niedziela, 29 marca 2015

Louis

     Czym jest szczęście? Czy ktoś potrafi odpowiedzieć na to pytanie? Chyba nie, bo przecież każdy potrzebuje czegoś innego. Dla jednych szczęście to góra forsy, dla drugich rozwijanie swoich pasji. Niektórzy osiągnęliby je mając swój własny kąt. Ciepłe, przytulne mieszkanie. Czasem do spełnienia się ludziom potrzeba wolności. A ja? Ja wiedziałam czym jest szczęście. Śmiało mogłam powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Leżąc tutaj, ma zielonej trawie. Patrząc w błękitne niebo po którym płynęły niewielkie, śnieżnobiałe obłoczki. Czując na sobie promienie letniego słońca i czując jego obecność. Słysząc jego spokojny oddech.
-Kochanie- z zamyślenia wyrwał mnie jego melodyjny głos.
Obróciłam się na brzuch tak, bym mogła spojrzeć na chłopaka z ciemną grzywką opadającą na czoło.
-Co z twoją...- zaczął cichutko.
Wywróciłam teatralnie oczami. Jednak trochę popsuł mi tym humor.
-Zostawiła mi kartkę, że wróci późno. Dzisiaj mamy dla siebie dużo czasu- zapewniłam i pocałowałam mojego chłopaka.
-Kocham cię, wiesz?- oddał pocałunek uśmiechając się.
-Też cię kocham Louis- szepnęłam.
-[T.I]... Mam ten scyzoryk- sięgnął do kieszeni.- Chodź- wstał i złapał mnie za rękę.
Podeszliśmy do wielkiego dębu rosnącego nieopodal. Nie wiem ile miało lat. Pamiętam to miejsce od dziecka. 
-To co? Tak jak planowaliśmy?- zabawnie poruszył brwiami.
Zaśmiałam się cicho i pokiwałam głową, choć odrobinę się tego bałam. Nie byłam przyzwyczajona do takich rzeczy. Siadłam opierając się plecami o pień drzewa, a Louis zaczął swoje dzieło.
-Skończyłem- posłał mi czarujący uśmiech.
Zadowolona podniosłam się. Dokładnie obejrzałam co przed chwilą zrobił mój chłopak. Jak się okazało wydrapał w korze drzewa pierwsze litery naszych imion, a pomiędzy nimi znak dodawania. Wszystko otoczył serduszkiem. Wydawało mi się to tak cholernie romantyczne.
-Następna część?- cmoknął mnie w policzek.
-Tylko szybko- wyciągnęłam dłoń przed siebie przełykając głośno ślinę. 
Louis ku mojemu zdziwieniu złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Zajrzał mi głęboko w oczy, a potem złączył nasze usta w słodkim pocałunku. Nagle poczułam lekki ból w lewej ręce. Piekło. Lou przejechał scyzorykiem także po swojej dłoni. Uśmiechnął się zachęcając mnie do dalszego działania. Po jego ręce płynęła stróżka krwi. Było jej znacznie więcej niż w moim przypadku. Wzdrygnęłam się, ale spletliśmy palce, by moja krew połączyła się z krwią mojego ukochanego. Potem oparliśmy je na pniu drzewa, gdzie pojawiły się ledwo widoczne, czerwone ślady. 
-Kocham cię i będę kochał do końca życia. A nawet dłużej- powiedział przytulając mnie.
-Obiecujesz?- spytałam zadzierając głowę do góry.
-Tu masz dowód.
-Kocham cię Louis- wtuliłam się w nastolatka.
Niedługo potem znów leżeliśmy w pachnącej trawie na polanie skąpanej w słońcu. W tym momencie nie zastanawiałam się nad tym co będzie. Jak dalej wszystko się potoczy. Żyłam chwilą. Żyłam jego obecnością. Jego zapachem i jego uczuciem. 
-Już niedługo stąd uciekniemy- powiedział cicho.
