poniedziałek, 15 grudnia 2014

Harry

     -Już skończyłaś?- mój lekceważący ton jeszcze bardziej zdenerwował dyrektorkę szkoły do której co jakiś czas przychodziłam na lekcje. 
Niska kobieta w okularach popatrzyła na mnie z groźną miną i na nowo zaczęła swój nudny monolog. Znudzona usiadłam wygodniej i rozejrzałam się po gabinecie, który znałam jak własną kieszeń. Bardzo często tu trafiałam za wybryki, których dokonywałam razem z moim chłopakiem. 
-Zadzwonię do twojego ojca!- nauczycielka zakończyła dramatycznie na co tylko wywróciłam oczami. 
-A czy to oznacza, że mogę już iść?- wstałam i skierowałam się do wyjścia.
-Victor to złe towarzystwo- usłyszałam za sobą jej głos. 
Ta wypowiedź była jak najbardziej zbędna. Zacisnęłam dłonie w pięści, wzięłam głęboki oddech i wyszłam stamtąd trzaskając drzwiami. O ścianę stał oparty wysoki blondyn ubrany w skórzaną kurtkę. Na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek. Objął mnie ramieniem.
-Co ona znowu chciała?- zapytał z kpiną w głosie.
-Jak zwykle zadzwoni do ojca. To wszystko przez te twoje wygłupy! To był twój pomysł, a to mnie przyłapali ze szczurem w ręce!- krzyknęłam wyładowując na nim wszystkie moje emocje.
-Daj spokój! Widok Evans skaczącej po biurku był tego wart- zaśmiał się.
-Twoja zabawa zawsze jest warta mojego godzinnego posiedzenia u Brown- burknęłam niezadowolona. 
-Chodź lepiej na piwo- dał mi szybkiego całusa w policzek i ruszyliśmy korytarzem.
Gdy mijaliśmy rząd pomarańczowych szafek zobaczyłam Harry'ego. Chłopaka, którego nienawidziłam całym sercem. Jego ciemne loki otulające twarz i hipnotyzujące, zielone tęczówki zawsze skutecznie odwracały moją uwagę. To nigdy nie podobało się Victor'owi, jednak tym razem umknęło to jego uwadze. Nastolatek, który od miesiąca chodzi ze mną do klasy patrzył na mnie kiwając głową. Ponownie tego dnia zacisnęłam zęby i szybko odwróciłam głowę. 
-Co jest?- zapytał Victor, który najwyraźniej wyczuł moje zdenerwowanie.
-Ten idiota z mojej klasy- powiedziałam na tyle głośno, by Styles mnie usłyszał.
Podobnie jak mój chłopak obróciłam się, by spojrzeć na niego. Nie ruszył się nawet o milimetr. Wysoki blondyn obok którego teraz szłam wystawił przed siebie rękę i wykonał gest, mający na celu zdenerwowanie go, lecz ten nadal stał nie okazując żadnych emocji.
-Niech on lepiej trzyma się od ciebie z daleka. Jesteś moja- wyszczerzył się.
-Jestem twoja- przyznałam mu rację, a potem razem opuściliśmy budynek szkoły pomimo tego, że powinnam być na lekcji.

***

    -Jeśli się nie poprawię to zostanę tu kolejny rok- oznajmiłam Victor'owi, gdy opuściłam gabinet dyrektorki po kolejnej rozmowie.
-Ja też kiblowałem- roześmiał się;
-I dlatego jesteś głupi- mruknęłam i usiadłam na ławce.
Jak ja mogłam do tego doprowadzić? Jak mogłam pozwolić, by przez tego chłopaka stoczyć się na samo dno? By z normalnej, spokojnej dziewczyny zamienić się w szkolną zadymiarę?! By każdą wolną chwilę spędzać z nim i jego kumplami przy piwie! 
-To wszystko przez ciebie!- wrzasnęłam na Victor'a, który stał na przeciwko.
-Co?!- zdziwił się.
-To co słyszałeś! Gdyby nie ty to nie miałabym problemów!
-Tak sądzisz? Więc wybieraj! Albo ja, albo grzeczna dziewczynka- syknął.
Tymi słowami wbił mi nóż w serce. Kazał mi wybierać, rozdarł mnie. Czego mam się słuchać? Moich uczuć, czy rozsądku?
-Przecież wiesz, że cię kocham- objęłam go, a on odpowiedział mi tym samym.
-Chodź [T.I], bo mamy chemię, a ja mam kilka fajnych proszków do wypróbowania- puścił mi oczko, złapał za rękę i pociągnął w stronę sali, gdzie odbywała się lekcja.
Znów nic z tym nie zrobiłam... Tak ciężko mi się zmienić...

