sobota, 6 grudnia 2014

Niall


     Siedziałam na łóżku przykryta grubą kołdrą z kubkiem gorącej herbaty w dłoniach. Patrzyłam na malutkie płatki śniegu wirujące za oknem. Wreszcie w Londynie pojawił się śnieg. Kilka dni przed Wigilią. To będą prawdziwe święta. Z zamyśleń wyrwało mnie ciche pukanie do drzwi.
-Proszę- zaprosiłam kogoś kto za nimi stał.
W pokoju pojawił się uroczy blondynek. Uśmiechnęłam się na jego widok.
-Cześć [T.I]- usiadł obok mnie.
-No cześć!
Niall był moim dobrym przyjacielem. Mówiliśmy sobie wszystko i nie mieliśmy przed sobą żadnych tajemnic. Prawie żadnych... Jednak wciąż coś przed nim ukrywałam. Ten młody chłopak nie wiedział ile dałabym, by z nim być. 
-Jak tam?- szturchnął mnie w ramię.
-Normalnie. Tak jak zawsze- wzruszyłam ramionami.
-Oj...- jęknął i objął mnie ramieniem.- Coś ci popsuło humor?- spytał z troską.
-Nie... Tylko szkoda, że ciocia Eva nie może przyjechać- skrzywiłam się.
A może nie do końca będą to prawdziwe święta. Nie wiedziałam czym bardziej się smuciłam. Faktem, który niedawno przedstawiła mi moja mama, czy moimi durnymi myślami.
-Nie łam się... Bez cioci Evy święta też mogą się udać. A teraz masz mi się uśmiechnąć- potrząsnął mną lekko.
Na mojej zobaczył sztuczny uśmiech.
-Nie tak... Ładnie- zajrzał mi w oczy.
Uniosłam kąciki ust. Zawsze to robiłam, gdy patrzył na mnie takim wzrokiem. Wydawało mi się, że przeszywa mnie na wylot. Że zagląda w głąb mojej duszy, w głąb mojego serca. 
-No to co dzisiaj robimy?- zapytał.
-Nie wiem... Śniegu napadało- wychyliłam się, by wyjrzeć przez okno.
-Chodźmy lepić bałwana!- jego śmiech wypełnił cały mój pokój.
Również zaczęłam się śmiać.
-Oszalałeś?- próbowałam protestować.
-Nie! Chodź!- Niall ściągnął ze mnie kołdrę. 
-Dobra, dobra!- uniosłam ręce do góry i wygramoliłam się z łóżka.- Idę się ubrać- wzięłam ciuchy z szafki i skierowałam się do łazienki.
Ubrałam się na tak zwaną cebulkę, żebym czasem nie zmarzła i wróciłam do swojego przyjaciela. Założyliśmy kurtki i wciąż się śmiejąc opuściliśmy mój cieplutki domek. Pobiegliśmy do ogródka. Nie zdążyłam nawet rozejrzeć się dookoła.
-[T.I]!- usłyszałam za sobą krzyk Niall'a.
Odwróciłam się i w tym momencie poczułam okropne zimno na twarzy. Strąciłam śnieg z policzków i z wściekłą miną spojrzałam na blondyna, który stał przede mną i zwijał się ze śmiechu. Pokręciłam głową i kucnęłam, by wziąć śnieg w ręce okryte ciepłymi rękawiczkami. Uformowałam z niego idealną kulkę i cisnęłam nią w Nialler'a. Przestał się śmiać i popatrzył na mnie ze zdziwieniem malującym się na jego twarzy. Tym razem to ja wybuchłam śmiechem, ale kiedy zobaczyłam jak zaczyna zbierać "amunicję" wystraszyłam się i zaczęłam uciekać. 
-I tak cię dorwę!- usłyszałam jego krzyk.
Po chwili poczułam lekki ból na plecach. Chwilę później to samo. I znowu.
-Mam cię!- poczułam ręce Niall'a na swoich ramionach i to jak próbuje wskoczyć mi na plecy.
Pod jego ciężarem upadłam na zimną ziemię pokrytą śnieżnobiałym puchem. Nialler oczywiście upadł na mnie.
-Złaź ze mnie Horan- zaśmiałam się i z trudem zrzuciłam go z siebie.
Ten odpowiedział mi tym samym i po chwili położył się na obok mnie. Odwróciłam się, by móc na niego spojrzeć. On zrobił to samo i uśmiechając się ponownie zajrzał mi w oczy. Nigdy nie pomyślałabym, że ten Irlandczyk może być aż, tak podły. Zrozumiałam to dopiero wtedy, gdy na mojej głowie pojawiła się kolejna śnieżka.
-Niall!- pisnęłam otrzepując się ze śniegu.
Wstałam i pobiegłam za nim, kiedy tylko zaczął uciekać. Zatrzymałam się dopiero jak naprawdę zabrakło mi sił.
-Dobra! Poddaję się!- powiedziałam.
Nastolatek odwrócił się i powoli podszedł do mnie,
-To jak? Lepimy w końcu tego głupka?- położył mi rękę na ramieniu.
-Jakiego głupka?- zdziwiłam się.
-Bałwana- westchnął rozbawiony tym, że na początku go nie zrozumiałam.
-Okay- zabrałam się do turlania śniegowej kulki.- Taka wystarczy?- spojrzałam na Niall'a, który siłował się z ogromną kulą.
Zaczęłam się śmiać.
-To ma być bałwan, czy mega-bałwan?- spytałam.
-To będzie największy na świecie bałwan!- usłyszałam w odpowiedzi. 
Gdy wszystkie trzy, naprawdę ogromne kule były odpowiednio ustawione pobiegliśmy do domu. W szafie znalazłam jakiś stary szalik i podarty kapelusz, a z kuchni zabraliśmy pomarańczową marchewkę. Oczy naszego nowego kolegi postanowiliśmy zrobić z tego co zostało z jesieni czyli kasztanów. 
-Śliczny nam wyszedł, co?- spytałam, a Niall objął mnie w talii. 
Moim ciałem wstrząsnęły dreszcze. Miałam nadzieję, że przyjdzie mu namyśl, że to skutek długiego przebywania na minusowej temperaturze. 
-Pewnie, że śliczny- po tych słowach zapadła cisza i nadal mnie nie puszczał.- [T.I]...- powiedział cichutko.
Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się zachęcając go do dalszego mówienia. 
-Muszę iść, mam dziś wizytę- nienawidził tego.- I już prawie o tym zapomniałem... Chciałem zapytać czy... Czy umówiłabyś się ze mną jutro na...- podrapał się po głowie.
Miałam ochotę się uśmiechnąć, ale to nie byłoby odpowiednie. Serce biło mi jak oszalałe. Czy właśnie w tym momencie miało spełnić się moje największe marzenie?!
-Na randkę?- dokończył niepewnie.
Chciałam skakać i krzyczeć z radości, ale bałam się zbłaźnić i pokazać jak bardzo za nim szaleję. 
-Pewnie- uśmiechnęłam się delikatnie.
Chłopak uniósł głowę. Popatrzyłam na jego twarz na której pojawiły się bladoróżowe rumieńce. Staliśmy tak przez chwilę patrząc na siebie, aż dźwięk jego telefonu przerwał ciszę panującą wokół nas.
-[T.I] teraz już koniecznie muszę iść. To...- znów się zawstydził, chyba nawet bardziej niż ja.- Przyjdę po ciebie o 17- nie wiedział co ma zrobić, po czym cmoknął mnie w policzek i odbiegł machając mi.
Dopiero wtedy szczerze od ucha do ucha uśmiechnęłam się, a potem wydałam z siebie krótki, głośny pisk, którego nie byłam w stanie dłużej powstrzymać. Okręciłam się, zachwiałam gwałtownie, a sekundę później leżałam w miękkim śniegu. Rozbawiona jak dziecko przeturlałam się kilka razy, a potem wstałam i cała w skowronkach popędziłam do domu.
-[T.I] co ty tu robisz?- spytała mama, gdy przebiegłam przez kuchnię w kozakach robiąc wszędzie kałuże. 
-Nie wiem!- odparłam zadowolona.