Te słowa nieco mnie zdziwiły, ale również sprawiły, że w moim brzuchu pojawiło się stado motylków.
-Uciekniemy?- spytałam.
Lou z błyskiem w oku pokiwał głową. 
-Za rok będę mógł być twoim prawnym opiekunem. Zabiorę cię stąd- nachylił się nade mną i złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
-Nie warto poczekać?- mruknęłam odwzajemniając gest. 
Louis nie zdążył mi odpowiedzieć. Oboje usłyszeliśmy znajomy głos. Mimo to nie oderwałam się od bruneta. Jeszcze mocniej się do niego przytuliłam.
-[T.I]!- poczułam silne szarpnięcie pod którego wpływem Louis wypuścił mnie ze swoich objęć.
-Puść mnie!-krzyknęłam wyrywając rękę.
Spojrzałam w górę. Nade mną stała wysoka kobieta o farbowanych, blond włosach. Jak zwykle patrzyła na mnie z taką samą, groźną miną.
-Niech ją pani zostawi!- krzyknął Louis, kiedy moja mama podniosła mnie do góry. 
-O nie młoda damo! Nie będziesz nigdy więcej spotykać się z tym...- spojrzała z pogardą na mojego chłopaka.
-O co pani znowu chodzi?- Louis wstał i objął mnie w pasie.
-Nie dotykaj jej Tomlinson!- odciągnęła mnie od niego.- Wracasz ze mną do domu!- ciągnęła mnie w drugą stronę.
-Kocham cię!- usłyszałam jego zduszony krzyk.
-Ja ciebie też!- zrobiłam to samo.- Miałaś być w pracy do wieczora- krzyknęłam, gdy wsiadłyśmy do jej samochodu.
-Odwołali spotkanie. Z resztą wiedziałam, że nie można cię samej zostawić- pokiwała głową z niedowierzaniem.
-Nie zabronisz mi się z nim spotykać!- protestowałam.
-Właśnie to robię.
-Nie rozdzielisz nas- pozostawałam przy swoim.
-To się jeszcze okaże- uśmiechnęła się przebiegle.
Pewnie tak jak zwykle dostanę szlaban na wychodzenie z domu, albo zabierze mi komórkę. Nie wiedziałam jeszcze jak bardzo się mylę. Resztę drogi do domu przebyłyśmy w zupełnym milczeniu. 
-A teraz marsz na górę. Potem sobie porozmawiamy- powiedziała, gdy zatrzymała się na podjeździe.
Bez słowa otworzyłam drzwiczki i pobiegłam do domu. Potykając się na schodach wreszcie dostałam się do swojej sypialni. Od razu wskoczyłam na parapet i wyjrzałam przez okno. Spodziewałam się zobaczyć Louis'a, jednak nikogo tam nie było. Z rezygnacją spuściłam głowę.
-[T.I] pakuj się- do pokoju weszła moja mama.
-Co?!
-Wyprowadzamy się- rzuciła chłodno.
-Co?! Jak?! Nie wolno ci! Nie możesz!- podbiegłam do niej.- Proszę! Nie rób mi tego!- mówiłam ze łzami w oczach.
-Nic nie zmienisz. Jutro wieczorem wyjeżdżam bardzo daleko stąd. A do tego czasu nie wolno ci wyjść z mieszkania- zaśmiała się cicho.
Nic nie opisze tego jak się wtedy czułam. Byłam pewna, że moje życie legło w gruzach. Bezsilna rzuciłam się na łóżko ukrywając przed światem moje gorzkie łzy.