***

     Nie mogąc przestać się śmiać zgięłam się wpół i złapałam za brzuch. Stanęłam pod ścianą i rzuciłam plecak na podłogę.
-To było wspaniałe!- usłyszałam głos mojego chłopaka.
-Wiem- odpowiedziałam mu.
-Dziękuję, że to dla mnie zrobiłaś. Nawet nie wiesz ile miałem zabawy- pocałował mnie.
Znów poświęciłam dla niego resztki dobrego zachowania, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Oderwałam się i nie myślałam o tym co mnie martwi. 
-To co? Lekcje skończone, więc... Idziemy do parku- oznajmiłam uśmiechnięta.
-Sorry mała, ale umówiłem się z John'em. Idziemy do baru.
-Jeszcze mi powiedz, że będzie Lily!- zawsze byłam o nią cholernie zazdrosna, a on doskonale o tym wiedział i wykorzystywał to przy każdej okazji.
Bałam się tego co nastąpiło... Machnął ręką i ruszył korytarzem.
-Obiecałeś mi to!- krzyknęłam.
-Podobno jest zainteresowana!- zaśmiał się w głos.
-Wolisz tą pustą laskę?! Jeśli tam pójdziesz to możesz już nie wracać!- byłam wściekła. 
-Fajnie było [T.I]! Narka i powodzenia w następnej klasie. Och! O ile przejdziesz!- rozpoznałam kpinę w jego głosie.
Coś czego strasznie nienawidzę. Chwyciłam mój plecak i ze łzami w oczach pobiegłam do łazienki. Z hukiem zamknęłam drzwi. Torba z książkami wylądowała gdzieś w kącie. Nie zwróciłam uwagi, że cała jej zawartość rozsypała się po podłodze. Stanęłam przy umywalce i zacisnęłam na niej dłonie. Na ceramice zauważyłam czarne plamy. Podniosłam wzrok, by spojrzeć w lustro. Teraz wiedziałam skąd to się wzięło. Cały mój makijaż razem ze łzami spływał po mojej twarzy. Zaczęłam ocierać rękami oczy, choć wiedziałam, że nic to nie da. Wydałam z siebie zduszony krzyk, lecz nawet on nie pokazywał jak naprawdę się czułam. Byłam upokorzona i wściekła zarazem. Odwróciłam się i siadłam na podłodze. Oparłam się plecami o zimne kafelki, a kolana podciągnęłam pod brodę. Co chwilę nerwowo ocierałam łzy, które wciąż kapały na moje spodnie. W mojej głowie wciąż siedziało jedno pytanie: "Dlaczego?". Dlaczego po tym ile dla niego zrobiłam on mnie po prostu zostawił? Poświęcałam wszystko. Dobre oceny, przyjaciół, a nawet rodzinę. Wszystko... Nagle drzwi do damskiej toalety otworzyły się. Ukryłam twarz w dłoniach. Osoba powoli weszła do środka i zatrzymała się nade mną. 
-Nie patrz się idiotko!- syknęłam pokazując swoją złość.- Poprawiaj ten cholerny makijaż i spadaj!
Po chwili ktoś usiadł obok mnie. Niepewnie podniosłam głowę i spojrzałam na... Harry'ego?! Tak! Przede mną siedział mój rówieśnik o zielonych oczach, których tak bardzo nie lubiłam. Wywróciłam oczami, a potem zaśmiałam się głośno.
-Po co tu przyszedłeś?- zapytałam spoglądając na niego. 
Nie otrzymałam odpowiedzi. Chłopak patrzył się na mnie z twarzą bez wyrazu.
-Nie mam pojęcia po co tu siedzisz- starałam się, by zabrzmiało groźnie, ale Harry chyba zorientował się jak źle jest naprawdę.
-Zostawił cię?- zapytał spokojnie i powoli.
Wyraźnie, idealnie akcentując każdą literę. One były uporządkowane i miały coś czego mi brakowało- swoje miejsce w zdaniu. A w jego głosie usłyszałam coś czego bardzo dawno nie czułam- troskę.
-Słyszałeś?- odpowiedziałam tym samym.
-Nie... Po prostu od początku wiedziałem, że tak to się skończy- mówił cicho.
-Szkoda, że nie powiedziałeś mi wcześniej- rzuciłam obojętnie.
-Nie chciałem- spuścił głowę.
-Czemu?
-Za to, że tak bardzo mnie nienawidziłaś- przyznał ze skruchą, chociaż to chyba ja powinnam była się wstydzić.
-Więc po co tu siedzisz?- spytałam o to po  raz kolejny, bo jego zachowanie nie było dla mnie zrozumiałe.
-To... To nieważne... Chodź- wstał i wyciągnął rękę w moją stronę.
Ścisnęłam ją, a chłopak podciągnął mnie do góry.
-Myj się i spadamy stąd- poradził.
Podeszłam do umywalki i zaczęłam zmywać resztki makijażu. 
-On był idealny- wyrwało mi się i od razu tego bardzo pożałowałam.
-Nie był [T.I]- usłyszałam stanowczy ton Styles'a.
-Skąd możesz to wiedzieć?
-Czy koleś, który odciąga cię od rodziny, namawia do rzeczy, które tobie szkodzą jest idealny?- po tych słowach poczułam się jakby spadły mi klapki z oczu.
Wielokrotnie o tym myślałam, ale moje zdanie się nie liczyło. Za ważne uważałam tylko Victor'a. A przecież on miał rację. Byłam całkowicie zaślepiona miłością do podłej osoby, która... 
-Byłaś tylko jego zabawką... Lalką z którą mógł zrobić wszystko- powiedział mi prawdę.
To czego nie chciałam dopuścić do świadomości.
-Chodź [T.I]- podał mi plecak i kilka książek.
Prędko włożyłam je do środka i razem z Harry'm wyszłam z łazienki. Nie zastanawiałam się czy dobrze robię, nie miałam lepszego pomysłu. Po kilku minutach opuściliśmy szkolne mury.
-Chcesz gdzieś ze mną pójść?- Harry uśmiechnął się do mnie chyba najpiękniejszym uśmiechem jaki widziałam.
-Zabierzesz mnie na piwo dla poprawy humoru?- westchnęłam choć w głębi duszy liczyłam na pozytywną odpowiedź.
-Myślałem raczej o... Lody!- zaproponował.
-Zabierasz mnie na lody?- zdziwiłam się.
-Tak!- odparł wesoło.
-Victor nie zabierał mnie na lody...- nikt, nigdy nie zabrał mnie na lody.
-Ja nim nie jestem... No chodź!- złapał mnie za rękę.- A za tydzień idziemy na piknik z naszymi rodzicami- posłał mi kolejny uśmiech, lecz tym razem wiedziałam, że jest najpiękniejszy jaki mogę sobie wyobrazić. 
-Jaki znowu piknik?!
-Gdybyś spędzała odrobinę czasu z rodzicami to wiedziałabyś, że nasze matki się przyjaźnią- puścił mi oczko, a ja zaczęłam się zastanawiać dlaczego nie poznałam go wcześniej.

