środa, 28 stycznia 2015

Liam

     Zatrzymałam się przed jednym z małych, białych domków, których było mnóstwo na tej ulicy. Przez chwilę zastanawiałam się czy dobrze trafiłam. Postanowiłam to sprawdzić i pomimo swoich wątpliwości zapukałam do drzwi. Po chwili otworzył mi przystojny, młody chłopak. Uśmiechał się wesoło. Nie zobaczył jednak tego samego na mojej twarzy. Stałam sztywno patrząc się na niego. Musiałam wyglądać jakbym urwała się z wariatkowa, ale pewnie on był do tego przyzwyczajony. Wiele dziewczyn piszczało, płakało i lub zachowywało się tak jak ja na jego widok. 
-Cześć- przywitał mnie.
Ocknęłam się lekko potrząsając głową.
-Cześć- odpowiedziała.- Czy... Tu mieszka [I.C]?- spytałam.
Chłopak skrzywił się i zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu, a potem pokiwał przecząco głową. 
-[I.C] [N.C]?- zapytał.
-Tak... O nią mi chodzi- powiedziałam.
-Mieszka dwa domy dalej- na jego twarzy znów zagościł uśmiech.- O tam!- wychylił się i wskazał taki sam domek stojący nieopodal. 
-Widocznie pomyliłam adresy- poczułam jak moje policzki robią się czerwone. 
Och, cóż za fatalna pomyłka.
-Nie trudno się tu zgubić... A... Śpieszysz się? Bo...- jego policzki nabrały różowego odcieniu zanim zdążył dokończyć.
-Jestem już spóźniona- skłamałam.- Dziękuję za pomoc- odwróciłam się i ruszyłam przed siebie.
-Do zobaczenia!- usłyszałam za sobą jego aksamitny głos.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Miałam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy i szybko zaczęłam żałować, że nie zgodziłam się przyjąć zaproszenia sławnego Liam'a Payn'a z którym przed chwilą rozmawiałam. Ale przecież nie znałam go dobrze. Chwilę później zapukałam do kolejnych drzwi, tym razem tych właściwych. 
-Jesteś!- pisnęła ciocia i mocno mnie przytuliła.
Siostra mojej mamy niedawno wprowadziła się do nowego mieszkania. Dziś zaprosiła nas na obiad, ale przyszłam tylko ja.
-A gdzie [I.M]? Wchodź kochanie, wchodź- wpuściła mnie do środka. 
-Miała jakieś ważne spotkanie w firmie, nie mogła się urwać-przestąpiłam przez próg.
-Dobrze, że chociaż ty przyszłaś. Mam nadzieję, że jesteś głodna- uśmiechnęła się ciepło i otworzyła piekarnik.
-Jak wilk!
Ślinka mi pociekła, gdy poczułam zapach jedzenia przygotowanego przez moją ciocię. Ta wysoka brunetka to bezdzietna rozwódka w średnik wieku. Doskonała kucharka i średnio utalentowana malarka. Uwielbia rozstawiać sztalugi, wyciągać farby i dać upust emocjom. Miała na to swój sposób. Kiedy coś ją cieszyło malowała w jasnych barwach, a kiedy była smutna używała ciemnych odcieni. Właściwie żaden z tych obrazów nic nie przedstawiał. Grubsze lub cieńsze, ostre lub delikatne kreski, uderzenia pędzlem, plamy mnóstwa kolorów nałożone na siebie. Sztuka... 
-Ciociu...- zagadnęłam ją, gdy siedziałyśmy przy stole. 
-Tak?- oderwała wzrok od talerza.
-Znasz tego młodego chłopaka, który mieszka dwa numery dalej?- chciałam dowiedzieć się czy wie coś o tym nastolatku.
-Przystojniaczek z niego, co?- mrugnęła do mnie.
Wywróciłam oczami, lecz nie mogłam zaprzeczyć temu co powiedziała.
-To jest gwiazda!- poinformowałam ją.
-Na jaką skalę?- zapytała niezbyt przejęta moimi słowami.
-Międzynarodową!- prawie krzyknęłam.
-Spokojnie, coś się wymyśli.
-O czym mówisz?- spojrzałam na nią podejrzliwie, a ona tylko pokręciła głową i wciąż się uśmiechając zmieniła temat.

***

     -Do zobaczenia- cmoknęłam ciotkę w policzek.
-Wpadnij do mnie jeszcze kiedyś- machała mi stojąc w progu.
-Wpadnę, wpadnę- zapewniłam.
Powoli szłam chodnikiem w stronę swojego mieszkania. Rozkoszowałam się ciepłym wieczorem, choć nie przez długą chwilę. Nie minęły nawet dwie minuty, kiedy usłyszałam czyjś krzyk, ale nie taki, którego należałoby się wystraszyć. Ktoś mnie wołał, lecz nie po imieniu. Zdziwiona zatrzymałam się, a potem odwróciłam. Zobaczyłam biegnącego w moją stronę Liam'a.
-Poczekaj!-stanął obok mnie i wesoło się uśmiechnął.- Cześć.
-Cześć- odpowiedziałam mu tym samym.
-Czekam na ciebie już dłuższą chwilę- odetchnął z ulgą.
Miałam zamiar coś powiedzieć, ale chyba byłam na to zbyt zszokowana.
-Miałem nadzieję, że posiedzisz ze mną- speszył się trochę, ale nie odwrócił wzroku.
-Teraz nie mogę odmówić- zachichotałam.
-Jestem Liam- podał mi rękę.
Uścisnęłam ją i wypowiedziałam swoje imię. Siedliśmy na schodach przed drzwiami prowadzącymi do jego mieszkania. Liam podał mi szklankę z wiśniowym sokiem, która stała na stoliku na werandzie. Odpędzałam od siebie myśli, że rozmawiam ze sławnym piosenkarzem. 
-Nie mogę uwierzyć, że chciało ci się na mnie czekać- pokiwałam głową z niedowierzaniem.
-Uwierz mi, było warto- ukazał rząd białych zębów, niezwykle mnie tym zawstydzając.
Zarumieniłam się i spuściłam głowę.
-Widzę, że ci smakuje- powiedział jakby nigdy nic.
Zauważyłam, że szklanka, którą trzymałam w dłoniach jest praktycznie pusta. Chyba wypiłam to z nerwów i wstydu, ale... Rzeczywiście mi smakowało, więc pokiwałam twierdząco głową.
-Moja babcia je robi- zaśmiał się.
-Moja też- wywróciłam oczami.- Mam w domu pełno słoików. 
-Pamiętam jak byłem mały... Wszedłem do spiżarni i przez przypadek zrzuciłem półkę! Byłem cały w kompotach i dżemach- zaczął się głośno śmiać, a ja poszłam w jego ślady.
I tak zaczęła się nasza rozmowa o... Wszystkim. Opowiadaliśmy sobie zabawne historie z dzieciństwa. Potem czasy kiedy wchodziliśmy w okres młodzieńczy, pierwsze przewinienia, jakieś objawy buntu. Opowiedział mi nawet o pięknej dziewczynie w której się zakochał mając piętnaście lat. Nie za bardzo wiedział jak się zabrać do wyznania uczuć, dlatego napisał o niej piosenkę. Gdy nastolatka ją usłyszała, zgodziła się na jego prośbę, a już następnego dnia odprawiła go z kwitkiem tłumacząc, że nie jest dla niej dość dobry. Ciekawe co powiedziałaby dzisiaj. Ile by dała, żeby z nim być... Tak od słowa do słowa przegadaliśmy kilka kolejnych godzin, a w tym czasie zdążyliśmy się trochę poznać. Wydawało mi się, że Liam jest bardzo miły, może aż nadto, przez co zdarza mu się być naiwnym. Jest też zabawny, a przede wszystkim ambitny. Kiedy mówił o swoim zespole słychać było w jego głosie dumę z tego co osiągnął wraz ze swoimi przyjaciółmi. Nie skupialiśmy się jednak na jego karierze. Woleliśmy rozmawiać o nas. O tym jak było i jak chcemy by było.
-I wtedy postanowili się rozwieść. Długo ciągali się po sądach, aż w końcu ojciec wyjechał do Irlandii, a ja zostałam z mamą tutaj- westchnęłam.
-Jesteś z tego zadowolona?- spytał czule.
-Tak... Z nim nie spędzałam zbyt wiele czasu- wzruszyłam ramionami.
Przez chwilę panowała zupełna cisza. Wiatr był coraz silniejszy, a mi było coraz zimniej. Zadarłam głowę, by móc spojrzeć w niebo, które rozbłysło milionem gwiazd.
-Dawno nie było takiego nieba w Londynie- stwierdziłam.
-Teraz jest pięknie...
Nagle poczułam silniejszy powiew chłodnego powietrza. Zatrzęsłam się, a na moich nogach pojawiła się gęsia skórka. Przejechałam dłońmi po ramionach próbując się nieco ogrzać. 
-Och! Zimno ci?- chłopak zajrzał mi w oczy.
Nie musiałam nawet odpowiadać, a on zdjął błękitną bluzę i nałożył na moje ramiona.
-Teraz powinno być lepiej- uśmiechnął się.
W podzięce wykonałam ten sam gest, a potem oparłam głowę na jego ramieniu.