***


     Wtedy po raz ostatni widziałam Louis'a. Mając piętnaście lat straciłam to co było dla mnie najważniejsze. Myślałam wtedy, że nie będę w stanie normalnie funkcjonować i rzeczywiście na początku tak było. Płakałam przez wiele tygodni, ale potem wielkie rany w moim sercu zaczęły się zrastać. Powoli wracałam do życia. Z początku chciałam zapomnieć, ale wkrótce okazało się, że to niemożliwe. Bo jak można zapomnieć o osobie, która pojawia się w każdej gazecie i na każdym kanale telewizyjnym. Spełnił swoje marzenia i jego piosenki lecą w radiu. Odkąd pamiętam niczego innego w życiu nie chciał. Chciał tylko śpiewać. Z biegiem czasu po prostu pogodziłam się, że to co było już nigdy do mnie nie wróci. Za wszelką cenę unikałam jakichkolwiek rozmów o One Direction, ale nawet gdybym całkowicie się od tego odcięła, będzie jedna rzec, która mi o nim przypomni. Dziś, kiedy mam już ponad dwadzieścia lat zdałam sobie sprawę z tego, że nawet nie wiem jak on teraz wygląda. Szczerze mówiąc... Nie chciałam wiedzieć.
-[T.I]! Idziesz ze mną?- usłyszałam głos mojej mamy dobiegający z kuchni.
-Gdzie?- spytałam.
-Do pani Anne. Podobno ma dzisiaj przyjechać jej bratanek- poinformowała.
-Pewnie jakiś głupi nastolatek- burknęłam.
-Ty też kiedyś byłaś nastolatką. A z tego co wiem to jest starszy od ciebie- oznajmiła.
Czasem denerwowało mnie to, że przypominała z taką łatwością o czasie, który był dla nas najgorszy.
-Starszy, powiadasz?- wyłączyłam telewizor, zwlokłam się z kanapy i podreptałam do kuchni.
Moja mama jak zwykle siedziała w okularach i czytała jakieś tanie romansidło.
-Miałyśmy iść na zakupy- powiedziałam próbując wybić jej z głowy ten pomysł, który wcale mi się nie podobał.- Przecież za dwa dni wracam na uczelnię- tłumaczyłam się.
Ona jednak była nieugięta. Ani trochę się nie zmieniła, chociaż trochę jakby złagodniała.
-To tylko jeden wieczór- spojrzała na mnie z miłością.
-Mamo...
-Kochanie, proszę. To dla mnie naprawdę bardzo ważne- złapała mnie za rękę.
-Och, no dobrze- kawa z koleżanką to naprawdę ważna sprawa.
-Świetnie!- zamknęła książkę i zdjęła okulary.
-To ja idę się przebrać- poszłam na górę. 
Niedługo potem stałam przed lustrem ubrana w zwiewną, jasnożółtą sukienkę na ramiączkach. Sięgała przed kolano. 
-Idziesz?- usłyszałam swoją mamę. 
Nałożyłam balerinki o chwilę później wyszłyśmy z domu. Po kilku minutach doszliśmy do niedużego domku. Drzwi otworzyła nam niska, trochę starsza niż moja mama kobieta. Z uśmiechem zaprosiła nas do środka. Po chwili we trzy siedziałyśmy przy drewnianym stole w jej ogrodzie. Rozglądałam się dookoła siedząc w wiklinowym krześle. Zapach kawy i kwiatów rosnących wokół sprawił, że poczułam się jak w rodzinnym domu za czasów kiedy byłam nastolatką. Nie przysłuchując się rozmowie mojej mamy z jej koleżanką ułożyłam się wygodnie i wystawiłam twarz do słońca. Było mi przyjemnie. W końcu to moje okolice.
-Wysłałam do do sklepu po truskawki- usłyszałam głos pani Anne.
Otworzyłam oczy i spojrzałam na nią. Trzymała w rękach kubek parującej kawy. Przede mną stał taki sam. Wzięłam go do ręki i upiłam niewielką ilość napoju. 
-Pomyślałam, że skoro mamy taki ciepły dzień to przygotuję dla was moje ulubione lody- spojrzała na mnie i posłała mi miły uśmiech.
Odpowiedziałam jej tym samym gestem. 