***

     Siedziałam na miękkim kocu wystawiając twarz do słońca.
-Musisz spróbować tego ciasta! Jest nieziemskie!- usłyszałam siedzącego obok mnie Harry'ego, który po raz setny z zapchaną buzią podawał mi tę samą informację.
-Nie mam ochoty Harry- a ja kolejny raz mu odmówiłam.
-Dobrze się czujesz?- zapytał całkiem poważnie.
-To, że nie chcę jeść to nie znaczy, że jestem chora- zaśmiałam się.
-Nie o tym mówię- oznajmił.
Westchnęłam cicho.
-Już... Prawie zapomniałam...- uśmiechnęłam się lekko patrząc w niebo.
-Tak szybko?- widocznie zaskoczyła go moja odpowiedź.
-Tak, bo... Chyba zakochałam się w kimś...- powiedziałam niepewnie. 
-W kim? Jeśli mogę wiedzieć...
W moich oczach pojawiły się łzy. Znów z powodu chłopaka.
-Ej... [T.I], co się stało?- złapał mnie za ręce.
Wiedziałam, że teraz niczym się nie obronię. Musiałam powiedzieć mu całą prawdę.
-W tobie... W tobie Harry- zacisnęłam powieki, by nie rozpłakać się na dobre.
-Więc czemu płaczesz?- zapytał czule.
-Bo wiem, że to głupie... Nie możesz być przecież z kimś kto był dla ciebie, aż tak okrutny- mówiłam cicho, by nie usłyszeli nas rodzice siedzący nieopodal, choć miałam ochotę krzyczeć.
Byłam zła, zła na siebie.
-Wiesz czemu wtedy poszedłem za tobą? Dlaczego obok siedziałem i martwiłem się pomimo, że mnie nienawidziłaś?- w odpowiedzi pokiwałam przecząco głową.- Bo bardzo cię kocham [T.I]- uśmiechnął się leciutko.
Zrobiłam to samo i po chwili poczułam wargi Harry'ego na moich. Byłam mu wdzięczna za to, że mnie uratował i za to, że próbował mnie zmienić... Na lepsze.


"Życie jest zmianą.
Jeśli przestaniesz się zmieniać, przestaniesz żyć"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ciepło-zimno, poplątane wiem! Ale nie widzę sensu w pisaniu o jednej porze roku w czasie jej trwania. Jak wam się podoba Harry? Piszcie i może ktoś wreszcie podrzuci jakiś pomysł ;)
Cytat: Rainer Haak