***

     -Słońce, co powiesz na to, żeby ze mną trochę pomalować?- [I.C] klasnęła w dłonie.
Wstała z kanapy, złapała mnie za ręce i siłą z niej ściągnęła. 
-Pokażę ci moją pracownię. Jeszcze cię tam nie było, a jest naprawdę wspaniała!- zachwyciłam się.
Mogła godzinami gadać o wytworach swojej wyobraźni potocznie nazywanych sztuką. Po chwili znalazłam się w dużym pomieszczeniu z białymi ścianami gdzieniegdzie pobrudzonymi farbami. Na środku stało kilka sztalug, a na podłodze leżały puste lub zapełnione płótna. W rogu stał ogromny, drewniany regał na którym stały puszki farb, te w tubkach i palety,  a w kubeczkach różne pędzle. I chociaż nie podobały mi się jej rysunki rozwieszone w całym domu, to pomieszczenie naprawdę mi zaimponowało. 
-To co? Pobawisz się troszkę!- podała mi przybrudzony fartuszek i kazała wybrać pędzle i kolory, których chcę użyć. 
Na dwóch sztalugach ułożyła dwa czyste płótna.
-Ty też malujesz?- zapytałam.
Nie doczekałam odpowiedzi, bo obie usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Kobieta stojąca przede mną spojrzała na zegarek, który zawsze nosi na ręce.
-Punktualnie!- puściła mi oczko i pobiegła do drzwi.
Stałam tam zachodząc w głowę cóż ona mogła wymyślić. Spodziewałam się wszystkiego, ale nie, że ujrzę w progu...
-Liam?!- byłam zupełnie zaskoczona jego obecnością, zresztą nie po raz pierwszy.
-[T.I]!- zareagował podobnie.- Cześć- podszedł bliżej i lekko mnie objął.
-Co ty tu robisz?- zapytałam uśmiechnięta.
-Ostatnimi czasy trochę mi się nudziło, a twoja ciocia zgodziła się udostępnić mi swój sprzęt. Nie wiedziałem, że tu będziesz- tłumaczył. 
-Ja też nie... No, ale ubieraj się w fartuszek- podałam mu cienki materiał.
-Ja mam to założyć?- roześmiał się.- I co dalej?- zawiązał ostatni sznurek. 
-Farby...- zaczęłam grzebać w szafce.
Podałam mu kilka tubek. 
-I bierzemy się do roboty!- rozkazałam i umoczyłam pędzel w żółtej farbce.
-Co malujesz?- zapytał Liam zaglądając przez moje ramię.
-Na razie słoneczko, a ty?
-Planuję morze, ale...- kątem oka zauważyłam, że się uśmiecha. 
Rozmowa mijała nam na wymianie swoich poglądów o kolorach i innych połączeniach z naszej twórczości, co ograniczało się do rysunków szkolnych. 
-Śmiesznie tak wyglądasz- rzucił nagle.
-Jak?- przeniosłam wzrok na jego osobę.
-O tak...- wystawił język udając skupienie, a widząc moją minę zaśmiał się głośno.
-Nie daruję ci tego!- pisnęłam.
Wsadziłam pędzel w jakąkolwiek farbę i machnęłam nim w stronę Payne'a. Na jego ramieniu pojawiła się wielka, jasnozielona plama. Zaśmiałam się krótko i zaraz zasłoniłam usta dłonią.
-[T.I]!- krzyknął rozbawiony.- Jak mogłaś?- i po chwili moje spodnie były w części czerwone. 
Liam zaczął przede mną uciekać, lecz na niewiele mu się to zdało. Sekundę później jego włosy i prawy policzek były niebieskie, a na moich plecach powstał wielki, pomarańczowy kleks. 
-Złapiesz mnie?- odwrócił się przodem do mnie, a ja biegiem ruszyłam w jego stronę. Po drodze nie zwróciłam uwagi na jednolitą kałużę gęstej farby. Poślizgnęłam się i wpadłam na Liam'a, który runął na ziemię. Jak się okazało, on wcale nie był zły. Wręcz przeciwnie. Uśmiechnął się i złapał mnie za biodra. 
-Wiesz, że wcale nie umiem malować?- spytał.
-Jak to?
-Wszystko było ustawione, żebym znów mógł się spotkać- uśmiechnął się pewnie, lecz jego policzki lekko się zaróżowiły. 
Wtedy zrozumiałam co oznaczał każdy głupi uśmieszek mojej ciotki.
-Przebiegłe lisy- szepnęłam i nachyliłam się, bym mogła go pocałować.
Chłopak bez sprzeciwu oddał pocałunek. Oderwał się ode mnie i spojrzał w górę.
-Co namalowałaś?- popatrzył na moje dzieło.
Obróciłam się i położyłam obok Liam'a. Zielona trawka i niewielki budynek z czerwonym dachem i fioletowym kominem. Całość wyglądała jak rysunek czterolatka. 
-Nasz dom- stwierdziłam z dumą.
-Ale taki krzywy?- zarechotał.
-Ej!- podniosłam się, by chwycić kolejną porcję farbki i cisnąć nią w stronę Liam'a, a już po chwili na nowo się ganialiśmy po całym pokoju.
Nasze wspólne życie zaczęło się kolorowo... I oby nie znikło prędko jak tęcza, gdy zajdzie słońce. Chcę, żeby nasze kolory trwały nawet w najciemniejszych chwilach, żebyśmy się nie pogubili i nie zszarzali. I wypełniali puste przestrzenie w nas, jak wypełniamy płótno pociągnięciami pędzla. Niech nasze życie będzie najpiękniejszym obrazem.

"Panoramę życia tworzą wszyscy. Barw jej przydają niektórzy"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Była mała przerwa, ale wreszcie "spięłam dupę" i coś jest. Nie miałam ani czasu, ani ochoty. W nowy rok wparowałam jako wielki bałagan i kłębek nerwów. Dużo problemów, a brak postów na blogu był dla mnie jednym z mniejszych. Postaram się dodawać już systematycznie jak wcześniej, ale rozumiecie :) Życzcie mi powodzenia! Trzymajcie się!
Cytat: Henryk Haufa




środa, 7 stycznia 2015

Zayn

     -[T.I]!- usłyszałam krzyk mojej przyjaciółki.
-Co?- odwróciłam głowę i spojrzałam na [I.P].
Dziewczyna stała przede mną trzymając fioletową tunikę w prawej ręce i czarną koszulkę na ramiączkach w lewej.
-Którą mam założyć?- wydawała się być zdruzgotana.
-Załóż czarną- poradziłam jej.
-Na pewno? 
-Tak, tak- siadłam plecami do niej.
-Ty mnie słuchasz?!- wtedy była strasznie irytująca.
-Co tam się dzieje?- wskazałam na drzwi tym samym zmieniając temat.
Z zewnątrz dochodziły jakieś dziwne szmery, a czasem nawet piski.
-Och! Nie mam pojęcia!- wywróciła oczami.
-Chodź ze mną- ścisnęłam jej rękę i pociągnęłam ją w stronę wyjśc
ia.
Otworzyłyśmy je i wychyliłyśmy głowy, by zobaczyć co dzieje się na korytarzu hotelu w którym miałyśmy spędzić najbliższą noc. Przed nami stało kilkanaście młodych dziewczyn. W skarpetkach opuściłyśmy pokój.
-Na co wy czekacie?- poklepałam po ramieniu jedną z nich.
Gdy spojrzała na mnie, dostrzegłam jej załzawione oczy. Miała rumiane policzki i naprawdę prawie płakała. O co tutaj chodzi?
-Jak to?! To ty nie wiesz?- nienawidziłam takich odpowiedzi.
Oczekiwano ode mnie wiedzy na temat o którym nie miałam zielonego pojęcia.
-Gdzie mieszkacie?- zagadnęła mnie kolejna.
-Tutaj, obok- odparłam obojętnie.
-Ale jak? Przecież to piętro jest zamknięte- odezwała się niższa ode mnie o prawie połowę szatynka.
-Zamknięte? Niemożliwe!- [I.P] machnęła ręką.- Ale powiedzcie w końcu po co tu stoicie?- dokończyła.
-W pokojach z numerami 307 i 308 mieszkają chłopcy z One Direction!- poinformowała nas nastolatka w okularach, która po chwili zaczęła podskakiwać z kilkoma innymi koleżankami.
-Co?!- reakcja moja i mojej przyjaciółki była identyczna.
-One Direction za tymi drzwiami?! Przepuśćcie mnie!- zaczęłam przepychać się między dziewczynami.
Poczułam jak ktoś zaciska dłoń na moim nadgarstku. Okazało się, że to [I.P] mnie trzymała, a potem siłą zaciągnęła do naszego pokoju.
-Co ty wyprawiasz?!- nie ukrywałam swojej złości, gdy już byłyśmy same.
-Nie będziesz tam stała jak ta banda idiotek- położyła ręce na biodrach.
-Dziewczyno! Ty sobie zdajesz sprawę z tego, że za ścianą mieszkają nasi idole? Jako jedyne dostałyśmy to piętro! Taka szansa, a ty chcesz ją zmarnować?- złapałam ją za ramiona i lekko nią
potrząsnęłam.
-Daj spokój! I tak by ci nie otworzyli!- mruknęłam niezadowolona.
-Zabiłaś moje marzenia- rzuciłam się na łóżko udając, że płaczę.
-Nie przesadzaj [T.I]- uderzyła mnie miękką poduszką.- Ubieraj się i idziemy, bo za dwie godziny koncert- posłała mi słodki uśmiech, którym przekonała mnie do działania.

