środa, 28 stycznia 2015

Liam

     Zatrzymałam się przed jednym z małych, białych domków, których było mnóstwo na tej ulicy. Przez chwilę zastanawiałam się czy dobrze trafiłam. Postanowiłam to sprawdzić i pomimo swoich wątpliwości zapukałam do drzwi. Po chwili otworzył mi przystojny, młody chłopak. Uśmiechał się wesoło. Nie zobaczył jednak tego samego na mojej twarzy. Stałam sztywno patrząc się na niego. Musiałam wyglądać jakbym urwała się z wariatkowa, ale pewnie on był do tego przyzwyczajony. Wiele dziewczyn piszczało, płakało i lub zachowywało się tak jak ja na jego widok. 
-Cześć- przywitał mnie.
Ocknęłam się lekko potrząsając głową.
-Cześć- odpowiedziała.- Czy... Tu mieszka [I.C]?- spytałam.
Chłopak skrzywił się i zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu, a potem pokiwał przecząco głową. 
-[I.C] [N.C]?- zapytał.
-Tak... O nią mi chodzi- powiedziałam.
-Mieszka dwa domy dalej- na jego twarzy znów zagościł uśmiech.- O tam!- wychylił się i wskazał taki sam domek stojący nieopodal. 
-Widocznie pomyliłam adresy- poczułam jak moje policzki robią się czerwone. 
Och, cóż za fatalna pomyłka.
-Nie trudno się tu zgubić... A... Śpieszysz się? Bo...- jego policzki nabrały różowego odcieniu zanim zdążył dokończyć.
-Jestem już spóźniona- skłamałam.- Dziękuję za pomoc- odwróciłam się i ruszyłam przed siebie.
-Do zobaczenia!- usłyszałam za sobą jego aksamitny głos.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Miałam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy i szybko zaczęłam żałować, że nie zgodziłam się przyjąć zaproszenia sławnego Liam'a Payn'a z którym przed chwilą rozmawiałam. Ale przecież nie znałam go dobrze. Chwilę później zapukałam do kolejnych drzwi, tym razem tych właściwych. 
-Jesteś!- pisnęła ciocia i mocno mnie przytuliła.
Siostra mojej mamy niedawno wprowadziła się do nowego mieszkania. Dziś zaprosiła nas na obiad, ale przyszłam tylko ja.
-A gdzie [I.M]? Wchodź kochanie, wchodź- wpuściła mnie do środka. 
-Miała jakieś ważne spotkanie w firmie, nie mogła się urwać-przestąpiłam przez próg.
-Dobrze, że chociaż ty przyszłaś. Mam nadzieję, że jesteś głodna- uśmiechnęła się ciepło i otworzyła piekarnik.
-Jak wilk!
Ślinka mi pociekła, gdy poczułam zapach jedzenia przygotowanego przez moją ciocię. Ta wysoka brunetka to bezdzietna rozwódka w średnik wieku. Doskonała kucharka i średnio utalentowana malarka. Uwielbia rozstawiać sztalugi, wyciągać farby i dać upust emocjom. Miała na to swój sposób. Kiedy coś ją cieszyło malowała w jasnych barwach, a kiedy była smutna używała ciemnych odcieni. Właściwie żaden z tych obrazów nic nie przedstawiał. Grubsze lub cieńsze, ostre lub delikatne kreski, uderzenia pędzlem, plamy mnóstwa kolorów nałożone na siebie. Sztuka... 
-Ciociu...- zagadnęłam ją, gdy siedziałyśmy przy stole. 
-Tak?- oderwała wzrok od talerza.
-Znasz tego młodego chłopaka, który mieszka dwa numery dalej?- chciałam dowiedzieć się czy wie coś o tym nastolatku.
-Przystojniaczek z niego, co?- mrugnęła do mnie.
Wywróciłam oczami, lecz nie mogłam zaprzeczyć temu co powiedziała.
-To jest gwiazda!- poinformowałam ją.
-Na jaką skalę?- zapytała niezbyt przejęta moimi słowami.
-Międzynarodową!- prawie krzyknęłam.
-Spokojnie, coś się wymyśli.
-O czym mówisz?- spojrzałam na nią podejrzliwie, a ona tylko pokręciła głową i wciąż się uśmiechając zmieniła temat.