sobota, 6 grudnia 2014

Niall


     Siedziałam na łóżku przykryta grubą kołdrą z kubkiem gorącej herbaty w dłoniach. Patrzyłam na malutkie płatki śniegu wirujące za oknem. Wreszcie w Londynie pojawił się śnieg. Kilka dni przed Wigilią. To będą prawdziwe święta. Z zamyśleń wyrwało mnie ciche pukanie do drzwi.
-Proszę- zaprosiłam kogoś kto za nimi stał.
W pokoju pojawił się uroczy blondynek. Uśmiechnęłam się na jego widok.
-Cześć [T.I]- usiadł obok mnie.
-No cześć!
Niall był moim dobrym przyjacielem. Mówiliśmy sobie wszystko i nie mieliśmy przed sobą żadnych tajemnic. Prawie żadnych... Jednak wciąż coś przed nim ukrywałam. Ten młody chłopak nie wiedział ile dałabym, by z nim być. 
-Jak tam?- szturchnął mnie w ramię.
-Normalnie. Tak jak zawsze- wzruszyłam ramionami.
-Oj...- jęknął i objął mnie ramieniem.- Coś ci popsuło humor?- spytał z troską.
-Nie... Tylko szkoda, że ciocia Eva nie może przyjechać- skrzywiłam się.
A może nie do końca będą to prawdziwe święta. Nie wiedziałam czym bardziej się smuciłam. Faktem, który niedawno przedstawiła mi moja mama, czy moimi durnymi myślami.
-Nie łam się... Bez cioci Evy święta też mogą się udać. A teraz masz mi się uśmiechnąć- potrząsnął mną lekko.
Na mojej zobaczył sztuczny uśmiech.
-Nie tak... Ładnie- zajrzał mi w oczy.
Uniosłam kąciki ust. Zawsze to robiłam, gdy patrzył na mnie takim wzrokiem. Wydawało mi się, że przeszywa mnie na wylot. Że zagląda w głąb mojej duszy, w głąb mojego serca. 
-No to co dzisiaj robimy?- zapytał.
-Nie wiem... Śniegu napadało- wychyliłam się, by wyjrzeć przez okno.
-Chodźmy lepić bałwana!- jego śmiech wypełnił cały mój pokój.
Również zaczęłam się śmiać.
-Oszalałeś?- próbowałam protestować.
-Nie! Chodź!- Niall ściągnął ze mnie kołdrę. 
-Dobra, dobra!- uniosłam ręce do góry i wygramoliłam się z łóżka.- Idę się ubrać- wzięłam ciuchy z szafki i skierowałam się do łazienki.
Ubrałam się na tak zwaną cebulkę, żebym czasem nie zmarzła i wróciłam do swojego przyjaciela. Założyliśmy kurtki i wciąż się śmiejąc opuściliśmy mój cieplutki domek. Pobiegliśmy do ogródka. Nie zdążyłam nawet rozejrzeć się dookoła.
-[T.I]!- usłyszałam za sobą krzyk Niall'a.
Odwróciłam się i w tym momencie poczułam okropne zimno na twarzy. Strąciłam śnieg z policzków i z wściekłą miną spojrzałam na blondyna, który stał przede mną i zwijał się ze śmiechu. Pokręciłam głową i kucnęłam, by wziąć śnieg w ręce okryte ciepłymi rękawiczkami. Uformowałam z niego idealną kulkę i cisnęłam nią w Nialler'a. Przestał się śmiać i popatrzył na mnie ze zdziwieniem malującym się na jego twarzy. Tym razem to ja wybuchłam śmiechem, ale kiedy zobaczyłam jak zaczyna zbierać "amunicję" wystraszyłam się i zaczęłam uciekać. 
-I tak cię dorwę!- usłyszałam jego krzyk.
Po chwili poczułam lekki ból na plecach. Chwilę później to samo. I znowu.
-Mam cię!- poczułam ręce Niall'a na swoich ramionach i to jak próbuje wskoczyć mi na plecy.
Pod jego ciężarem upadłam na zimną ziemię pokrytą śnieżnobiałym puchem. Nialler oczywiście upadł na mnie.
-Złaź ze mnie Horan- zaśmiałam się i z trudem zrzuciłam go z siebie.
