Louis
Czym jest szczęście? Czy ktoś potrafi odpowiedzieć na to pytanie? Chyba nie, bo przecież każdy potrzebuje czegoś innego. Dla jednych szczęście to góra forsy, dla drugich rozwijanie swoich pasji. Niektórzy osiągnęliby je mając swój własny kąt. Ciepłe, przytulne mieszkanie. Czasem do spełnienia się ludziom potrzeba wolności. A ja? Ja wiedziałam czym jest szczęście. Śmiało mogłam powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Leżąc tutaj, ma zielonej trawie. Patrząc w błękitne niebo po którym płynęły niewielkie, śnieżnobiałe obłoczki. Czując na sobie promienie letniego słońca i czując jego obecność. Słysząc jego spokojny oddech.
-Kochanie- z zamyślenia wyrwał mnie jego melodyjny głos.
-Co z twoją...- zaczął cichutko.
Wywróciłam teatralnie oczami. Jednak trochę popsuł mi tym humor.
-Zostawiła mi kartkę, że wróci późno. Dzisiaj mamy dla siebie dużo czasu- zapewniłam i pocałowałam mojego chłopaka.
-Kocham cię, wiesz?- oddał pocałunek uśmiechając się.
-Też cię kocham Louis- szepnęłam.
-[T.I]... Mam ten scyzoryk- sięgnął do kieszeni.- Chodź- wstał i złapał mnie za rękę.
Podeszliśmy do wielkiego dębu rosnącego nieopodal. Nie wiem ile miało lat. Pamiętam to miejsce od dziecka.
-To co? Tak jak planowaliśmy?- zabawnie poruszył brwiami.
Zaśmiałam się cicho i pokiwałam głową, choć odrobinę się tego bałam. Nie byłam przyzwyczajona do takich rzeczy. Siadłam opierając się plecami o pień drzewa, a Louis zaczął swoje dzieło.
-Skończyłem- posłał mi czarujący uśmiech.
Zadowolona podniosłam się. Dokładnie obejrzałam co przed chwilą zrobił mój chłopak. Jak się okazało wydrapał w korze drzewa pierwsze litery naszych imion, a pomiędzy nimi znak dodawania. Wszystko otoczył serduszkiem. Wydawało mi się to tak cholernie romantyczne.
-Następna część?- cmoknął mnie w policzek.
-Tylko szybko- wyciągnęłam dłoń przed siebie przełykając głośno ślinę.
Louis ku mojemu zdziwieniu złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Zajrzał mi głęboko w oczy, a potem złączył nasze usta w słodkim pocałunku. Nagle poczułam lekki ból w lewej ręce. Piekło. Lou przejechał scyzorykiem także po swojej dłoni. Uśmiechnął się zachęcając mnie do dalszego działania. Po jego ręce płynęła stróżka krwi. Było jej znacznie więcej niż w moim przypadku. Wzdrygnęłam się, ale spletliśmy palce, by moja krew połączyła się z krwią mojego ukochanego. Potem oparliśmy je na pniu drzewa, gdzie pojawiły się ledwo widoczne, czerwone ślady.
-Kocham cię i będę kochał do końca życia. A nawet dłużej- powiedział przytulając mnie.
-Obiecujesz?- spytałam zadzierając głowę do góry.
-Tu masz dowód.
-Kocham cię Louis- wtuliłam się w nastolatka.
Niedługo potem znów leżeliśmy w pachnącej trawie na polanie skąpanej w słońcu. W tym momencie nie zastanawiałam się nad tym co będzie. Jak dalej wszystko się potoczy. Żyłam chwilą. Żyłam jego obecnością. Jego zapachem i jego uczuciem.
-Już niedługo stąd uciekniemy- powiedział cicho.
Te słowa nieco mnie zdziwiły, ale również sprawiły, że w moim brzuchu pojawiło się stado motylków.
-Uciekniemy?- spytałam.
Lou z błyskiem w oku pokiwał głową.
-Za rok będę mógł być twoim prawnym opiekunem. Zabiorę cię stąd- nachylił się nade mną i złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
-Nie warto poczekać?- mruknęłam odwzajemniając gest.