***

     -Do zobaczenia- cmoknęłam ciotkę w policzek.
-Wpadnij do mnie jeszcze kiedyś- machała mi stojąc w progu.
-Wpadnę, wpadnę- zapewniłam.
Powoli szłam chodnikiem w stronę swojego mieszkania. Rozkoszowałam się ciepłym wieczorem, choć nie przez długą chwilę. Nie minęły nawet dwie minuty, kiedy usłyszałam czyjś krzyk, ale nie taki, którego należałoby się wystraszyć. Ktoś mnie wołał, lecz nie po imieniu. Zdziwiona zatrzymałam się, a potem odwróciłam. Zobaczyłam biegnącego w moją stronę Liam'a.
-Poczekaj!-stanął obok mnie i wesoło się uśmiechnął.- Cześć.
-Cześć- odpowiedziałam mu tym samym.
-Czekam na ciebie już dłuższą chwilę- odetchnął z ulgą.
Miałam zamiar coś powiedzieć, ale chyba byłam na to zbyt zszokowana.
-Miałem nadzieję, że posiedzisz ze mną- speszył się trochę, ale nie odwrócił wzroku.
-Teraz nie mogę odmówić- zachichotałam.
-Jestem Liam- podał mi rękę.
Uścisnęłam ją i wypowiedziałam swoje imię. Siedliśmy na schodach przed drzwiami prowadzącymi do jego mieszkania. Liam podał mi szklankę z wiśniowym sokiem, która stała na stoliku na werandzie. Odpędzałam od siebie myśli, że rozmawiam ze sławnym piosenkarzem. 
-Nie mogę uwierzyć, że chciało ci się na mnie czekać- pokiwałam głową z niedowierzaniem.
-Uwierz mi, było warto- ukazał rząd białych zębów, niezwykle mnie tym zawstydzając.
Zarumieniłam się i spuściłam głowę.
-Widzę, że ci smakuje- powiedział jakby nigdy nic.
Zauważyłam, że szklanka, którą trzymałam w dłoniach jest praktycznie pusta. Chyba wypiłam to z nerwów i wstydu, ale... Rzeczywiście mi smakowało, więc pokiwałam twierdząco głową.
-Moja babcia je robi- zaśmiał się.
-Moja też- wywróciłam oczami.- Mam w domu pełno słoików. 
-Pamiętam jak byłem mały... Wszedłem do spiżarni i przez przypadek zrzuciłem półkę! Byłem cały w kompotach i dżemach- zaczął się głośno śmiać, a ja poszłam w jego ślady.
I tak zaczęła się nasza rozmowa o... Wszystkim. Opowiadaliśmy sobie zabawne historie z dzieciństwa. Potem czasy kiedy wchodziliśmy w okres młodzieńczy, pierwsze przewinienia, jakieś objawy buntu. Opowiedział mi nawet o pięknej dziewczynie w której się zakochał mając piętnaście lat. Nie za bardzo wiedział jak się zabrać do wyznania uczuć, dlatego napisał o niej piosenkę. Gdy nastolatka ją usłyszała, zgodziła się na jego prośbę, a już następnego dnia odprawiła go z kwitkiem tłumacząc, że nie jest dla niej dość dobry. Ciekawe co powiedziałaby dzisiaj. Ile by dała, żeby z nim być... Tak od słowa do słowa przegadaliśmy kilka kolejnych godzin, a w tym czasie zdążyliśmy się trochę poznać. Wydawało mi się, że Liam jest bardzo miły, może aż nadto, przez co zdarza mu się być naiwnym. Jest też zabawny, a przede wszystkim ambitny. Kiedy mówił o swoim zespole słychać było w jego głosie dumę z tego co osiągnął wraz ze swoimi przyjaciółmi. Nie skupialiśmy się jednak na jego karierze. Woleliśmy rozmawiać o nas. O tym jak było i jak chcemy by było.
-I wtedy postanowili się rozwieść. Długo ciągali się po sądach, aż w końcu ojciec wyjechał do Irlandii, a ja zostałam z mamą tutaj- westchnęłam.
-Jesteś z tego zadowolona?- spytał czule.
-Tak... Z nim nie spędzałam zbyt wiele czasu- wzruszyłam ramionami.
Przez chwilę panowała zupełna cisza. Wiatr był coraz silniejszy, a mi było coraz zimniej. Zadarłam głowę, by móc spojrzeć w niebo, które rozbłysło milionem gwiazd.
-Dawno nie było takiego nieba w Londynie- stwierdziłam.
-Teraz jest pięknie...
Nagle poczułam silniejszy powiew chłodnego powietrza. Zatrzęsłam się, a na moich nogach pojawiła się gęsia skórka. Przejechałam dłońmi po ramionach próbując się nieco ogrzać. 
-Och! Zimno ci?- chłopak zajrzał mi w oczy.
Nie musiałam nawet odpowiadać, a on zdjął błękitną bluzę i nałożył na moje ramiona.
-Teraz powinno być lepiej- uśmiechnął się.
W podzięce wykonałam ten sam gest, a potem oparłam głowę na jego ramieniu.