Ten odpowiedział mi tym samym i po chwili położył się na obok mnie. Odwróciłam się, by móc na niego spojrzeć. On zrobił to samo i uśmiechając się ponownie zajrzał mi w oczy. Nigdy nie pomyślałabym, że ten Irlandczyk może być aż, tak podły. Zrozumiałam to dopiero wtedy, gdy na mojej głowie pojawiła się kolejna śnieżka.
-Niall!- pisnęłam otrzepując się ze śniegu.
Wstałam i pobiegłam za nim, kiedy tylko zaczął uciekać. Zatrzymałam się dopiero jak naprawdę zabrakło mi sił.
-Dobra! Poddaję się!- powiedziałam.
Nastolatek odwrócił się i powoli podszedł do mnie,
-To jak? Lepimy w końcu tego głupka?- położył mi rękę na ramieniu.
-Jakiego głupka?- zdziwiłam się.
-Bałwana- westchnął rozbawiony tym, że na początku go nie zrozumiałam.
-Okay- zabrałam się do turlania śniegowej kulki.- Taka wystarczy?- spojrzałam na Niall'a, który siłował się z ogromną kulą.
Zaczęłam się śmiać.
-To ma być bałwan, czy mega-bałwan?- spytałam.
-To będzie największy na świecie bałwan!- usłyszałam w odpowiedzi. 
Gdy wszystkie trzy, naprawdę ogromne kule były odpowiednio ustawione pobiegliśmy do domu. W szafie znalazłam jakiś stary szalik i podarty kapelusz, a z kuchni zabraliśmy pomarańczową marchewkę. Oczy naszego nowego kolegi postanowiliśmy zrobić z tego co zostało z jesieni czyli kasztanów. 
-Śliczny nam wyszedł, co?- spytałam, a Niall objął mnie w talii. 
Moim ciałem wstrząsnęły dreszcze. Miałam nadzieję, że przyjdzie mu namyśl, że to skutek długiego przebywania na minusowej temperaturze. 
-Pewnie, że śliczny- po tych słowach zapadła cisza i nadal mnie nie puszczał.- [T.I]...- powiedział cichutko.
Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się zachęcając go do dalszego mówienia. 
-Muszę iść, mam dziś wizytę- nienawidził tego.- I już prawie o tym zapomniałem... Chciałem zapytać czy... Czy umówiłabyś się ze mną jutro na...- podrapał się po głowie.
Miałam ochotę się uśmiechnąć, ale to nie byłoby odpowiednie. Serce biło mi jak oszalałe. Czy właśnie w tym momencie miało spełnić się moje największe marzenie?!
-Na randkę?- dokończył niepewnie.
Chciałam skakać i krzyczeć z radości, ale bałam się zbłaźnić i pokazać jak bardzo za nim szaleję. 
-Pewnie- uśmiechnęłam się delikatnie.
Chłopak uniósł głowę. Popatrzyłam na jego twarz na której pojawiły się bladoróżowe rumieńce. Staliśmy tak przez chwilę patrząc na siebie, aż dźwięk jego telefonu przerwał ciszę panującą wokół nas.
-[T.I] teraz już koniecznie muszę iść. To...- znów się zawstydził, chyba nawet bardziej niż ja.- Przyjdę po ciebie o 17- nie wiedział co ma zrobić, po czym cmoknął mnie w policzek i odbiegł machając mi.
Dopiero wtedy szczerze od ucha do ucha uśmiechnęłam się, a potem wydałam z siebie krótki, głośny pisk, którego nie byłam w stanie dłużej powstrzymać. Okręciłam się, zachwiałam gwałtownie, a sekundę później leżałam w miękkim śniegu. Rozbawiona jak dziecko przeturlałam się kilka razy, a potem wstałam i cała w skowronkach popędziłam do domu.
-[T.I] co ty tu robisz?- spytała mama, gdy przebiegłam przez kuchnię w kozakach robiąc wszędzie kałuże. 
-Nie wiem!- odparłam zadowolona.