-Ciociu! usłyszałyśmy jakieś krzyki dochodzące z domu pani Anne.- Wróciłem!
-Już idę- kobieta wstała od stolika.- Pójdę przygotować deser- po chwili zniknęła za szklanymi drzwiami.
-I jak ci się tu podoba?- spytała moja mama.
Wyciągnęłam się na krześle, zamknęłam oczy i odchyliłam głowę w tył.
-Mogłabym tak całymi dniami- powiedziałam wyraźnie zadowolona.
Cichutko nucąc pod nosem ulubioną melodię zaczęłam stukać paznokciami oparcie krzesła. 
-Dzień dobry- usłyszałam męski głos.
Uniosłam jedną powiekę, by sprawdzić kto pojawił się w ogrodzie. Bratanek pani Anne. Przystojny brunet średniego wzrostu właśnie witał się z moją mamą. Podszedł do mnie.
-Louis- wyciągnął ku mnie swoją dłoń.
-[T.I]- przedstawiłam się ściskając jego rękę.
Chłopak spojrzał na mnie szaroniebieskimi oczami. Nagle coś mnie tknęło. To imię... To spojrzenie... Znałam je skądś... Ale, nie... To tylko moja wyobraźnia płata mi figle. Odpychając od siebie myśl, która zajęła mój umysł ponownie wystawiłam twarz do słońca. Z tego co słyszałam rozmowa mojej mamy z Louis'em wcale się nie kleiła. Wydawało mi się jakby to ona niechętnie mu odpowiadała. Kilka minut później Louis opuścił ogród.
-[T.I]. [T.I]- szturchnęła mnie mama.
-Co jest?- zapytałam z lekkim wyrzutem.
-Porozmawiaj z nim trochę... Bardzo mu się nudzi- szepnęła.
-Ale ja nie chcę z nim rozmawiać- burknęłam.
-Nie zachowuj się jak obrażone dziecko!
Westchnęłam ciężko, ale nie odpowiedziałam jej. Oderwałam wzrok od swoich butów dopiero, gdy pani Anne wraz ze swoim bratankiem wnieśli szklane pucharki. Louis podał mi deser. Po zapachu domyśliłam się, że są to lody waniliowe. Podane były z czekoladą i przyozdobione słodkimi truskawkami. Nabrałam na łyżeczkę odrobinę i skosztowałam. Lody były przepyszne i podejrzewałam, że znikną w mgnieniu oka. 
-Um... Więc- zaczęłam niepewnie.- Louis, czym się zajmujesz?- spytałam wypełniając prośbę mojej mamy. 
On zachichotał cicho zasłaniając ręką usta. Zdziwiła mnie jego reakcja, a potem zaczęłam zastanawiać się czy to pytanie było aż tak głupie.
-Nie wiesz?- odpowiedział pytaniem.
Skrzywiłam się. Czy on myślał, że ja wiem o nim wszystko?
-Nie, nie wiem- rzuciłam ostro.
-Przepraszam- spuścił głowę.
-To nieważne- zaczęłam zajadać lodu zupełnie sobie nie zaprzątając nim głowy.
Kiedy wszyscy skończyli jeść chłopak zaoferował drobną pomoc i chciał pozbierać puste pucharki. 
-Mogę twój?- podszedł do mnie i wyciągnął dłoń. 
To co zobaczyłam kompletnie wybiło mnie z równowagi. Na dłoni Louis'a była widoczna blizna. Tego nie można było pomylić z niczym innym. Mając nogi jak z waty wstałam i jak najszybciej opuściłam posiadłość pani Anne. Biegiem ruszyłam w dobrze znane mi miejsce. Nie byłam tu przeszło od sześciu lat, a mimo to wciąż pamiętałam drogę. Jak zwykle było tu cicho i spokojnie. Tak magicznie. Dopiero teraz uświadomiłam sobie kogo spotkałam. Ten wzrok, ten głos... To nie mogło należeć do nikogo innego. Rzuciłam się na miękką trawę. W moich oczach zaiskrzyły się łzy. Obróciłam się na plecy i spojrzałam w błękitne niebo. 