***

     -O mój Boże! A widziałaś to jak Louis gonił Hazzę po całej scenie?- [I.P] wybuchła śmiechem zdając relację z najcudowniejszego występu na jakim kiedykolwiek byłam.
-Oczywiście! A to jak Liam zmienił słowa?- zaśmiała się przypominając sobie ten "sprośny" żarcik w jego wykonaniu.- I moment w którym Zayn zatrzymał się przy mnie i uśmiechnął się? Magiczne!- byłam zachwycona.
-A Niall przy Little Things? Och, marzenie!- była nim oczarowana.
-To było przesłodkie! [I.P] mam pomysł!- złapałam ją za dłoń.
Spojrzała na mnie ze zdziwieniem. Znała mnie i wiedziała, że to nie będzie coś co jej się spodoba.
-Chodźmy do nich po autografy!- posłałam jej przebiegły uśmieszek.
-Nie, nie i nie!- protestowała.
-Oj [I.P]! Pierwszy i ostatni raz masz taką okazję. Jesteśmy tak blisko, nie daj się prosić...
Wywróciła oczami.
-No dobra- zaśmiała się.
Pobiegłyśmy ulicą w stronę hotelu. Na szczęście droga nie była długa, ani męcząca. Powoli weszłyśmy do budynku przez obrotowe drzwi.
-To co? Plan jest taki: najpierw idziemy do siebie, a potem do chłopaków?- moja przyjaciółka po raz kolejny zadała mi to samo pytanie bojąc się jakiegokolwiek wstydu. 
Zresztą ja też się bałam.
-Właśnie tak- mimo to byłam już znudzona ciągłymi pytaniami.
Minęłyśmy recepcjonistkę i wsiadłyśmy do windy. Dopiero potem wybuchłyśmy panicznym śmiechem. Myśl, że za chwilę poznamy pięciu nieziemsko przystojnych i utalentowanych chłopców nie pozwalała nam zachowywać się... Normalnie. Na ostatnim piętrze opuściłyśmy windę i wyszłyśmy na korytarz. To co tam zobaczyłyśmy całkowicie wybiło ans z rytmu. Stanęłyśmy jak sparaliżowane, gdy dotarło do nas, że dziesięć metrów dalej stoi Liam, Harry, Niall, Zayn i Louis. Odwrócili głowy, by spojrzeć na nas jak na wariatki. Cały nasz plan wyleciał nam z głowy i właściwie chyba w ogóle nie myślałyśmy. Chłopak z lokami na głowie uśmiechnął się krzywo, uniósł rękę i pomachał nam. Reszta zrobiła to samo chwilę później. Uśmiechnęłyśmy się tak samo niepewnie, machnęłyśmy i ledwo trzymając się na nogach podeszłyśmy do odpowiednich drzwi. 
-Nie wiem gdzie mam klucz- szepnęła [I.P] szperając w swojej małej torebeczce zawieszonej na ramieniu.
-Jak to nie wiesz?- zdenerwowałam się.
-Po prostu! Nie mam, wyparował!- zaczęła sprawdzać w kieszeniach spodni.
-Ja mam przypomniałam sobie- moja rówieśniczka głośno odetchnęła, a następnie rzuciła mi mordercze spojrzenie.
Puściłam koleżankę przodem, a sama zerknęłam na miejsce gdzie jeszcze ni tak dawno stali chłopcy. Niestety zdążyli się już pochować po pokojach.
-Wyobrażasz sobie jaka musiałam być czerwona? Jaki wstyd- [I.P] siadła w fotelu i zasłoniła twarz poduszką.
-A ja? Pomachali mi- siadłam obok niej.
-Nam- prędko mnie poprawiła. 
Uspokoiłyśmy się trochę i kontynuowałyśmy relacjonowanie minionego dnia dopóki nie przerwało nam pukanie do drzwi. Wstałam i poszłam przywitać naszego niespodziewanego gościa. Osoba, która stała w progu sprawiła, że moje serce mocniej zabiło. Mulat o ciemnych oczach stał oparty plecami o futrynę. Patrzył na mnie z dziwnym uśmiechem na twarzy.
-Hej. Jestem Zayn- wyciągnął dłoń, którą strachliwie uścisnęłam wypowiadając swoje imię.- Słuchaj...To piętro miało być zamknięte dla innych gości. Jak się tu dostałyście?- zapytał.
Zmieszało mnie to trochę. Język mi się plątał, a ja miałam wrażenie, że jest na mnie zły, że nie pasuje mu moja obecność.
-Zarezerwowałyśmy pokój kilka miesięcy temu. Dziwne, że was nie poinformowali- uniosłam lekko kąciki ust.
Chciałam sprawić wrażenie normalnej dziewczyny i chyba jak na razie mi to wychodziło. 
-Racja... Dziwne... Ty byłaś na naszym koncercie, prawda?- puścił mi oczko, a ja poczułam jak pieką mnie policzki.
-Tak...- zauważył mnie!
-Miejsce w pierwszym rzędzie.
-Fajnie, że pamiętasz- odparłam zgodnie z prawdą.
-Ciężko było cię nie zauważyć- na jego twarzy pojawił się jeszcze większy uśmiech niż poprzednio, ale teraz to chyba on był speszony, chociaż miałam nogi jak z waty i modliłam się, żeby nie zemdleć. 
-Zaprosiłbym cię do siebie, ale dzielę pokój z Horan'em. Nie chcesz go widzieć w nocy- zaśmiał się w głos co nieco rozluźniło atmosferę.
-Moglibyśmy wejść do mnie, ale [I.P] pewnie by się stresowała- odpowiedziałam mu tym samym, chociaż nie byłam do końca pewna, czy to jest prawda.
Chyba chciałam go zatrzymać tylko dla siebie.
-Więc... Chodźmy na korytarz- wyciągnął rękę w moją stronę.
-Poczekaj... [I.P]!- krzyknęłam.
-Słucham- otrzymałam odpowiedź.
-Wychodzę z Zayn'em- oznajmiłam.
-Dobra- jej obojętność była przekomiczna. 
-Nie wierzysz?- zapytałam podpuszczając ją.- Zaraz tu przyjdzie- szepnęłam do Malik'a.
I rzeczywiście, nie minęła nawet minuta, a [I.P] stała obok mnie z otwartymi ustami. Chłopak uśmiechnął się i powiedział ciche "Cześć".
-Miłej zabawy- powiedziała blondynka i wycofała się z powrotem na kanapę.
Oboje zachichotaliśmy i wyszliśmy na korytarz. Poprosił, żebym poczekała, a sam zniknął za drzwiami pokoju i po chwili wrócił do mnie z dwiema poduszkami, taką samą ilością kieliszków i butelką czerwonego wina.
-Na szybko, ale mam nadzieję, że będziesz to dobrze wspominać- położył na podłodze poduszki.- Siadaj- podał mi kieliszek.
Zrobiłam tak jak powiedział. Otworzył wino i rozlał po równo.
-Za naszą znajomość- uniósł cienki kryształ w górę.
Stuknęliśmy się okazyjnie i upiliśmy po małym łyczku.
-Skąd jesteś [T.I]?- zapytał.
-Mieszkam prawie dwieście kilometrów od Londynu- odpowiedziałam.
-A więc będziemy rzadko się widywać- powiedział smutno, ale pewnie.
-A w ogóle będziemy?- zdziwiłam się i dopiero po chwili uświadomiłam sobie jak głupie to było.
-Mam nadzieję- uśmiechnął się do mnie.- Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo.
-Nie mam zamiaru- pokiwałam głową odpowiadając tym samym.
Zadziwiało mnie to, że jest całkiem inny niż w gazetach, niż w telewizji, czy na scenie w świetle reflektorów. Jest zwyczajny. Z wyglądu i z charakteru, jest osobą, na którą nikt nie zwróciłby uwagi na ulicy, gdyby nie to co posiadał w środku. Gdyby nie głos... No i kampanie reklamowe. Poza tym jego wnętrze uczuciowe jest tak samo cudowne jak zawsze mi się wydawało. Przekonałam się o tym już kilka minut później, kiedy rozmawiałam z Zayn'em tak jakbyśmy znali się od dziecka. Pasował nam każdy temat. Dosłownie każdy. Wymieniliśmy nawet kilka zdań dotyczących wykładziny na hotelowej podłodze. Było to zupełnie bez sensu, ale nam bardzo potrzebne. Do czego? Sama nie wiem. Po prostu czuliśmy się dobrze w swoim towarzystwie. Muszę przyznać, że bardzo pasowała mi strona, której nie ujawniają media. Mieliśmy wiele wspólnych cech. Jedną z nich było to, że oboje nie przejmujemy się tym co mówią i myślą o nas inni. Dlatego też śmialiśmy się bardzo głośno nie przejmując się tym, że ktoś nie będzie mógł zasnąć. Nagle Zayn spoważniał. Obrócił się do mnie przodem i zajrzał głęboko w oczy, jak jeszcze nikt... I to podnosiło mi poziom adrenaliny. Odstawił kieliszek na bok i to samo zrobił z moim. Przybliżył się i delikatnie mnie pocałował. Ujęłam w dłonie jego twarz poddając się chwilowej rozkoszy, lecz zaraz po tym się odsunęłam.
-Wiesz, że jutro cię tu nie będzie?- spytałam cichutko. 
-To nic... Myśl o tym co dzieje się teraz- i znów mnie pocałował. 

"Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. 
One przyjdą same"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nic się ze mną nie dzieję, żyję i wszystko jest okej! :) Znów wybyłam za granicę i przez całą przerwę świąteczną nie miałam dostępu do czegokolwiek z polskimi znakami, ani do żadnych zdjęć. Miał pojawić się świąteczny imagin, ale z powyżej opisanych problemów niestety go nie ma. Dlatego też nie mogłam życzyć wam wesołych świąt i udanego sylwestra, ale mam nadzieję, że właśnie takie te dni były. A teraz tylko spełnionych postanowień noworocznych i jeszcze raz przepraszam <3 Trzymajcie się!
Cytat: Phil Bosmans. 


poniedziałek, 15 grudnia 2014

Harry

     -Już skończyłaś?- mój lekceważący ton jeszcze bardziej zdenerwował dyrektorkę szkoły do której co jakiś czas przychodziłam na lekcje. 
Niska kobieta w okularach popatrzyła na mnie z groźną miną i na nowo zaczęła swój nudny monolog. Znudzona usiadłam wygodniej i rozejrzałam się po gabinecie, który znałam jak własną kieszeń. Bardzo często tu trafiałam za wybryki, których dokonywałam razem z moim chłopakiem. 
-Zadzwonię do twojego ojca!- nauczycielka zakończyła dramatycznie na co tylko wywróciłam oczami. 
-A czy to oznacza, że mogę już iść?- wstałam i skierowałam się do wyjścia.
-Victor to złe towarzystwo- usłyszałam za sobą jej głos. 
Ta wypowiedź była jak najbardziej zbędna. Zacisnęłam dłonie w pięści, wzięłam głęboki oddech i wyszłam stamtąd trzaskając drzwiami. O ścianę stał oparty wysoki blondyn ubrany w skórzaną kurtkę. Na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek. Objął mnie ramieniem.
-Co ona znowu chciała?- zapytał z kpiną w głosie.
-Jak zwykle zadzwoni do ojca. To wszystko przez te twoje wygłupy! To był twój pomysł, a to mnie przyłapali ze szczurem w ręce!- krzyknęłam wyładowując na nim wszystkie moje emocje.
-Daj spokój! Widok Evans skaczącej po biurku był tego wart- zaśmiał się.
-Twoja zabawa zawsze jest warta mojego godzinnego posiedzenia u Brown- burknęłam niezadowolona. 
-Chodź lepiej na piwo- dał mi szybkiego całusa w policzek i ruszyliśmy korytarzem.
Gdy mijaliśmy rząd pomarańczowych szafek zobaczyłam Harry'ego. Chłopaka, którego nienawidziłam całym sercem. Jego ciemne loki otulające twarz i hipnotyzujące, zielone tęczówki zawsze skutecznie odwracały moją uwagę. To nigdy nie podobało się Victor'owi, jednak tym razem umknęło to jego uwadze. Nastolatek, który od miesiąca chodzi ze mną do klasy patrzył na mnie kiwając głową. Ponownie tego dnia zacisnęłam zęby i szybko odwróciłam głowę. 
-Co jest?- zapytał Victor, który najwyraźniej wyczuł moje zdenerwowanie.
-Ten idiota z mojej klasy- powiedziałam na tyle głośno, by Styles mnie usłyszał.
Podobnie jak mój chłopak obróciłam się, by spojrzeć na niego. Nie ruszył się nawet o milimetr. Wysoki blondyn obok którego teraz szłam wystawił przed siebie rękę i wykonał gest, mający na celu zdenerwowanie go, lecz ten nadal stał nie okazując żadnych emocji.
-Niech on lepiej trzyma się od ciebie z daleka. Jesteś moja- wyszczerzył się.
-Jestem twoja- przyznałam mu rację, a potem razem opuściliśmy budynek szkoły pomimo tego, że powinnam być na lekcji.

***

    -Jeśli się nie poprawię to zostanę tu kolejny rok- oznajmiłam Victor'owi, gdy opuściłam gabinet dyrektorki po kolejnej rozmowie.
-Ja też kiblowałem- roześmiał się;
-I dlatego jesteś głupi- mruknęłam i usiadłam na ławce.
Jak ja mogłam do tego doprowadzić? Jak mogłam pozwolić, by przez tego chłopaka stoczyć się na samo dno? By z normalnej, spokojnej dziewczyny zamienić się w szkolną zadymiarę?! By każdą wolną chwilę spędzać z nim i jego kumplami przy piwie! 
-To wszystko przez ciebie!- wrzasnęłam na Victor'a, który stał na przeciwko.
-Co?!- zdziwił się.
-To co słyszałeś! Gdyby nie ty to nie miałabym problemów!
-Tak sądzisz? Więc wybieraj! Albo ja, albo grzeczna dziewczynka- syknął.
Tymi słowami wbił mi nóż w serce. Kazał mi wybierać, rozdarł mnie. Czego mam się słuchać? Moich uczuć, czy rozsądku?
-Przecież wiesz, że cię kocham- objęłam go, a on odpowiedział mi tym samym.
-Chodź [T.I], bo mamy chemię, a ja mam kilka fajnych proszków do wypróbowania- puścił mi oczko, złapał za rękę i pociągnął w stronę sali, gdzie odbywała się lekcja.
Znów nic z tym nie zrobiłam... Tak ciężko mi się zmienić...