***

    Stałam przed lustrem w kącie mojego pokoju. Miałam na sobie krótką, czarną sukienkę w drobniutkie kwiatuszki. Na nogi włożyłam czarne, cienkie getry i moje ulubione, brązowe botki. Podejrzewam, że i tak będzie mi okropnie zimno, ale ta sukienka zawsze podobała się Niall'owi. Uważał, że ten wzór jest romantyczny, a że to randka- postanowiłam ją założyć.
-[T.I]! Włóż jeszcze to- do sypialni weszła moja mama.
Stanęła za mnę i nałożyła mi na szyję złoty łańcuszek.
-To po babci- uśmiechnęła się do mnie.- Zawsze przynosił mi szczęście- cmoknęła mnie w policzek.
-Dzięki mamo- odpowiedziałam jej tym samym.
-Nie chcesz zejść na dół? Niall powinien zaraz być- spojrzała na zegar wiszący na ścianie.
Pokiwałam przecząco głową.
-Wolę zostać tutaj- oznajmiłam.
-Powodzenia [T.I]- opuściła pomieszczenie. 
Nagle moje ciało przeszyły nieprzyjemne dreszcze. Ogarnął mnie strach i różne wątpliwości. A co jeśli mnie wystawi? Co jeśli sobie zażartował? Nie... On by tak nie postąpił... A co jeśli myliłam się co do jego osoby? Oby nie... Przecież tak długo się znamy. Usiadłam na łóżku i dopiero wtedy zauważyłam, że cała się trzęsę. Ale dlaczego? Przecież on nigdy by mnie nie oszukał, nie zawiódł. Przecież za to go pokochałam.