Louis nie zdążył mi odpowiedzieć. Oboje usłyszeliśmy znajomy głos. Mimo to nie oderwałam się od bruneta. Jeszcze mocniej się do niego przytuliłam.
-[T.I]!- poczułam silne szarpnięcie pod którego wpływem Louis wypuścił mnie ze swoich objęć.
-Puść mnie!-krzyknęłam wyrywając rękę.
Spojrzałam w górę. Nade mną stała wysoka kobieta o farbowanych, blond włosach. Jak zwykle patrzyła na mnie z taką samą, groźną miną.
-Niech ją pani zostawi!- krzyknął Louis, kiedy moja mama podniosła mnie do góry.
-O nie młoda damo! Nie będziesz nigdy więcej spotykać się z tym...- spojrzała z pogardą na mojego chłopaka.
-O co pani znowu chodzi?- Louis wstał i objął mnie w pasie.
-Nie dotykaj jej Tomlinson!- odciągnęła mnie od niego.- Wracasz ze mną do domu!- ciągnęła mnie w drugą stronę.
-Kocham cię!- usłyszałam jego zduszony krzyk.
-Ja ciebie też!- zrobiłam to samo.- Miałaś być w pracy do wieczora- krzyknęłam, gdy wsiadłyśmy do jej samochodu.
-Odwołali spotkanie. Z resztą wiedziałam, że nie można cię samej zostawić- pokiwała głową z niedowierzaniem.
-Nie zabronisz mi się z nim spotykać!- protestowałam.
-Właśnie to robię.
-Nie rozdzielisz nas- pozostawałam przy swoim.
-To się jeszcze okaże- uśmiechnęła się przebiegle.
Pewnie tak jak zwykle dostanę szlaban na wychodzenie z domu, albo zabierze mi komórkę. Nie wiedziałam jeszcze jak bardzo się mylę. Resztę drogi do domu przebyłyśmy w zupełnym milczeniu.
-A teraz marsz na górę. Potem sobie porozmawiamy- powiedziała, gdy zatrzymała się na podjeździe.
Bez słowa otworzyłam drzwiczki i pobiegłam do domu. Potykając się na schodach wreszcie dostałam się do swojej sypialni. Od razu wskoczyłam na parapet i wyjrzałam przez okno. Spodziewałam się zobaczyć Louis'a, jednak nikogo tam nie było. Z rezygnacją spuściłam głowę.
-[T.I] pakuj się- do pokoju weszła moja mama.
-Co?!
-Wyprowadzamy się- rzuciła chłodno.
-Co?! Jak?! Nie wolno ci! Nie możesz!- podbiegłam do niej.- Proszę! Nie rób mi tego!- mówiłam ze łzami w oczach.
-Nic nie zmienisz. Jutro wieczorem wyjeżdżam bardzo daleko stąd. A do tego czasu nie wolno ci wyjść z mieszkania- zaśmiała się cicho.
Nic nie opisze tego jak się wtedy czułam. Byłam pewna, że moje życie legło w gruzach. Bezsilna rzuciłam się na łóżko ukrywając przed światem moje gorzkie łzy.
***
Wtedy po raz ostatni widziałam Louis'a. Mając piętnaście lat straciłam to co było dla mnie najważniejsze. Myślałam wtedy, że nie będę w stanie normalnie funkcjonować i rzeczywiście na początku tak było. Płakałam przez wiele tygodni, ale potem wielkie rany w moim sercu zaczęły się zrastać. Powoli wracałam do życia. Z początku chciałam zapomnieć, ale wkrótce okazało się, że to niemożliwe. Bo jak można zapomnieć o osobie, która pojawia się w każdej gazecie i na każdym kanale telewizyjnym. Spełnił swoje marzenia i jego piosenki lecą w radiu. Odkąd pamiętam niczego innego w życiu nie chciał. Chciał tylko śpiewać. Z biegiem czasu po prostu pogodziłam się, że to co było już nigdy do mnie nie wróci. Za wszelką cenę unikałam jakichkolwiek rozmów o One Direction, ale nawet gdybym całkowicie się od tego odcięła, będzie jedna rzec, która mi o nim przypomni. Dziś, kiedy mam już ponad dwadzieścia lat zdałam sobie sprawę z tego, że nawet nie wiem jak on teraz wygląda. Szczerze mówiąc... Nie chciałam wiedzieć.