***

     Nie mogąc przestać się śmiać zgięłam się wpół i złapałam za brzuch. Stanęłam pod ścianą i rzuciłam plecak na podłogę.
-To było wspaniałe!- usłyszałam głos mojego chłopaka.
-Wiem- odpowiedziałam mu.
-Dziękuję, że to dla mnie zrobiłaś. Nawet nie wiesz ile miałem zabawy- pocałował mnie.
Znów poświęciłam dla niego resztki dobrego zachowania, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Oderwałam się i nie myślałam o tym co mnie martwi. 
-To co? Lekcje skończone, więc... Idziemy do parku- oznajmiłam uśmiechnięta.
-Sorry mała, ale umówiłem się z John'em. Idziemy do baru.
-Jeszcze mi powiedz, że będzie Lily!- zawsze byłam o nią cholernie zazdrosna, a on doskonale o tym wiedział i wykorzystywał to przy każdej okazji.
Bałam się tego co nastąpiło... Machnął ręką i ruszył korytarzem.
-Obiecałeś mi to!- krzyknęłam.
-Podobno jest zainteresowana!- zaśmiał się w głos.
-Wolisz tą pustą laskę?! Jeśli tam pójdziesz to możesz już nie wracać!- byłam wściekła. 
-Fajnie było [T.I]! Narka i powodzenia w następnej klasie. Och! O ile przejdziesz!- rozpoznałam kpinę w jego głosie.
Coś czego strasznie nienawidzę. Chwyciłam mój plecak i ze łzami w oczach pobiegłam do łazienki. Z hukiem zamknęłam drzwi. Torba z książkami wylądowała gdzieś w kącie. Nie zwróciłam uwagi, że cała jej zawartość rozsypała się po podłodze. Stanęłam przy umywalce i zacisnęłam na niej dłonie. Na ceramice zauważyłam czarne plamy. Podniosłam wzrok, by spojrzeć w lustro. Teraz wiedziałam skąd to się wzięło. Cały mój makijaż razem ze łzami spływał po mojej twarzy. Zaczęłam ocierać rękami oczy, choć wiedziałam, że nic to nie da. Wydałam z siebie zduszony krzyk, lecz nawet on nie pokazywał jak naprawdę się czułam. Byłam upokorzona i wściekła zarazem. Odwróciłam się i siadłam na podłodze. Oparłam się plecami o zimne kafelki, a kolana podciągnęłam pod brodę. Co chwilę nerwowo ocierałam łzy, które wciąż kapały na moje spodnie. W mojej głowie wciąż siedziało jedno pytanie: "Dlaczego?". Dlaczego po tym ile dla niego zrobiłam on mnie po prostu zostawił? Poświęcałam wszystko. Dobre oceny, przyjaciół, a nawet rodzinę. Wszystko... Nagle drzwi do damskiej toalety otworzyły się. Ukryłam twarz w dłoniach. Osoba powoli weszła do środka i zatrzymała się nade mną. 
-Nie patrz się idiotko!- syknęłam pokazując swoją złość.- Poprawiaj ten cholerny makijaż i spadaj!
Po chwili ktoś usiadł obok mnie. Niepewnie podniosłam głowę i spojrzałam na... Harry'ego?! Tak! Przede mną siedział mój rówieśnik o zielonych oczach, których tak bardzo nie lubiłam. Wywróciłam oczami, a potem zaśmiałam się głośno.
-Po co tu przyszedłeś?- zapytałam spoglądając na niego. 
Nie otrzymałam odpowiedzi. Chłopak patrzył się na mnie z twarzą bez wyrazu.
-Nie mam pojęcia po co tu siedzisz- starałam się, by zabrzmiało groźnie, ale Harry chyba zorientował się jak źle jest naprawdę.
-Zostawił cię?- zapytał spokojnie i powoli.
Wyraźnie, idealnie akcentując każdą literę. One były uporządkowane i miały coś czego mi brakowało- swoje miejsce w zdaniu. A w jego głosie usłyszałam coś czego bardzo dawno nie czułam- troskę.
-Słyszałeś?- odpowiedziałam tym samym.
-Nie... Po prostu od początku wiedziałem, że tak to się skończy- mówił cicho.
-Szkoda, że nie powiedziałeś mi wcześniej- rzuciłam obojętnie.
-Nie chciałem- spuścił głowę.
-Czemu?
-Za to, że tak bardzo mnie nienawidziłaś- przyznał ze skruchą, chociaż to chyba ja powinnam była się wstydzić.
-Więc po co tu siedzisz?- spytałam o to po  raz kolejny, bo jego zachowanie nie było dla mnie zrozumiałe.
-To... To nieważne... Chodź- wstał i wyciągnął rękę w moją stronę.
Ścisnęłam ją, a chłopak podciągnął mnie do góry.
-Myj się i spadamy stąd- poradził.
Podeszłam do umywalki i zaczęłam zmywać resztki makijażu. 
-On był idealny- wyrwało mi się i od razu tego bardzo pożałowałam.
-Nie był [T.I]- usłyszałam stanowczy ton Styles'a.
-Skąd możesz to wiedzieć?
-Czy koleś, który odciąga cię od rodziny, namawia do rzeczy, które tobie szkodzą jest idealny?- po tych słowach poczułam się jakby spadły mi klapki z oczu.
Wielokrotnie o tym myślałam, ale moje zdanie się nie liczyło. Za ważne uważałam tylko Victor'a. A przecież on miał rację. Byłam całkowicie zaślepiona miłością do podłej osoby, która... 
-Byłaś tylko jego zabawką... Lalką z którą mógł zrobić wszystko- powiedział mi prawdę.
To czego nie chciałam dopuścić do świadomości.
-Chodź [T.I]- podał mi plecak i kilka książek.
Prędko włożyłam je do środka i razem z Harry'm wyszłam z łazienki. Nie zastanawiałam się czy dobrze robię, nie miałam lepszego pomysłu. Po kilku minutach opuściliśmy szkolne mury.
-Chcesz gdzieś ze mną pójść?- Harry uśmiechnął się do mnie chyba najpiękniejszym uśmiechem jaki widziałam.
-Zabierzesz mnie na piwo dla poprawy humoru?- westchnęłam choć w głębi duszy liczyłam na pozytywną odpowiedź.
-Myślałem raczej o... Lody!- zaproponował.
-Zabierasz mnie na lody?- zdziwiłam się.
-Tak!- odparł wesoło.
-Victor nie zabierał mnie na lody...- nikt, nigdy nie zabrał mnie na lody.
-Ja nim nie jestem... No chodź!- złapał mnie za rękę.- A za tydzień idziemy na piknik z naszymi rodzicami- posłał mi kolejny uśmiech, lecz tym razem wiedziałam, że jest najpiękniejszy jaki mogę sobie wyobrazić. 
-Jaki znowu piknik?!
-Gdybyś spędzała odrobinę czasu z rodzicami to wiedziałabyś, że nasze matki się przyjaźnią- puścił mi oczko, a ja zaczęłam się zastanawiać dlaczego nie poznałam go wcześniej.

***

     Siedziałam na miękkim kocu wystawiając twarz do słońca.
-Musisz spróbować tego ciasta! Jest nieziemskie!- usłyszałam siedzącego obok mnie Harry'ego, który po raz setny z zapchaną buzią podawał mi tę samą informację.
-Nie mam ochoty Harry- a ja kolejny raz mu odmówiłam.
-Dobrze się czujesz?- zapytał całkiem poważnie.
-To, że nie chcę jeść to nie znaczy, że jestem chora- zaśmiałam się.
-Nie o tym mówię- oznajmił.
Westchnęłam cicho.
-Już... Prawie zapomniałam...- uśmiechnęłam się lekko patrząc w niebo.
-Tak szybko?- widocznie zaskoczyła go moja odpowiedź.
-Tak, bo... Chyba zakochałam się w kimś...- powiedziałam niepewnie. 
-W kim? Jeśli mogę wiedzieć...
W moich oczach pojawiły się łzy. Znów z powodu chłopaka.
-Ej... [T.I], co się stało?- złapał mnie za ręce.
Wiedziałam, że teraz niczym się nie obronię. Musiałam powiedzieć mu całą prawdę.
-W tobie... W tobie Harry- zacisnęłam powieki, by nie rozpłakać się na dobre.
-Więc czemu płaczesz?- zapytał czule.
-Bo wiem, że to głupie... Nie możesz być przecież z kimś kto był dla ciebie, aż tak okrutny- mówiłam cicho, by nie usłyszeli nas rodzice siedzący nieopodal, choć miałam ochotę krzyczeć.
Byłam zła, zła na siebie.
-Wiesz czemu wtedy poszedłem za tobą? Dlaczego obok siedziałem i martwiłem się pomimo, że mnie nienawidziłaś?- w odpowiedzi pokiwałam przecząco głową.- Bo bardzo cię kocham [T.I]- uśmiechnął się leciutko.
Zrobiłam to samo i po chwili poczułam wargi Harry'ego na moich. Byłam mu wdzięczna za to, że mnie uratował i za to, że próbował mnie zmienić... Na lepsze.