***

     Nie zawsze jest dobrze, gdy przeczucia się spełniają. Siedziałam w tym samym kącie zalewając się rozpaczliwymi łzami. A jednak to zrobił. Jednak zawiódł. A ja czekałam, jak głupia, licząc, że wreszcie pojawi się przed moimi drzwiami. Że zobaczę jego uśmiech. Myliłam się... Niall nie przyszedł.
-[T.I], Słońce- obok mnie usiała mama.
Bez słowa wtuliłam się w nią. Głaskała moje plecy próbując mnie pocieszyć. 
-Nie pomogło- szepnęłam i zdjęłam z szyi drobniutki łańcuszek.
-Przykro mi- pocałowała mnie w czoło i po chwili wyszła. 

***

Właśnie zawiesiłam ostatnią bombkę na pachnącym, zielonym drzewku, gdy cały dom wypełniło głośnie pukanie do drzwi. Postanowiłam sprawdzić kogo do nas niesie zaledwie dzień przed Wigilią. Przed sobą ujrzałam Niall'a. Zdecydowanie bardziej spodziewałam się mojej ciotki otoczonej gromadką dzieci w różnym wieku. W złości zatrzasnęłam przed nim drzwi. Odwróciłam się na pięcie i chciałam powrócić do mojego wcześniejszego zajęcia, lecz po chwili znów usłyszałam walenie do drzwi. Otworzyłam je.
-Czego chcesz?!- wrzasnęłam.
-Porozmawiać- powiedział cicho.
-Niby o czym?!- byłam wściekła.
-Mogę wejść?- pochylił głowę.
Chciałam słuchać jego tłumaczeń. Wpuściłam go do środka, zamknęłam drzwi i stanęłam naprzeciw niego. Rodzice, wiedząc co się szykuje, ulotnili się do kuchni.
-Przepraszam, że wtedy nie przyszedłem. Przepraszam jak tylko mogę, ale wiem, że nie miało to sensu, bo teraz nie będziesz chciała się ze mną umawiać- oznajmił niepewnie.
Nic z tego nie rozumiałam. 
-Dzień wcześniej byłem u dentysty- dodał po chwili.
-A co mają twoje zęby do naszej randki?!- wywróciłam oczami.
-Nienawidzisz tego. A mi niedawno założyli tą szynę- zacisnął zęby, by pokazać mi swój nowy aparat.- A ból był nie do zniesienia...
Nie wiedziałam co powiedzieć. Gapiłam się na niego z otwartymi ustami.
-I... I to tyle?- roześmiałam się.
Chłopak stał oszołomiony i uważnie mi się przyglądał.
-Jak to? Tylko tyle...- mruknął.
-To prawda... Nie lubię tego...- podeszłam bliżej.
-Sama widzisz...
-Ale tobie jakoś w nim do twarzy- przerwałam mu.
-Dzięki- złapał mnie za biodra.
-Nastraszyłeś mnie Niall, myślałam, że odpuściłeś...
-W jakiś sposób...
-Nie nauczyłeś się jeszcze, że jak się kogoś kocha, to wygląd zsuwa się na dalszy plan?- puściłam mu oczko.
Bez słowa przyciągnął mnie do siebie i złożył na moich ustach długi pocałunek.
-Myślisz, że bez tego będziesz całował równie dobrze?- zaśmiałam się i oparłam głowę na jego ramieniu.

"Oto sposób w jaki przez wstyd i niepewność możesz stracić do niego powody"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pamiętacie takiego Nialler'a sprzed kilku lat? Czas szybko leci, co? Wczoraj miałam noc wspominania takiego Hazzy z muszką i Lou w szelkach. Jakich ich wolicie?
A tymczasem cóż... Święta niedługo, śnieg też by się przydał. Marzę o lepieniu bałwana *.*
Cytat: Własny