***

    Stałam przed lustrem w kącie mojego pokoju. Miałam na sobie krótką, czarną sukienkę w drobniutkie kwiatuszki. Na nogi włożyłam czarne, cienkie getry i moje ulubione, brązowe botki. Podejrzewam, że i tak będzie mi okropnie zimno, ale ta sukienka zawsze podobała się Niall'owi. Uważał, że ten wzór jest romantyczny, a że to randka- postanowiłam ją założyć.
-[T.I]! Włóż jeszcze to- do sypialni weszła moja mama.
Stanęła za mnę i nałożyła mi na szyję złoty łańcuszek.
-To po babci- uśmiechnęła się do mnie.- Zawsze przynosił mi szczęście- cmoknęła mnie w policzek.
-Dzięki mamo- odpowiedziałam jej tym samym.
-Nie chcesz zejść na dół? Niall powinien zaraz być- spojrzała na zegar wiszący na ścianie.
Pokiwałam przecząco głową.
-Wolę zostać tutaj- oznajmiłam.
-Powodzenia [T.I]- opuściła pomieszczenie. 
Nagle moje ciało przeszyły nieprzyjemne dreszcze. Ogarnął mnie strach i różne wątpliwości. A co jeśli mnie wystawi? Co jeśli sobie zażartował? Nie... On by tak nie postąpił... A co jeśli myliłam się co do jego osoby? Oby nie... Przecież tak długo się znamy. Usiadłam na łóżku i dopiero wtedy zauważyłam, że cała się trzęsę. Ale dlaczego? Przecież on nigdy by mnie nie oszukał, nie zawiódł. Przecież za to go pokochałam.