"Życie jest zmianą.
Jeśli przestaniesz się zmieniać, przestaniesz żyć"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ciepło-zimno, poplątane wiem! Ale nie widzę sensu w pisaniu o jednej porze roku w czasie jej trwania. Jak wam się podoba Harry? Piszcie i może ktoś wreszcie podrzuci jakiś pomysł ;)
Cytat: Rainer Haak





sobota, 6 grudnia 2014

Niall


     Siedziałam na łóżku przykryta grubą kołdrą z kubkiem gorącej herbaty w dłoniach. Patrzyłam na malutkie płatki śniegu wirujące za oknem. Wreszcie w Londynie pojawił się śnieg. Kilka dni przed Wigilią. To będą prawdziwe święta. Z zamyśleń wyrwało mnie ciche pukanie do drzwi.
-Proszę- zaprosiłam kogoś kto za nimi stał.
W pokoju pojawił się uroczy blondynek. Uśmiechnęłam się na jego widok.
-Cześć [T.I]- usiadł obok mnie.
-No cześć!
Niall był moim dobrym przyjacielem. Mówiliśmy sobie wszystko i nie mieliśmy przed sobą żadnych tajemnic. Prawie żadnych... Jednak wciąż coś przed nim ukrywałam. Ten młody chłopak nie wiedział ile dałabym, by z nim być. 
-Jak tam?- szturchnął mnie w ramię.
-Normalnie. Tak jak zawsze- wzruszyłam ramionami.
-Oj...- jęknął i objął mnie ramieniem.- Coś ci popsuło humor?- spytał z troską.
-Nie... Tylko szkoda, że ciocia Eva nie może przyjechać- skrzywiłam się.
A może nie do końca będą to prawdziwe święta. Nie wiedziałam czym bardziej się smuciłam. Faktem, który niedawno przedstawiła mi moja mama, czy moimi durnymi myślami.
-Nie łam się... Bez cioci Evy święta też mogą się udać. A teraz masz mi się uśmiechnąć- potrząsnął mną lekko.
Na mojej zobaczył sztuczny uśmiech.
-Nie tak... Ładnie- zajrzał mi w oczy.
Uniosłam kąciki ust. Zawsze to robiłam, gdy patrzył na mnie takim wzrokiem. Wydawało mi się, że przeszywa mnie na wylot. Że zagląda w głąb mojej duszy, w głąb mojego serca. 
-No to co dzisiaj robimy?- zapytał.
-Nie wiem... Śniegu napadało- wychyliłam się, by wyjrzeć przez okno.
-Chodźmy lepić bałwana!- jego śmiech wypełnił cały mój pokój.
Również zaczęłam się śmiać.
-Oszalałeś?- próbowałam protestować.
-Nie! Chodź!- Niall ściągnął ze mnie kołdrę. 
-Dobra, dobra!- uniosłam ręce do góry i wygramoliłam się z łóżka.- Idę się ubrać- wzięłam ciuchy z szafki i skierowałam się do łazienki.
Ubrałam się na tak zwaną cebulkę, żebym czasem nie zmarzła i wróciłam do swojego przyjaciela. Założyliśmy kurtki i wciąż się śmiejąc opuściliśmy mój cieplutki domek. Pobiegliśmy do ogródka. Nie zdążyłam nawet rozejrzeć się dookoła.
-[T.I]!- usłyszałam za sobą krzyk Niall'a.
Odwróciłam się i w tym momencie poczułam okropne zimno na twarzy. Strąciłam śnieg z policzków i z wściekłą miną spojrzałam na blondyna, który stał przede mną i zwijał się ze śmiechu. Pokręciłam głową i kucnęłam, by wziąć śnieg w ręce okryte ciepłymi rękawiczkami. Uformowałam z niego idealną kulkę i cisnęłam nią w Nialler'a. Przestał się śmiać i popatrzył na mnie ze zdziwieniem malującym się na jego twarzy. Tym razem to ja wybuchłam śmiechem, ale kiedy zobaczyłam jak zaczyna zbierać "amunicję" wystraszyłam się i zaczęłam uciekać. 
-I tak cię dorwę!- usłyszałam jego krzyk.
Po chwili poczułam lekki ból na plecach. Chwilę później to samo. I znowu.
-Mam cię!- poczułam ręce Niall'a na swoich ramionach i to jak próbuje wskoczyć mi na plecy.
Pod jego ciężarem upadłam na zimną ziemię pokrytą śnieżnobiałym puchem. Nialler oczywiście upadł na mnie.
-Złaź ze mnie Horan- zaśmiałam się i z trudem zrzuciłam go z siebie.
Ten odpowiedział mi tym samym i po chwili położył się na obok mnie. Odwróciłam się, by móc na niego spojrzeć. On zrobił to samo i uśmiechając się ponownie zajrzał mi w oczy. Nigdy nie pomyślałabym, że ten Irlandczyk może być aż, tak podły. Zrozumiałam to dopiero wtedy, gdy na mojej głowie pojawiła się kolejna śnieżka.
-Niall!- pisnęłam otrzepując się ze śniegu.
Wstałam i pobiegłam za nim, kiedy tylko zaczął uciekać. Zatrzymałam się dopiero jak naprawdę zabrakło mi sił.
-Dobra! Poddaję się!- powiedziałam.
Nastolatek odwrócił się i powoli podszedł do mnie,
-To jak? Lepimy w końcu tego głupka?- położył mi rękę na ramieniu.
-Jakiego głupka?- zdziwiłam się.
-Bałwana- westchnął rozbawiony tym, że na początku go nie zrozumiałam.
-Okay- zabrałam się do turlania śniegowej kulki.- Taka wystarczy?- spojrzałam na Niall'a, który siłował się z ogromną kulą.
Zaczęłam się śmiać.
-To ma być bałwan, czy mega-bałwan?- spytałam.
-To będzie największy na świecie bałwan!- usłyszałam w odpowiedzi. 
Gdy wszystkie trzy, naprawdę ogromne kule były odpowiednio ustawione pobiegliśmy do domu. W szafie znalazłam jakiś stary szalik i podarty kapelusz, a z kuchni zabraliśmy pomarańczową marchewkę. Oczy naszego nowego kolegi postanowiliśmy zrobić z tego co zostało z jesieni czyli kasztanów. 
-Śliczny nam wyszedł, co?- spytałam, a Niall objął mnie w talii. 
Moim ciałem wstrząsnęły dreszcze. Miałam nadzieję, że przyjdzie mu namyśl, że to skutek długiego przebywania na minusowej temperaturze. 
-Pewnie, że śliczny- po tych słowach zapadła cisza i nadal mnie nie puszczał.- [T.I]...- powiedział cichutko.
Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się zachęcając go do dalszego mówienia. 
-Muszę iść, mam dziś wizytę- nienawidził tego.- I już prawie o tym zapomniałem... Chciałem zapytać czy... Czy umówiłabyś się ze mną jutro na...- podrapał się po głowie.
Miałam ochotę się uśmiechnąć, ale to nie byłoby odpowiednie. Serce biło mi jak oszalałe. Czy właśnie w tym momencie miało spełnić się moje największe marzenie?!
-Na randkę?- dokończył niepewnie.
Chciałam skakać i krzyczeć z radości, ale bałam się zbłaźnić i pokazać jak bardzo za nim szaleję. 
-Pewnie- uśmiechnęłam się delikatnie.
Chłopak uniósł głowę. Popatrzyłam na jego twarz na której pojawiły się bladoróżowe rumieńce. Staliśmy tak przez chwilę patrząc na siebie, aż dźwięk jego telefonu przerwał ciszę panującą wokół nas.
-[T.I] teraz już koniecznie muszę iść. To...- znów się zawstydził, chyba nawet bardziej niż ja.- Przyjdę po ciebie o 17- nie wiedział co ma zrobić, po czym cmoknął mnie w policzek i odbiegł machając mi.
Dopiero wtedy szczerze od ucha do ucha uśmiechnęłam się, a potem wydałam z siebie krótki, głośny pisk, którego nie byłam w stanie dłużej powstrzymać. Okręciłam się, zachwiałam gwałtownie, a sekundę później leżałam w miękkim śniegu. Rozbawiona jak dziecko przeturlałam się kilka razy, a potem wstałam i cała w skowronkach popędziłam do domu.
-[T.I] co ty tu robisz?- spytała mama, gdy przebiegłam przez kuchnię w kozakach robiąc wszędzie kałuże. 
-Nie wiem!- odparłam zadowolona.