***

     -Słońce, co powiesz na to, żeby ze mną trochę pomalować?- [I.C] klasnęła w dłonie.
Wstała z kanapy, złapała mnie za ręce i siłą z niej ściągnęła. 
-Pokażę ci moją pracownię. Jeszcze cię tam nie było, a jest naprawdę wspaniała!- zachwyciłam się.
Mogła godzinami gadać o wytworach swojej wyobraźni potocznie nazywanych sztuką. Po chwili znalazłam się w dużym pomieszczeniu z białymi ścianami gdzieniegdzie pobrudzonymi farbami. Na środku stało kilka sztalug, a na podłodze leżały puste lub zapełnione płótna. W rogu stał ogromny, drewniany regał na którym stały puszki farb, te w tubkach i palety,  a w kubeczkach różne pędzle. I chociaż nie podobały mi się jej rysunki rozwieszone w całym domu, to pomieszczenie naprawdę mi zaimponowało. 
-To co? Pobawisz się troszkę!- podała mi przybrudzony fartuszek i kazała wybrać pędzle i kolory, których chcę użyć. 
Na dwóch sztalugach ułożyła dwa czyste płótna.
-Ty też malujesz?- zapytałam.
Nie doczekałam odpowiedzi, bo obie usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Kobieta stojąca przede mną spojrzała na zegarek, który zawsze nosi na ręce.
-Punktualnie!- puściła mi oczko i pobiegła do drzwi.
Stałam tam zachodząc w głowę cóż ona mogła wymyślić. Spodziewałam się wszystkiego, ale nie, że ujrzę w progu...
-Liam?!- byłam zupełnie zaskoczona jego obecnością, zresztą nie po raz pierwszy.
-[T.I]!- zareagował podobnie.- Cześć- podszedł bliżej i lekko mnie objął.
-Co ty tu robisz?- zapytałam uśmiechnięta.
-Ostatnimi czasy trochę mi się nudziło, a twoja ciocia zgodziła się udostępnić mi swój sprzęt. Nie wiedziałem, że tu będziesz- tłumaczył. 
-Ja też nie... No, ale ubieraj się w fartuszek- podałam mu cienki materiał.
-Ja mam to założyć?- roześmiał się.- I co dalej?- zawiązał ostatni sznurek. 
-Farby...- zaczęłam grzebać w szafce.
Podałam mu kilka tubek. 
-I bierzemy się do roboty!- rozkazałam i umoczyłam pędzel w żółtej farbce.
-Co malujesz?- zapytał Liam zaglądając przez moje ramię.
-Na razie słoneczko, a ty?
-Planuję morze, ale...- kątem oka zauważyłam, że się uśmiecha. 
Rozmowa mijała nam na wymianie swoich poglądów o kolorach i innych połączeniach z naszej twórczości, co ograniczało się do rysunków szkolnych. 
-Śmiesznie tak wyglądasz- rzucił nagle.
-Jak?- przeniosłam wzrok na jego osobę.
-O tak...- wystawił język udając skupienie, a widząc moją minę zaśmiał się głośno.
-Nie daruję ci tego!- pisnęłam.
Wsadziłam pędzel w jakąkolwiek farbę i machnęłam nim w stronę Payne'a. Na jego ramieniu pojawiła się wielka, jasnozielona plama. Zaśmiałam się krótko i zaraz zasłoniłam usta dłonią.
-[T.I]!- krzyknął rozbawiony.- Jak mogłaś?- i po chwili moje spodnie były w części czerwone. 
Liam zaczął przede mną uciekać, lecz na niewiele mu się to zdało. Sekundę później jego włosy i prawy policzek były niebieskie, a na moich plecach powstał wielki, pomarańczowy kleks. 
-Złapiesz mnie?- odwrócił się przodem do mnie, a ja biegiem ruszyłam w jego stronę. Po drodze nie zwróciłam uwagi na jednolitą kałużę gęstej farby. Poślizgnęłam się i wpadłam na Liam'a, który runął na ziemię. Jak się okazało, on wcale nie był zły. Wręcz przeciwnie. Uśmiechnął się i złapał mnie za biodra. 
-Wiesz, że wcale nie umiem malować?- spytał.
-Jak to?
-Wszystko było ustawione, żebym znów mógł się spotkać- uśmiechnął się pewnie, lecz jego policzki lekko się zaróżowiły. 
Wtedy zrozumiałam co oznaczał każdy głupi uśmieszek mojej ciotki.
-Przebiegłe lisy- szepnęłam i nachyliłam się, bym mogła go pocałować.
Chłopak bez sprzeciwu oddał pocałunek. Oderwał się ode mnie i spojrzał w górę.
-Co namalowałaś?- popatrzył na moje dzieło.
Obróciłam się i położyłam obok Liam'a. Zielona trawka i niewielki budynek z czerwonym dachem i fioletowym kominem. Całość wyglądała jak rysunek czterolatka. 
-Nasz dom- stwierdziłam z dumą.
-Ale taki krzywy?- zarechotał.
-Ej!- podniosłam się, by chwycić kolejną porcję farbki i cisnąć nią w stronę Liam'a, a już po chwili na nowo się ganialiśmy po całym pokoju.
Nasze wspólne życie zaczęło się kolorowo... I oby nie znikło prędko jak tęcza, gdy zajdzie słońce. Chcę, żeby nasze kolory trwały nawet w najciemniejszych chwilach, żebyśmy się nie pogubili i nie zszarzali. I wypełniali puste przestrzenie w nas, jak wypełniamy płótno pociągnięciami pędzla. Niech nasze życie będzie najpiękniejszym obrazem.