***

     Nie zawsze jest dobrze, gdy przeczucia się spełniają. Siedziałam w tym samym kącie zalewając się rozpaczliwymi łzami. A jednak to zrobił. Jednak zawiódł. A ja czekałam, jak głupia, licząc, że wreszcie pojawi się przed moimi drzwiami. Że zobaczę jego uśmiech. Myliłam się... Niall nie przyszedł.
-[T.I], Słońce- obok mnie usiała mama.
Bez słowa wtuliłam się w nią. Głaskała moje plecy próbując mnie pocieszyć. 
-Nie pomogło- szepnęłam i zdjęłam z szyi drobniutki łańcuszek.
-Przykro mi- pocałowała mnie w czoło i po chwili wyszła. 

***

Właśnie zawiesiłam ostatnią bombkę na pachnącym, zielonym drzewku, gdy cały dom wypełniło głośnie pukanie do drzwi. Postanowiłam sprawdzić kogo do nas niesie zaledwie dzień przed Wigilią. Przed sobą ujrzałam Niall'a. Zdecydowanie bardziej spodziewałam się mojej ciotki otoczonej gromadką dzieci w różnym wieku. W złości zatrzasnęłam przed nim drzwi. Odwróciłam się na pięcie i chciałam powrócić do mojego wcześniejszego zajęcia, lecz po chwili znów usłyszałam walenie do drzwi. Otworzyłam je.
-Czego chcesz?!- wrzasnęłam.
-Porozmawiać- powiedział cicho.
-Niby o czym?!- byłam wściekła.
-Mogę wejść?- pochylił głowę.
Chciałam słuchać jego tłumaczeń. Wpuściłam go do środka, zamknęłam drzwi i stanęłam naprzeciw niego. Rodzice, wiedząc co się szykuje, ulotnili się do kuchni.
-Przepraszam, że wtedy nie przyszedłem. Przepraszam jak tylko mogę, ale wiem, że nie miało to sensu, bo teraz nie będziesz chciała się ze mną umawiać- oznajmił niepewnie.
Nic z tego nie rozumiałam. 
-Dzień wcześniej byłem u dentysty- dodał po chwili.
-A co mają twoje zęby do naszej randki?!- wywróciłam oczami.
-Nienawidzisz tego. A mi niedawno założyli tą szynę- zacisnął zęby, by pokazać mi swój nowy aparat.- A ból był nie do zniesienia...
Nie wiedziałam co powiedzieć. Gapiłam się na niego z otwartymi ustami.
-I... I to tyle?- roześmiałam się.
Chłopak stał oszołomiony i uważnie mi się przyglądał.
-Jak to? Tylko tyle...- mruknął.
-To prawda... Nie lubię tego...- podeszłam bliżej.
-Sama widzisz...
-Ale tobie jakoś w nim do twarzy- przerwałam mu.
-Dzięki- złapał mnie za biodra.
-Nastraszyłeś mnie Niall, myślałam, że odpuściłeś...
-W jakiś sposób...
-Nie nauczyłeś się jeszcze, że jak się kogoś kocha, to wygląd zsuwa się na dalszy plan?- puściłam mu oczko.
Bez słowa przyciągnął mnie do siebie i złożył na moich ustach długi pocałunek.
-Myślisz, że bez tego będziesz całował równie dobrze?- zaśmiałam się i oparłam głowę na jego ramieniu.

"Oto sposób w jaki przez wstyd i niepewność możesz stracić do niego powody"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pamiętacie takiego Nialler'a sprzed kilku lat? Czas szybko leci, co? Wczoraj miałam noc wspominania takiego Hazzy z muszką i Lou w szelkach. Jakich ich wolicie?
A tymczasem cóż... Święta niedługo, śnieg też by się przydał. Marzę o lepieniu bałwana *.*
Cytat: Własny



8 komentarzy: