło. Ponownie otworzyłem oczy. Rzeczywiście nie było jej obok mnie. Podniosłem się i oparłem na łokciach. Zasapany rozejrzałem się po jasnym pokoju. Na krześle przy biurku leżała jej złożona w kostkę różowa koszulka. Na nocnym stoliku obok łóżka w którym leżałem stała brązowa ramka, a w niej zdjęcie mojej [T.I]. Uśmiechnąłem się, gdy zobaczyłem jej rumianą twarzy, głębokie niebieskie oczy i blond loki kaskadą opadające na jej zgrabne ramiona. Od wczoraj nic się nie zmieniło. Pomyślałem, że [T.I] już wstała i pewnie szykuje śniadanie. Często tak robiła za co byłem jej wdzięczny. Niechętnie wygramoliłem się spod cieplutkiej kołderki i wciąż przecierając zaspane oczy zszedłem po schodach na parter. Mając na sobie same bokserki wparowałem do kuchni, gdzie miałem nadzieję ją spotkać. Zawiodłem się, gdy nie zastałem jej siedzącej przy kuchennym stole ubranej w lekką koszulę nocną z kubkiem herbaty w ręce. Na stole nie było również śniadania. Rozejrzałem się dookoła poszukując liściku od mojej dziewczyny. Ach, no tak! Zupełnie zapomniałem, że od jakiegoś czasu [T.I] w ogóle nie zostawia mi karteczek z króciutkimi wiadomościami, tak jak to kiedyś miała w zwyczaju. Zostawiała mnie samego licząc, że domyślę się, gdzie pojechała. Mogłem zadzwonić, ale cóż z tego, skoro jej komórka leży rozładowana na parapecie w sypialni. Pierwsze co wpadło mi do głowy to to, że [T.I] być może poszła na zakupy. Sama lub ze swoją przyjaciółką. Od zawsze lubiła chodzić na wyprzedaże. Nigdy nie miałem jej tego za złe. Lubię chodzić z nią po sklepach. Zawsze wybiera mi najładniejsze bluzki. Westchnąłem ciężko i wciąż zastanawiając się co robi, usiadłem przy stole. Nie wytrzymałem jednak długo. Kilka minut później stałem przy kuchence smażąc sobie jajecznicę. Wiedziałem, że dziś rano [T.I] już nie pojawi się w naszym mieszkaniu, ale na wszelki wypadek zrobiłem dodatkową porcję. Samotnie zjadłem śniadanie. Brudny talerz odstawiłem na stertę naczyń, która z dnia na dzień stawała się coraz większa. Nie pofatygowałem się nawet, aby założyć ubrania. Powoli udałem się do salonu i usiadłem na skórzanej kanapie. Sięgnąłem po pilot. Leżał na ławie pośród pustych butelek po piwie. Wczoraj trochę wypiłem. To pewnie stąd ten ból głowy. Zahaczyłem ręką o jedną z nich. Zachwiała się, a potem spadła na podłogę. Jak się okazało zostało w niej trochę zwietrzałego alkoholu, który rozlał się po śnieżnobiałym dywanie. 
-Szlag!- zakląłem głośno i podniosłem się z sofy. 
Powłóczyłem nogami do kuchni i przyniosłem stamtąd jakąś ściereczkę, lecz nic to nie dało. Nawet po kilkunastominutowym wycieraniu na dywanie pozostała wielka plama, a w powietrzu unosił się zapach piwa. 
-Chyba trzeba tu posprzątać- stwierdziłem. 
Zacząłem zbierać puszki i butelki porozrzucane wokół mnie, ale po chwili wszystko ponownie wylądowało na podłodze. Po co tu sprzątać, skoro wieczorem i jutro rano to wszystko będzie wyglądało tak samo? Nie ma więc najmniejszego sensu się z tym męczyć. [T.I] nie byłaby zadowolona z mojej postawy, ale ona to zrozumie... Opadłem na miękką kanapę ściskając pilot w ręce. Włączyłem telewizor. Skacząc po kanałach natrafiłem na wczorajszy wywiad zespołu w którego składnie jestem. Zayn właśnie odpowiadał na jakieś durne pytanie związane z Perrie. Potem zaczęła się rozmowa o naszej niedawno wydanej płycie. Zaśpiewaliśmy końcową piosenkę i na ekranie pojawiły się napisy końcowe. Westchnąłem po raz kolejny tego dnia i zmieniłem kanał. Natknąłem się na powtórki "Mam Talent". Postanowiłem oglądać, ale nic z tego nie wyszło. Moje myśli były przy [T.I], którą tak bardzo kocham. Często myślę o niej. O dziewczynie, która jest całym moim życiem. Ona też mnie kocha. Wiem to na pewno. Wiem, że dla niej istnieję tylko ja. To zawsze podnosi mnie na duchu. Jej bezgraniczna, bezwarunkowa miłość.
-Cześć Harry!- usłyszałem piskliwy głos.
Podniosłem głowę. Nie, to nie była [T.I]. Przed sobą ujrzałem chłopaka ubranego w czarne rurki i koszulkę w paski. Uśmiechał się do mnie promiennie.
-Cześć Louis- odpowiedziałem bez cienia entuzjazmu. 
-Styles! Czy tędy przed chwilą przeszło tornado?!- krzyknął i rzucił się do zbierania tego bałaganu.
Spojrzałem na niego z delikatnym uśmiechem na twarzy. Cieszyłem się, że mam takiego przyjaciela. Przychodził tu codziennie i zawsze widział to samo. Pomimo tego wciąż to robił i nigdy nie narzekał.
-Musisz wreszcie tu posprzątać! Nie możesz mieszkać w takim chlewie!- pouczył mnie.
Z rezygnacją pokręciłem głową.
-Wiem...- jęknąłem cicho. 
-To czemu tego nie robisz?- chłopak spojrzał na mnie ze smutkiem w oczach.
-Louis...- nic więcej nie zdążyłem powiedzieć.
-Wiem, dlatego tu jestem.
-Biorę się w garść- wstałem i pomogłem mojemu przyjacielowi sprzątać bałagan, który pojawił się tu przeze mnie. Miałem wyrzuty sumienia, że doprowadziłem mieszkanie do takiego stanu. Muszę przyznać, że tylko moja sypialnia i taras wyglądały schludnie. To tam najwięcej czasu spędzałem z...
-Louis?- spojrzałem na mojego przyjaciela.
-Co tam, Hazza?- uśmiechnął się do mnie.
-Widziałeś dzisiaj [T.I]?- zapytałem z nadzieją w głosie.
W tym momencie uśmiech z twarzy Louis'a zniknął bezpowrotnie. Chłopak podszedł do mnie i poklepał mnie po ramieniu.
-Harry... Przecież wiesz, że...- powiedział cicho i urwał w połowie zdania.
Otwartą dłonią uderzyłem się w czoło. 
-Ach! Zapomniałem, że [T.I] się wyprowadziła!- znów jęknąłem.
-Oj Harry...- Louis pokręcił głową.
Kilka dni temu [T.I] opuściła mieszkanie. Nie miałem jej tego za złe. Nie chciała tego. To nie był jej wybór. Była do tego zmuszona, a mnie pocieszało to, że mogłem ją odwiedzać. Z ogromną pomocą Louis'a ogarnąłem dom i wreszcie mogliśmy zasiąść przed telewizorem. 
-Co u chłopaków?- spytałem.
-Umm... Nie wiem... Jakoś...- mruknął.
Pytałem, bo ostatnio rzadko się z nimi spotykam. 
-Zayn robi w sobotę imprezę. Chciałbyś przyjść?- zapytał Louis.
-Nie wiem... Teraz to...- próbowałem się wywinąć.
-Och! Daj spokój Harry! Musisz się rozruszać, pobawić! Nie możesz cały czas siedzieć w domu- złapał mnie za ramiona. 
-Dobrze, dobrze! Przyjdę!- zgodziłem się tylko i wyłącznie dla świętego spokoju.
Chłopak mnie puścił i powróciliśmy do oglądania jakiegoś nudnego programu. Usłyszałem głośny zegar stojący w sypialni wybijający godzinę siedemnastą. Zerwałem się na równe nogi. 
-Spóźnię się!- krzyknąłem i pędem ruszyłem na górę.
Wziąłem prysznic, uczesałem włosy i prysnąłem się najlepszymi perfumami. Ulubionymi [T.I]. Założyłem czarne rurki, białą koszulkę i brązową marynarkę. Do tego białe trampki. Stanąłem w przedpokoju i ostatni raz poprawiłem włosy przed dużym lustrem wiszącym na ścianie. 
-Idziesz do [T.I]?!- usłyszałem głos Louis'a.
-Tak! Na razie!- pożegnałem go i opuściłem mieszkanie.
Nie miałem czasu, żeby dłużej z nim rozmawiać. Wie gdzie są klucze, zamknie drzwi, gdy będzie wychodził. Był koniec lata, ale pogoda wciąż była świetna. Szedłem powoli Londyńskimi uliczkami, aż wreszcie dotarłem na miejsce. Usiadłem na ławeczce przed [T.I]. Zawsze tu na mnie czekała.Tym razem poczułem się nieswojo.
-Cześć kochanie- uśmiechnąłem się.- Mam nadzieję, że nie złościsz się o to, że nie było mnie wczoraj... Wiem, że na mnie czekałaś, ale... Po prostu się upiłem- przyznałem ze skruchą.
Było mi głupio.
-Nie daję sobie rady bez ciebie... Dom wygląda strasznie, a ja... Tracę siły... Tak bardzo boli mnie to, że mnie opuściłaś. Dziś znowu obudziłem się z nadzieją, że będziesz obok mnie. Dzisiaj przyszedł też Louis... Ale nawet on mi nie pomaga- po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. 
Rozejrzałem się dookoła. 
-Dlaczego mi to zrobiłaś [T.I]?! Dlaczego mnie zostawiłaś, samego, kochana...- łkałem.- Nie potrafisz sobie wyobrazić ile razy przyrzekałem się zabić, ale... Wiedziałaś co robić, wiedziałaś, że tak musi być, że to jest odpowiednie...- płacz zamienił się w histerię.
W emocje nie do opanowania. W rozdzierający mnie ból, smutek i rozpacz. We wszystko co najgorsze. To przeszywało mnie na wskroś. Uniosłem głowę, spojrzałem w oślepiające mnie słońce. A potem znów w dół. I po raz pierwszy przyznałem przed samym sobą, że jestem na cmentarzu...

"Jesteś jedyną, którą kocham 
I mówię żegnaj..."

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hazza :) Piszcie jak wam się podobało, bo coś ostatnio kulejecie z pisaniem komentarzy :D Trzymajcie się ciepło, bo już na dworze zimno. 
Cytat: A Great Big World "Say Something"