"Panoramę życia tworzą wszyscy. Barw jej przydają niektórzy"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Była mała przerwa, ale wreszcie "spięłam dupę" i coś jest. Nie miałam ani czasu, ani ochoty. W nowy rok wparowałam jako wielki bałagan i kłębek nerwów. Dużo problemów, a brak postów na blogu był dla mnie jednym z mniejszych. Postaram się dodawać już systematycznie jak wcześniej, ale rozumiecie :) Życzcie mi powodzenia! Trzymajcie się!
Cytat: Henryk Haufa




środa, 7 stycznia 2015

Zayn

     -[T.I]!- usłyszałam krzyk mojej przyjaciółki.
-Co?- odwróciłam głowę i spojrzałam na [I.P].
Dziewczyna stała przede mną trzymając fioletową tunikę w prawej ręce i czarną koszulkę na ramiączkach w lewej.
-Którą mam założyć?- wydawała się być zdruzgotana.
-Załóż czarną- poradziłam jej.
-Na pewno? 
-Tak, tak- siadłam plecami do niej.
-Ty mnie słuchasz?!- wtedy była strasznie irytująca.
-Co tam się dzieje?- wskazałam na drzwi tym samym zmieniając temat.
Z zewnątrz dochodziły jakieś dziwne szmery, a czasem nawet piski.
-Och! Nie mam pojęcia!- wywróciła oczami.
-Chodź ze mną- ścisnęłam jej rękę i pociągnęłam ją w stronę wyjśc
ia.
Otworzyłyśmy je i wychyliłyśmy głowy, by zobaczyć co dzieje się na korytarzu hotelu w którym miałyśmy spędzić najbliższą noc. Przed nami stało kilkanaście młodych dziewczyn. W skarpetkach opuściłyśmy pokój.
-Na co wy czekacie?- poklepałam po ramieniu jedną z nich.
Gdy spojrzała na mnie, dostrzegłam jej załzawione oczy. Miała rumiane policzki i naprawdę prawie płakała. O co tutaj chodzi?
-Jak to?! To ty nie wiesz?- nienawidziłam takich odpowiedzi.
Oczekiwano ode mnie wiedzy na temat o którym nie miałam zielonego pojęcia.
-Gdzie mieszkacie?- zagadnęła mnie kolejna.
-Tutaj, obok- odparłam obojętnie.
-Ale jak? Przecież to piętro jest zamknięte- odezwała się niższa ode mnie o prawie połowę szatynka.
-Zamknięte? Niemożliwe!- [I.P] machnęła ręką.- Ale powiedzcie w końcu po co tu stoicie?- dokończyła.
-W pokojach z numerami 307 i 308 mieszkają chłopcy z One Direction!- poinformowała nas nastolatka w okularach, która po chwili zaczęła podskakiwać z kilkoma innymi koleżankami.
-Co?!- reakcja moja i mojej przyjaciółki była identyczna.
-One Direction za tymi drzwiami?! Przepuśćcie mnie!- zaczęłam przepychać się między dziewczynami.
Poczułam jak ktoś zaciska dłoń na moim nadgarstku. Okazało się, że to [I.P] mnie trzymała, a potem siłą zaciągnęła do naszego pokoju.
-Co ty wyprawiasz?!- nie ukrywałam swojej złości, gdy już byłyśmy same.
-Nie będziesz tam stała jak ta banda idiotek- położyła ręce na biodrach.
-Dziewczyno! Ty sobie zdajesz sprawę z tego, że za ścianą mieszkają nasi idole? Jako jedyne dostałyśmy to piętro! Taka szansa, a ty chcesz ją zmarnować?- złapałam ją za ramiona i lekko nią
potrząsnęłam.
-Daj spokój! I tak by ci nie otworzyli!- mruknęłam niezadowolona.
-Zabiłaś moje marzenia- rzuciłam się na łóżko udając, że płaczę.
-Nie przesadzaj [T.I]- uderzyła mnie miękką poduszką.- Ubieraj się i idziemy, bo za dwie godziny koncert- posłała mi słodki uśmiech, którym przekonała mnie do działania.

***

     -O mój Boże! A widziałaś to jak Louis gonił Hazzę po całej scenie?- [I.P] wybuchła śmiechem zdając relację z najcudowniejszego występu na jakim kiedykolwiek byłam.
-Oczywiście! A to jak Liam zmienił słowa?- zaśmiała się przypominając sobie ten "sprośny" żarcik w jego wykonaniu.- I moment w którym Zayn zatrzymał się przy mnie i uśmiechnął się? Magiczne!- byłam zachwycona.
-A Niall przy Little Things? Och, marzenie!- była nim oczarowana.
-To było przesłodkie! [I.P] mam pomysł!- złapałam ją za dłoń.
Spojrzała na mnie ze zdziwieniem. Znała mnie i wiedziała, że to nie będzie coś co jej się spodoba.
-Chodźmy do nich po autografy!- posłałam jej przebiegły uśmieszek.
-Nie, nie i nie!- protestowała.
-Oj [I.P]! Pierwszy i ostatni raz masz taką okazję. Jesteśmy tak blisko, nie daj się prosić...
Wywróciła oczami.
-No dobra- zaśmiała się.
Pobiegłyśmy ulicą w stronę hotelu. Na szczęście droga nie była długa, ani męcząca. Powoli weszłyśmy do budynku przez obrotowe drzwi.
-To co? Plan jest taki: najpierw idziemy do siebie, a potem do chłopaków?- moja przyjaciółka po raz kolejny zadała mi to samo pytanie bojąc się jakiegokolwiek wstydu. 
Zresztą ja też się bałam.
-Właśnie tak- mimo to byłam już znudzona ciągłymi pytaniami.
Minęłyśmy recepcjonistkę i wsiadłyśmy do windy. Dopiero potem wybuchłyśmy panicznym śmiechem. Myśl, że za chwilę poznamy pięciu nieziemsko przystojnych i utalentowanych chłopców nie pozwalała nam zachowywać się... Normalnie. Na ostatnim piętrze opuściłyśmy windę i wyszłyśmy na korytarz. To co tam zobaczyłyśmy całkowicie wybiło ans z rytmu. Stanęłyśmy jak sparaliżowane, gdy dotarło do nas, że dziesięć metrów dalej stoi Liam, Harry, Niall, Zayn i Louis. Odwrócili głowy, by spojrzeć na nas jak na wariatki. Cały nasz plan wyleciał nam z głowy i właściwie chyba w ogóle nie myślałyśmy. Chłopak z lokami na głowie uśmiechnął się krzywo, uniósł rękę i pomachał nam. Reszta zrobiła to samo chwilę później. Uśmiechnęłyśmy się tak samo niepewnie, machnęłyśmy i ledwo trzymając się na nogach podeszłyśmy do odpowiednich drzwi. 
-Nie wiem gdzie mam klucz- szepnęła [I.P] szperając w swojej małej torebeczce zawieszonej na ramieniu.
-Jak to nie wiesz?- zdenerwowałam się.
-Po prostu! Nie mam, wyparował!- zaczęła sprawdzać w kieszeniach spodni.
-Ja mam przypomniałam sobie- moja rówieśniczka głośno odetchnęła, a następnie rzuciła mi mordercze spojrzenie.
Puściłam koleżankę przodem, a sama zerknęłam na miejsce gdzie jeszcze ni tak dawno stali chłopcy. Niestety zdążyli się już pochować po pokojach.
-Wyobrażasz sobie jaka musiałam być czerwona? Jaki wstyd- [I.P] siadła w fotelu i zasłoniła twarz poduszką.
-A ja? Pomachali mi- siadłam obok niej.
-Nam- prędko mnie poprawiła. 
Uspokoiłyśmy się trochę i kontynuowałyśmy relacjonowanie minionego dnia dopóki nie przerwało nam pukanie do drzwi. Wstałam i poszłam przywitać naszego niespodziewanego gościa. Osoba, która stała w progu sprawiła, że moje serce mocniej zabiło. Mulat o ciemnych oczach stał oparty plecami o futrynę. Patrzył na mnie z dziwnym uśmiechem na twarzy.
-Hej. Jestem Zayn- wyciągnął dłoń, którą strachliwie uścisnęłam wypowiadając swoje imię.- Słuchaj...To piętro miało być zamknięte dla innych gości. Jak się tu dostałyście?- zapytał.
Zmieszało mnie to trochę. Język mi się plątał, a ja miałam wrażenie, że jest na mnie zły, że nie pasuje mu moja obecność.
-Zarezerwowałyśmy pokój kilka miesięcy temu. Dziwne, że was nie poinformowali- uniosłam lekko kąciki ust.
Chciałam sprawić wrażenie normalnej dziewczyny i chyba jak na razie mi to wychodziło. 
-Racja... Dziwne... Ty byłaś na naszym koncercie, prawda?- puścił mi oczko, a ja poczułam jak pieką mnie policzki.
-Tak...- zauważył mnie!
-Miejsce w pierwszym rzędzie.
-Fajnie, że pamiętasz- odparłam zgodnie z prawdą.
-Ciężko było cię nie zauważyć- na jego twarzy pojawił się jeszcze większy uśmiech niż poprzednio, ale teraz to chyba on był speszony, chociaż miałam nogi jak z waty i modliłam się, żeby nie zemdleć. 
-Zaprosiłbym cię do siebie, ale dzielę pokój z Horan'em. Nie chcesz go widzieć w nocy- zaśmiał się w głos co nieco rozluźniło atmosferę.
-Moglibyśmy wejść do mnie, ale [I.P] pewnie by się stresowała- odpowiedziałam mu tym samym, chociaż nie byłam do końca pewna, czy to jest prawda.
Chyba chciałam go zatrzymać tylko dla siebie.
-Więc... Chodźmy na korytarz- wyciągnął rękę w moją stronę.
-Poczekaj... [I.P]!- krzyknęłam.
-Słucham- otrzymałam odpowiedź.
-Wychodzę z Zayn'em- oznajmiłam.
-Dobra- jej obojętność była przekomiczna. 
-Nie wierzysz?- zapytałam podpuszczając ją.- Zaraz tu przyjdzie- szepnęłam do Malik'a.
I rzeczywiście, nie minęła nawet minuta, a [I.P] stała obok mnie z otwartymi ustami. Chłopak uśmiechnął się i powiedział ciche "Cześć".
-Miłej zabawy- powiedziała blondynka i wycofała się z powrotem na kanapę.
Oboje zachichotaliśmy i wyszliśmy na korytarz. Poprosił, żebym poczekała, a sam zniknął za drzwiami pokoju i po chwili wrócił do mnie z dwiema poduszkami, taką samą ilością kieliszków i butelką czerwonego wina.
-Na szybko, ale mam nadzieję, że będziesz to dobrze wspominać- położył na podłodze poduszki.- Siadaj- podał mi kieliszek.
Zrobiłam tak jak powiedział. Otworzył wino i rozlał po równo.