-[T.I]! Idziesz ze mną?- usłyszałam głos mojej mamy dobiegający z kuchni.
-Gdzie?- spytałam.
-Do pani Anne. Podobno ma dzisiaj przyjechać jej bratanek- poinformowała.
-Pewnie jakiś głupi nastolatek- burknęłam.
-Ty też kiedyś byłaś nastolatką. A z tego co wiem to jest starszy od ciebie- oznajmiła.
Czasem denerwowało mnie to, że przypominała z taką łatwością o czasie, który był dla nas najgorszy.
-Starszy, powiadasz?- wyłączyłam telewizor, zwlokłam się z kanapy i podreptałam do kuchni.
Moja mama jak zwykle siedziała w okularach i czytała jakieś tanie romansidło.
-Miałyśmy iść na zakupy- powiedziałam próbując wybić jej z głowy ten pomysł, który wcale mi się nie podobał.- Przecież za dwa dni wracam na uczelnię- tłumaczyłam się.
Ona jednak była nieugięta. Ani trochę się nie zmieniła, chociaż trochę jakby złagodniała.
-To tylko jeden wieczór- spojrzała na mnie z miłością.
-Mamo...
-Kochanie, proszę. To dla mnie naprawdę bardzo ważne- złapała mnie za rękę.
-Och, no dobrze- kawa z koleżanką to naprawdę ważna sprawa.
-Świetnie!- zamknęła książkę i zdjęła okulary.
-To ja idę się przebrać- poszłam na górę.
Niedługo potem stałam przed lustrem ubrana w zwiewną, jasnożółtą sukienkę na ramiączkach. Sięgała przed kolano.
-Idziesz?- usłyszałam swoją mamę.
Nałożyłam balerinki o chwilę później wyszłyśmy z domu. Po kilku minutach doszliśmy do niedużego domku. Drzwi otworzyła nam niska, trochę starsza niż moja mama kobieta. Z uśmiechem zaprosiła nas do środka. Po chwili we trzy siedziałyśmy przy drewnianym stole w jej ogrodzie. Rozglądałam się dookoła siedząc w wiklinowym krześle. Zapach kawy i kwiatów rosnących wokół sprawił, że poczułam się jak w rodzinnym domu za czasów kiedy byłam nastolatką. Nie przysłuchując się rozmowie mojej mamy z jej koleżanką ułożyłam się wygodnie i wystawiłam twarz do słońca. Było mi przyjemnie. W końcu to moje okolice.
-Wysłałam do do sklepu po truskawki- usłyszałam głos pani Anne.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na nią. Trzymała w rękach kubek parującej kawy. Przede mną stał taki sam. Wzięłam go do ręki i upiłam niewielką ilość napoju.
-Pomyślałam, że skoro mamy taki ciepły dzień to przygotuję dla was moje ulubione lody- spojrzała na mnie i posłała mi miły uśmiech.
Odpowiedziałam jej tym samym gestem.
-Ciociu! usłyszałyśmy jakieś krzyki dochodzące z domu pani Anne.- Wróciłem!
-Już idę- kobieta wstała od stolika.- Pójdę przygotować deser- po chwili zniknęła za szklanymi drzwiami.
-I jak ci się tu podoba?- spytała moja mama.
Wyciągnęłam się na krześle, zamknęłam oczy i odchyliłam głowę w tył.
-Mogłabym tak całymi dniami- powiedziałam wyraźnie zadowolona.
Cichutko nucąc pod nosem ulubioną melodię zaczęłam stukać paznokciami oparcie krzesła.
-Dzień dobry- usłyszałam męski głos.
Uniosłam jedną powiekę, by sprawdzić kto pojawił się w ogrodzie. Bratanek pani Anne. Przystojny brunet średniego wzrostu właśnie witał się z moją mamą. Podszedł do mnie.
-Louis- wyciągnął ku mnie swoją dłoń.
-[T.I]- przedstawiłam się ściskając jego rękę.
Chłopak spojrzał na mnie szaroniebieskimi oczami. Nagle coś mnie tknęło. To imię... To spojrzenie... Znałam je skądś... Ale, nie... To tylko moja wyobraźnia płata mi figle. Odpychając od siebie myśl, która zajęła mój umysł ponownie wystawiłam twarz do słońca. Z tego co słyszałam rozmowa mojej mamy z Louis'em wcale się nie kleiła. Wydawało mi się jakby to ona niechętnie mu odpowiadała. Kilka minut później Louis opuścił ogród.
-[T.I]. [T.I]- szturchnęła mnie mama.
-Co jest?- zapytałam z lekkim wyrzutem.
-Porozmawiaj z nim trochę... Bardzo mu się nudzi- szepnęła.
-Ale ja nie chcę z nim rozmawiać- burknęłam.
-Nie zachowuj się jak obrażone dziecko!
Westchnęłam ciężko, ale nie odpowiedziałam jej. Oderwałam wzrok od swoich butów dopiero, gdy pani Anne wraz ze swoim bratankiem wnieśli szklane pucharki. Louis podał mi deser. Po zapachu domyśliłam się, że są to lody waniliowe. Podane były z czekoladą i przyozdobione słodkimi truskawkami. Nabrałam na łyżeczkę odrobinę i skosztowałam. Lody były przepyszne i podejrzewałam, że znikną w mgnieniu oka.
-Um... Więc- zaczęłam niepewnie.- Louis, czym się zajmujesz?- spytałam wypełniając prośbę mojej mamy.
On zachichotał cicho zasłaniając ręką usta. Zdziwiła mnie jego reakcja, a potem zaczęłam zastanawiać się czy to pytanie było aż tak głupie.
-Nie wiesz?- odpowiedział pytaniem.
Skrzywiłam się. Czy on myślał, że ja wiem o nim wszystko?
-Nie, nie wiem- rzuciłam ostro.
-Przepraszam- spuścił głowę.
-To nieważne- zaczęłam zajadać lodu zupełnie sobie nie zaprzątając nim głowy.
Kiedy wszyscy skończyli jeść chłopak zaoferował drobną pomoc i chciał pozbierać puste pucharki.
-Mogę twój?- podszedł do mnie i wyciągnął dłoń.
To co zobaczyłam kompletnie wybiło mnie z równowagi. Na dłoni Louis'a była widoczna blizna. Tego nie można było pomylić z niczym innym. Mając nogi jak z waty wstałam i jak najszybciej opuściłam posiadłość pani Anne. Biegiem ruszyłam w dobrze znane mi miejsce. Nie byłam tu przeszło od sześciu lat, a mimo to wciąż pamiętałam drogę. Jak zwykle było tu cicho i spokojnie. Tak magicznie. Dopiero teraz uświadomiłam sobie kogo spotkałam. Ten wzrok, ten głos... To nie mogło należeć do nikogo innego. Rzuciłam się na miękką trawę. W moich oczach zaiskrzyły się łzy. Obróciłam się na plecy i spojrzałam w błękitne niebo.
-[T.I]!- usłyszałam krzyk.
Wystraszona zerwałam się na równe nogi. Rozejrzałam się dookoła. Zobaczyłam biegnącego w moją stronę Louis'a.
-Wiedziałem, że cię tu znajdę- uśmiechnął się.
-Niby skąd?- mruknęłam.
Louis bez słowa ścisnął mój nadgarstek. Wiedziałam co chce zobaczyć dlatego rozłożyłam dłoń. To samo zrobił on. Ujrzeliśmy dwie, prawie identyczne blizny po cięciach. Nikt, nigdy nie dowiedział się co one znaczyły.
-Jak się tu znalazłaś? Podobno wtedy stąd wyjechaliście- zaczął.
-Dwa lata temu wyprowadziłam się do Londynu, a mama postanowiła tu wrócić- wytłumaczyłam.- Nigdy nie pomyślałabym, że jeszcze kiedyś cię spotkam.
-Nie poznałaś mnie...
-Nie widziałam cię tyle lat, wiem, jesteś sławny, ale nie widziałam cię ani raz... Nie zobaczyłam ani jednego zdjęcia...
-Chodź- Louis splótł nasze palce i pociągnął mnie za sobą.
Nie miałam już nic do stracenia, nie opierałam się. Kiedy zobaczyłam przed sobą rozłożysty dąb wyswobodziłam się z jego uścisku. Podeszłam do drzewa i drżącymi palcami dotknęłam kory. Serce i nasze inicjały wciąż tam było. Ale obok było coś czego nigdy nie widziałam. Drobny napis "na zawsze". Uniosłam w górę kąciki ust w ogóle nie przejmując się, że po mojej twarzy spływają łzy.
-Byłem tu następnego dnia, by to dopisać. Wydawało mi się to cudowne- poczułam na swoich biodrach ręce Lou.- Wiem, że ty też nigdy o mnie nie zapomniałaś- szepnął mi do ucha.
Odwróciłam się przodem do niego. Otarł mi łzy, a potem nachylił się lekko, by móc mnie pocałować. Chwilę później leżeliśmy w trawie wpatrując się w chmury. Po raz drugi w całym moim życiu zadałam sobie to pytanie. Czym jest szczęście? Dla mnie to oczywiste. Ja wiem, że moje szczęście będzie trwało do samego końca. Bo przecież miłość podpisana krwią to miłość prawdziwa. Na zawsze...
"If your heart was full of love,
Could you give it up?"
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Powiedzmy, że blog był... Zawieszony. Nieważne, musiałam sobie zrobić przerwę, prywatne problemy. Mam nadzieję, że ktoś tutaj jeszcze wpadnie i, że chęć na czytanie oraz komentowanie wam nie przeszła. Potrzebuję motywacji, z góry wielkie dzięki. Co tam u was słychać, przez tyle czasu coś się pozmieniało? :) Trzymajcie się ciepło <3
Cytat: Birdy "Not about Angels"

Super!
OdpowiedzUsuńJejku *.*
OdpowiedzUsuńŚliczny to chyba będzie dość dziwne określenie, ale dla mnie ten imagin był śliczny.
Zakochałam się w Louis'e po prostu ♥
Pozdrowionka i czekam niecierpliwie na następne Twoje dzieło xx
Jejku *.*
OdpowiedzUsuńŚliczny to chyba będzie dość dziwne określenie, ale dla mnie ten imagin był śliczny.
Zakochałam się w Louis'e po prostu ♥
Pozdrowionka i czekam niecierpliwie na następne Twoje dzieło xx
Dziękuję, naprawdę dziękuję :*
UsuńPozdrowionka!
JEJU <3 :) BYŁ CUUUDOWNY! Jeju to to .... w sumie dobra nie będę się powtarzać przeczytaj moją odp na asku bo po prostu nie umiem tego inaczej określić... on był po prostu ZAISTY!I Louis *o*
OdpowiedzUsuńI LOVE YOU
i życzę weny
Tori - ( tak ta z ask'a) i myślę że Van też przeczyta i na bank bd ZACHWYCONA tak jak ja :) jeszcze raz życzę weny <3
Haha pisałaś to milion razy, a ja dziękowałam drugie tyle i zrobię to po raz kolejny xD
UsuńNaprawdę mega dzięki i za komentarze pod każdym postem i za wsparcie, motywację, dziękuję <3
Nie musisz się podpisywać (ta z aska)! Dobrzę Cię kojarzę :*
Genialny boski magiczny super i nie wiem co jeszcze!!!
OdpowiedzUsuńWreszcie cos dodalas! Ten imagin jest boski *-* Kocham cie pisz czesciej!!
OdpowiedzUsuńJak zawsze mega!! <3
OdpowiedzUsuń