***

    Stałam przed lustrem w kącie mojego pokoju. Miałam na sobie krótką, czarną sukienkę w drobniutkie kwiatuszki. Na nogi włożyłam czarne, cienkie getry i moje ulubione, brązowe botki. Podejrzewam, że i tak będzie mi okropnie zimno, ale ta sukienka zawsze podobała się Niall'owi. Uważał, że ten wzór jest romantyczny, a że to randka- postanowiłam ją założyć.
-[T.I]! Włóż jeszcze to- do sypialni weszła moja mama.
Stanęła za mnę i nałożyła mi na szyję złoty łańcuszek.
-To po babci- uśmiechnęła się do mnie.- Zawsze przynosił mi szczęście- cmoknęła mnie w policzek.
-Dzięki mamo- odpowiedziałam jej tym samym.
-Nie chcesz zejść na dół? Niall powinien zaraz być- spojrzała na zegar wiszący na ścianie.
Pokiwałam przecząco głową.
-Wolę zostać tutaj- oznajmiłam.
-Powodzenia [T.I]- opuściła pomieszczenie. 
Nagle moje ciało przeszyły nieprzyjemne dreszcze. Ogarnął mnie strach i różne wątpliwości. A co jeśli mnie wystawi? Co jeśli sobie zażartował? Nie... On by tak nie postąpił... A co jeśli myliłam się co do jego osoby? Oby nie... Przecież tak długo się znamy. Usiadłam na łóżku i dopiero wtedy zauważyłam, że cała się trzęsę. Ale dlaczego? Przecież on nigdy by mnie nie oszukał, nie zawiódł. Przecież za to go pokochałam.

***

     Nie zawsze jest dobrze, gdy przeczucia się spełniają. Siedziałam w tym samym kącie zalewając się rozpaczliwymi łzami. A jednak to zrobił. Jednak zawiódł. A ja czekałam, jak głupia, licząc, że wreszcie pojawi się przed moimi drzwiami. Że zobaczę jego uśmiech. Myliłam się... Niall nie przyszedł.
-[T.I], Słońce- obok mnie usiała mama.
Bez słowa wtuliłam się w nią. Głaskała moje plecy próbując mnie pocieszyć. 
-Nie pomogło- szepnęłam i zdjęłam z szyi drobniutki łańcuszek.
-Przykro mi- pocałowała mnie w czoło i po chwili wyszła. 

***

Właśnie zawiesiłam ostatnią bombkę na pachnącym, zielonym drzewku, gdy cały dom wypełniło głośnie pukanie do drzwi. Postanowiłam sprawdzić kogo do nas niesie zaledwie dzień przed Wigilią. Przed sobą ujrzałam Niall'a. Zdecydowanie bardziej spodziewałam się mojej ciotki otoczonej gromadką dzieci w różnym wieku. W złości zatrzasnęłam przed nim drzwi. Odwróciłam się na pięcie i chciałam powrócić do mojego wcześniejszego zajęcia, lecz po chwili znów usłyszałam walenie do drzwi. Otworzyłam je.
-Czego chcesz?!- wrzasnęłam.
-Porozmawiać- powiedział cicho.
-Niby o czym?!- byłam wściekła.
-Mogę wejść?- pochylił głowę.
Chciałam słuchać jego tłumaczeń. Wpuściłam go do środka, zamknęłam drzwi i stanęłam naprzeciw niego. Rodzice, wiedząc co się szykuje, ulotnili się do kuchni.
-Przepraszam, że wtedy nie przyszedłem. Przepraszam jak tylko mogę, ale wiem, że nie miało to sensu, bo teraz nie będziesz chciała się ze mną umawiać- oznajmił niepewnie.
Nic z tego nie rozumiałam. 
-Dzień wcześniej byłem u dentysty- dodał po chwili.
-A co mają twoje zęby do naszej randki?!- wywróciłam oczami.
-Nienawidzisz tego. A mi niedawno założyli tą szynę- zacisnął zęby, by pokazać mi swój nowy aparat.- A ból był nie do zniesienia...
Nie wiedziałam co powiedzieć. Gapiłam się na niego z otwartymi ustami.
-I... I to tyle?- roześmiałam się.
Chłopak stał oszołomiony i uważnie mi się przyglądał.
-Jak to? Tylko tyle...- mruknął.
-To prawda... Nie lubię tego...- podeszłam bliżej.
-Sama widzisz...
-Ale tobie jakoś w nim do twarzy- przerwałam mu.
-Dzięki- złapał mnie za biodra.
-Nastraszyłeś mnie Niall, myślałam, że odpuściłeś...
-W jakiś sposób...
-Nie nauczyłeś się jeszcze, że jak się kogoś kocha, to wygląd zsuwa się na dalszy plan?- puściłam mu oczko.
Bez słowa przyciągnął mnie do siebie i złożył na moich ustach długi pocałunek.
-Myślisz, że bez tego będziesz całował równie dobrze?- zaśmiałam się i oparłam głowę na jego ramieniu.

"Oto sposób w jaki przez wstyd i niepewność możesz stracić do niego powody"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pamiętacie takiego Nialler'a sprzed kilku lat? Czas szybko leci, co? Wczoraj miałam noc wspominania takiego Hazzy z muszką i Lou w szelkach. Jakich ich wolicie?
A tymczasem cóż... Święta niedługo, śnieg też by się przydał. Marzę o lepieniu bałwana *.*
Cytat: Własny



wtorek, 25 listopada 2014

Louis

     -Eleanor! Długo się jeszcze będziesz stroić?!- wrzasnęłam stojąc przed drzwiami prowadzącymi do łazienki w domu mojej przyjaciółki.
-Właź!- odkluczyła drzwi. 
Weszłam do środka. Wysoka brunetka właśnie malowała rzęsy nową maskarą. Oparłam się plecami o ścianę i czekałam, aż skończy.
-Na jaki kolor pomalować oczy?- zapytała patrząc na paletę cieni do powiek.
-Weź jakiś jasny kolor- poradziłam jej.
-Chyba użyję czarnego- oznajmiła i zaczęła się malować.
-Przecież nigdy się tak nie malowałaś- skrzyżowałam ręce piersi.
-Daj spokój [T.I]! Louis'owi się to podoba!- odpowiedziała lekceważącym tonem.
Zmierzyłam ją wzrokiem. Miała na sobie krótką, obcisłą, czerwoną spódniczkę i szarą bluzeczkę z ogromnym dekoltem. Na nogi włożyła wysokie, czarne szpilki, w których ja pewnie bym się zabiła. Ten cały Tomlinson nieźle zawrócił jej w głowie. Odkąd zaczęła się z nim umawiać inaczej się ubiera i mocniej maluje. Dziś razem z El idę do tego chłopaka. Normalnie nie byłabym zaproszona, ale jego kumpel bardzo chciał się ze mną spotkać. Nie wiem czemu, ale się zgodziłam. Może troszkę jej zazdrościłam? Tak czy siak, ja nie przywiązywałam większej uwagi do mojego dzisiejszego wyglądu. W końcu wybierałyśmy się tylko na kawę. Założyłam czarne szorty, biało-niebieski T-shirt i szarą bluzę. Jak zwykle miałam na sobie tenisówki. 
-Och [T.I]! Adrien to naprawdę fajny chłopak. Serio ci nie zależy?- Eleanor pokręciła głową.
-Serio! Czy możemy iść?- wyszłam z mieszkania zamykając drzwi nieco głośniej niż zwykle.
Wsiadłam do jej samochodu i jeszcze przez chwilę na nią czekałam.
Kilkanaście minut później zatrzymałyśmy się przed wielką willą. No tak... Musiała ona pomieścić pięciu chłopaków, którzy rozpoczynali karierę muzyczną. Dostali się do X Factor i udało im się. Są w trakcie nagrywania swojej już czwartej płyty.
-Louis!- pisnęła El, gdy w drzwiach stanął średniego wzrostu brunet w czerwonej koszuli.
Nie dziwiłam się dlaczego moja przyjaciółka spędza tyle czasu przed lusterkiem. Dla takiego przystojniaka było warto. Brunetka przytuliła chłopaka, który ze sztucznym uśmiechem przyciągnął ją do siebie. Patrzyłam zdziwiona na tą scenę jakbym była w teatrze, a Louis był marnym aktorem.
-To jest [T.I]- przedstawiła mnie El.
Chłopak podał mi rękę i melodyjnym głosem wypowiedział swoje imię. Uścisnęłam jego dłoń. Pod wpływem dotyku jego ciepłej skóry w moim brzuchu pojawiło się stado motylków. O nie! [T.I], dobrze wiesz czym to grozi! Nie wolno ci! Niebieskooki zaprosił nas do środka. Weszliśmy do ogromnego salonu. Na jeden z kanap siedział wysoki chłopak z brązową grzywką lekko opadającą na czoło. Jak się domyślam był to Adrien. Louis usadził mnie obok niego. Sam, wraz z El usiadł naprzeciwko. 
-Chcecie coś do picia?- spytał Lou i poszedł do kuchni.
Zostaliśmy we trójkę. Moja przyjaciółka nie zwracając na mnie uwagi zaczęła bawić się swoim telefonem.
-Więc... Ile masz lat [T.I]?- Adrien przysunął się do mnie.
-Osiemnaście...- odparłam niepewnie.
-To może wyskoczysz ze mną w sobotę na drinka? Niedawno otworzyli nowy klub...- na jego twarzy pojawił się pewny uśmieszek. 
To prawda. Uśmiech miał piękny, ale jego pewność siebie mi się nie podobała. 
-Sobotę mam zajętą- mruknęłam.
-Cóż... To może za tydzień?- spytał i złapał mnie za rękę. 
-Może- rzuciłam oschle i zabrałam dłoń. 
Na szczęście Turner nie zdążył wykonać żadnego ruchu, bo w pokoju pojawił się Louis. Siadł obok Eleanor, która nadstawiła policzek. Chłopak wywrócił oczami i złożył na nim szybkiego całusa. Poczułam na swoim ramieniu czyjś dotyk. Jak się okazało to Turner mnie obejmował. Wzdrygnęłam się. Mój Boże, co on sobie wyobraża?! Odsuwałam się dotąd, aż napotkałam oparcie sofy. Co gorsza chłopak był obok i wciąż mnie obejmował. Spojrzał na swoją przyjaciółkę, która wciąż grzebała w komórce. Napotkałam znudzony wzrok jej chłopaka. Kiwnęłam głową wskazując na Adrien'a i tym samym szukając pomocy. 
-Ktoś jest może głodny?- wstał.- Pójdę coś przygotować. [T.I], pomożesz mi?- spojrzał na mnie.
-Tak, tak idź... Może wreszcie przestaniesz się nudzić- poradziła Eleanor.
Z chęcią poszłam za Louis'em do kuchni. Odetchnęłam z ulgą, gdy oparłam łokcie na blacie stołu. 
-Jesteś moim bohaterem!- zaśmiałam się.- A twój kolega jest strasznie nachalny- usiadłam na krześle. 
-Tak... Adrien jest narwany... Powiedz mi, [T.I] czego nienawidzi Eleanor?- postawił przede mną talerzyk z truskawkami. 
-A po co ci to wiedzieć?- zdziwiłam się.
-Bo chcę jej kupić prezent- sięgnął po jeden z owoców.
-Nie powinieneś więc pytać co lubi?
-Nie...- odwrócił głowę.- Bo chcę z nią zerwać- mruknął cicho, a mnie wbiło w krzesło.
-Jak to... Zerwać?
Louis odwrócił się, wyjął mnóstwo różnych produktów z lodówki i zaczął robić kanapki.
-Ne widziałaś jak ona się ubiera? W takiej sukieneczce to mogłaby stać... Wiesz o czym mówię- puścił mi oczko.
-Ona uważa, że to cię pociąga- mówiłam oszołomiona.
-Kilka razy próbowałem jej to powiedzieć, albo na zakupach zaproponować coś bardziej...
-Stosownego?
-Normalnego... Ale ona nawet nie chce o tym myśleć- westchnął ciężko.
-Tak... Ostatnio jej trochę odbiło...- przyznałam mu rację.
Zeszłam z krzesła i usiadłam na stole. Louis odwrócił się i zatrzymał gwałtownie, gdy mnie zobaczył.
-Tam wygodniej?- uśmiechnął się.
Chyba po raz pierwszy tego dnia naprawdę szczerze. Mój brzuch znowu nawiedziły setki motylków. Chłopak podszedł do mnie i wziął do ręki jedną z czerwonych truskawek. 
-Masz ochotę?- obrócił ją w palcach i przysunął mi do ust.
Ugryzłam kawałek, a Louis zjadł połowę. Posłał mi kolejny, zniewalający uśmiech i zaczął się do mnie przybliżać. Położył słonie na moich biodrach i stanął na palcach, by musnąć słodkimi ustami moje wargi. Nie ukrywałam, że bardzo mi się to podobało, więc pozwoliłam mu na pogłębienie pocałunku. W porę jednak się opamiętałam i pomimo przyjemności odsunęłam się od młodego chłopaka. 
-Nie możemy! Jesteś przecież chłopakiem mojej przyjaciółki!- przypomniałam mu.
-Już niedługo- ponownie się do mnie zbliżył, lecz tym razem spotkał się z moim oporem.
-Nie! Louis, zapomnijmy o tym co tu się stało- powiedziałam i zeskoczyłam na podłogę.- I zrób te kanapki- pośpieszyłam go i ze wściekłą miną opuściłam kuchnię.
Ona jest dla mnie jak siostra, nie mogę jej tego zrobić. Kocha go...

***

     -[T.I] musimy pogadać- usłyszałam stanowczy ton Eleanor.
Wyczuwałam, że jest zdenerwowana. El bardzo rzadko wpada w złość, więc wiedziałam. że to coś poważnego.
-Co jest?- spytałam siadając na łóżku obok niej.
Przez chwilę nic nie mówiła i siedziałyśmy w zupełnej ciszy. Popatrzyłam na nią i czekałam, aż wreszcie to z siebie wyrzuci.
-Jak skutecznie spławić chłopaka?- zadała mi dziwne pytanie, ale w szybkim czasie je sobie wytłumaczyłam.
-Nie mów, że Turner też się do ciebie przystawiał!- powiedziałam to co pierwsze przyszło mi na myśl.
-Nie, nie- pokiwała przecząco głową.- Muszę rozstać się z Louis'em- na te słowa moje serce mocniej zabiło.
-Ale... Ale czemu?- pytałam nie dowierzając.
Czyżby dowiedziała się o tym, co... Co robiliśmy? Albo nas widziała? To niemożliwe...
-To... On jest nie dla mnie. Po prostu nie pasuję do jego sławnego otoczenia. Ten związek nam nie wyjdzie, a poza tym wydaje mi się, że jemu też się znudziłam. A może ma kogoś na boku...- mówiła patrząc za okno.
Po cichu, bojąc się, by przypadkiem mnie nie usłyszała, odetchnęłam z ulgą.
-Tylko jak mu to powiedzieć?
-Po prostu powiedz... Uwierz mi... Nie będzie zły- poklepałam ją po ramieniu.
-Pójdziesz ze mną?- zapytała, a ja się zgodziłam. 
W końcu to moja przyjaciółka.

***

     Jak długo można zrywać?! Siedzą w tej kawiarni już prawie dwie godziny. A ja czekam na Calder na ławce przed budynkiem. Obiecałam jej, że tu będę i zareaguję, gdyby coś poszło nie tak. Zamierzałam dotrzymać słowa, ale nie byłam pewna ile tego zniosę. Na razie nie działo się nic, a ja zdążyłam wynudzić się jak mops. Słuchawki na uszach w niczym mi nie pomagały. Rozglądałam się dookoła i z niecierpliwości aż tupałam nogami. Nareszcie drzwi się otworzyły i stanęła w nich moja ciemnowłosa przyjaciółka, a obok Louis. Co najbardziej mnie zdziwiło, oboje się uśmiechali. Wyłączyłam muzykę i niepewnym krokiem zbliżyłam się do nich. El od razu mnie przytuliła.
-To co? My się zbieramy. Pa Louis!- machnęła w jego stronę i pociągnęła mnie za sobą.
-[T.I]- usłyszałam głos jej byłego chłopaka.
Odwróciłam się, żeby móc na niego spojrzeć. 
-Możemy porozmawiać?- zatrzęsłam się, a w odpowiedzi kiwnęłam głową.
-Eleanor idź do domu. Wpadnę do ciebie wieczorem- zwróciłam się do szczupłej brunetki.
Nic nie powiedziała. Cmoknęła mnie w policzek i po chwili zniknęła za rogiem.
Popatrzyłam na Louis'a. Uśmiechał się do mnie tak samo jak przeszło dwa tygodnie temu. I te dwa tygodnie bez przerwy siedział mi w głowie i nic nie było wstanie mnie od niego oderwać. Przełknęłam głośno ślinę próbując powstrzymać dreszcze, które zawładnęły moim ciałem, gdy poczułam jego dłoń na swoim policzku. Uniosłam głowę i spojrzałam w jego piękne, szaroniebieskie oczy. Pochylił się i złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Tak samo jak ostatnio odsunęłam się od chłopaka. Przyglądał mi się z żalem.
-A co jeśli ja też okaże się nieodpowiednia?- spytałam bojąc się tego co czeka mnie dalej.
Bałam się odpowiedzi. 
-Ty jesteś idealna... Pod każdym względem- powtórnie zaczął mnie całować.
Tym razem się nie odsunęłam. Tym razem mu zaufałam. Tym razem się zakochałam. 

"Nie staraj się być ideałem. 
Znajdź osobę, dla której już nim jesteś"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wesoły, dosyć zwyczajny Louis na ten wtorkowy wieczór! :) Miłego czytania, i miłego tygodnia bez sprawdzianów. Do następnego! 
Cytat: Własny