-Za naszą znajomość- uniósł cienki kryształ w górę.
Stuknęliśmy się okazyjnie i upiliśmy po małym łyczku.
-Skąd jesteś [T.I]?- zapytał.
-Mieszkam prawie dwieście kilometrów od Londynu- odpowiedziałam.
-A więc będziemy rzadko się widywać- powiedział smutno, ale pewnie.
-A w ogóle będziemy?- zdziwiłam się i dopiero po chwili uświadomiłam sobie jak głupie to było.
-Mam nadzieję- uśmiechnął się do mnie.- Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo.
-Nie mam zamiaru- pokiwałam głową odpowiadając tym samym.
Zadziwiało mnie to, że jest całkiem inny niż w gazetach, niż w telewizji, czy na scenie w świetle reflektorów. Jest zwyczajny. Z wyglądu i z charakteru, jest osobą, na którą nikt nie zwróciłby uwagi na ulicy, gdyby nie to co posiadał w środku. Gdyby nie głos... No i kampanie reklamowe. Poza tym jego wnętrze uczuciowe jest tak samo cudowne jak zawsze mi się wydawało. Przekonałam się o tym już kilka minut później, kiedy rozmawiałam z Zayn'em tak jakbyśmy znali się od dziecka. Pasował nam każdy temat. Dosłownie każdy. Wymieniliśmy nawet kilka zdań dotyczących wykładziny na hotelowej podłodze. Było to zupełnie bez sensu, ale nam bardzo potrzebne. Do czego? Sama nie wiem. Po prostu czuliśmy się dobrze w swoim towarzystwie. Muszę przyznać, że bardzo pasowała mi strona, której nie ujawniają media. Mieliśmy wiele wspólnych cech. Jedną z nich było to, że oboje nie przejmujemy się tym co mówią i myślą o nas inni. Dlatego też śmialiśmy się bardzo głośno nie przejmując się tym, że ktoś nie będzie mógł zasnąć. Nagle Zayn spoważniał. Obrócił się do mnie przodem i zajrzał głęboko w oczy, jak jeszcze nikt... I to podnosiło mi poziom adrenaliny. Odstawił kieliszek na bok i to samo zrobił z moim. Przybliżył się i delikatnie mnie pocałował. Ujęłam w dłonie jego twarz poddając się chwilowej rozkoszy, lecz zaraz po tym się odsunęłam.
-Wiesz, że jutro cię tu nie będzie?- spytałam cichutko. 
-To nic... Myśl o tym co dzieje się teraz- i znów mnie pocałował. 

"Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. 
One przyjdą same"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nic się ze mną nie dzieję, żyję i wszystko jest okej! :) Znów wybyłam za granicę i przez całą przerwę świąteczną nie miałam dostępu do czegokolwiek z polskimi znakami, ani do żadnych zdjęć. Miał pojawić się świąteczny imagin, ale z powyżej opisanych problemów niestety go nie ma. Dlatego też nie mogłam życzyć wam wesołych świąt i udanego sylwestra, ale mam nadzieję, że właśnie takie te dni były. A teraz tylko spełnionych postanowień noworocznych i jeszcze raz przepraszam <3 Trzymajcie się!
Cytat: Phil Bosmans.