-[T.I]!- usłyszałam krzyk.
Wystraszona zerwałam się na równe nogi. Rozejrzałam się dookoła. Zobaczyłam biegnącego w moją stronę Louis'a.
-Wiedziałem, że cię tu znajdę- uśmiechnął się.
-Niby skąd?- mruknęłam.
Louis bez słowa ścisnął mój nadgarstek. Wiedziałam co chce zobaczyć dlatego rozłożyłam dłoń. To samo zrobił on. Ujrzeliśmy dwie, prawie identyczne blizny po cięciach. Nikt, nigdy nie dowiedział się co one znaczyły.
-Jak się tu znalazłaś? Podobno wtedy stąd wyjechaliście- zaczął.
-Dwa lata temu wyprowadziłam się do Londynu, a mama postanowiła tu wrócić- wytłumaczyłam.- Nigdy nie pomyślałabym, że jeszcze kiedyś cię spotkam.
-Nie poznałaś mnie...
-Nie widziałam cię tyle lat, wiem, jesteś sławny, ale nie widziałam cię ani raz... Nie zobaczyłam ani jednego zdjęcia...
-Chodź- Louis splótł nasze palce i pociągnął mnie za sobą.
Nie miałam już nic do stracenia, nie opierałam się. Kiedy zobaczyłam przed sobą rozłożysty dąb wyswobodziłam się z jego uścisku. Podeszłam do drzewa i drżącymi palcami dotknęłam kory. Serce i nasze inicjały wciąż tam było. Ale obok było coś czego nigdy nie widziałam. Drobny napis "na zawsze". Uniosłam w górę kąciki ust w ogóle nie przejmując się, że po mojej twarzy spływają łzy. 
-Byłem tu następnego dnia, by to dopisać. Wydawało mi się to cudowne- poczułam na swoich biodrach ręce Lou.- Wiem, że ty też nigdy o mnie nie zapomniałaś- szepnął mi do ucha.
Odwróciłam się przodem do niego. Otarł mi łzy, a potem nachylił się lekko, by móc mnie pocałować. Chwilę później leżeliśmy w trawie wpatrując się w chmury. Po raz drugi w całym moim życiu zadałam sobie to pytanie. Czym jest szczęście? Dla mnie to oczywiste. Ja wiem, że moje szczęście będzie trwało do samego końca. Bo przecież miłość podpisana krwią to miłość prawdziwa. Na zawsze...


"If your heart was full of love,
Could you give it up?"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Powiedzmy, że blog był... Zawieszony. Nieważne, musiałam sobie zrobić przerwę, prywatne problemy. Mam nadzieję, że ktoś tutaj jeszcze wpadnie i, że chęć na czytanie oraz komentowanie wam nie przeszła. Potrzebuję motywacji, z góry wielkie dzięki. Co tam u was słychać, przez tyle czasu coś się pozmieniało? :) Trzymajcie się ciepło <3
Cytat: Birdy "Not about Angels"

środa, 28 stycznia 2015

Liam

     Zatrzymałam się przed jednym z małych, białych domków, których było mnóstwo na tej ulicy. Przez chwilę zastanawiałam się czy dobrze trafiłam. Postanowiłam to sprawdzić i pomimo swoich wątpliwości zapukałam do drzwi. Po chwili otworzył mi przystojny, młody chłopak. Uśmiechał się wesoło. Nie zobaczył jednak tego samego na mojej twarzy. Stałam sztywno patrząc się na niego. Musiałam wyglądać jakbym urwała się z wariatkowa, ale pewnie on był do tego przyzwyczajony. Wiele dziewczyn piszczało, płakało i lub zachowywało się tak jak ja na jego widok. 
-Cześć- przywitał mnie.
Ocknęłam się lekko potrząsając głową.
-Cześć- odpowiedziała.- Czy... Tu mieszka [I.C]?- spytałam.
Chłopak skrzywił się i zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu, a potem pokiwał przecząco głową. 
-[I.C] [N.C]?- zapytał.
-Tak... O nią mi chodzi- powiedziałam.
-Mieszka dwa domy dalej- na jego twarzy znów zagościł uśmiech.- O tam!- wychylił się i wskazał taki sam domek stojący nieopodal. 
-Widocznie pomyliłam adresy- poczułam jak moje policzki robią się czerwone. 
Och, cóż za fatalna pomyłka.
-Nie trudno się tu zgubić... A... Śpieszysz się? Bo...- jego policzki nabrały różowego odcieniu zanim zdążył dokończyć.
-Jestem już spóźniona- skłamałam.- Dziękuję za pomoc- odwróciłam się i ruszyłam przed siebie.
-Do zobaczenia!- usłyszałam za sobą jego aksamitny głos.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Miałam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy i szybko zaczęłam żałować, że nie zgodziłam się przyjąć zaproszenia sławnego Liam'a Payn'a z którym przed chwilą rozmawiałam. Ale przecież nie znałam go dobrze. Chwilę później zapukałam do kolejnych drzwi, tym razem tych właściwych. 
-Jesteś!- pisnęła ciocia i mocno mnie przytuliła.
Siostra mojej mamy niedawno wprowadziła się do nowego mieszkania. Dziś zaprosiła nas na obiad, ale przyszłam tylko ja.
-A gdzie [I.M]? Wchodź kochanie, wchodź- wpuściła mnie do środka. 
-Miała jakieś ważne spotkanie w firmie, nie mogła się urwać-przestąpiłam przez próg.
-Dobrze, że chociaż ty przyszłaś. Mam nadzieję, że jesteś głodna- uśmiechnęła się ciepło i otworzyła piekarnik.
-Jak wilk!
Ślinka mi pociekła, gdy poczułam zapach jedzenia przygotowanego przez moją ciocię. Ta wysoka brunetka to bezdzietna rozwódka w średnik wieku. Doskonała kucharka i średnio utalentowana malarka. Uwielbia rozstawiać sztalugi, wyciągać farby i dać upust emocjom. Miała na to swój sposób. Kiedy coś ją cieszyło malowała w jasnych barwach, a kiedy była smutna używała ciemnych odcieni. Właściwie żaden z tych obrazów nic nie przedstawiał. Grubsze lub cieńsze, ostre lub delikatne kreski, uderzenia pędzlem, plamy mnóstwa kolorów nałożone na siebie. Sztuka... 
-Ciociu...- zagadnęłam ją, gdy siedziałyśmy przy stole. 
-Tak?- oderwała wzrok od talerza.
-Znasz tego młodego chłopaka, który mieszka dwa numery dalej?- chciałam dowiedzieć się czy wie coś o tym nastolatku.
-Przystojniaczek z niego, co?- mrugnęła do mnie.
Wywróciłam oczami, lecz nie mogłam zaprzeczyć temu co powiedziała.
-To jest gwiazda!- poinformowałam ją.
-Na jaką skalę?- zapytała niezbyt przejęta moimi słowami.
-Międzynarodową!- prawie krzyknęłam.
-Spokojnie, coś się wymyśli.
-O czym mówisz?- spojrzałam na nią podejrzliwie, a ona tylko pokręciła głową i wciąż się uśmiechając zmieniła temat.

***

     -Do zobaczenia- cmoknęłam ciotkę w policzek.
-Wpadnij do mnie jeszcze kiedyś- machała mi stojąc w progu.
-Wpadnę, wpadnę- zapewniłam.
Powoli szłam chodnikiem w stronę swojego mieszkania. Rozkoszowałam się ciepłym wieczorem, choć nie przez długą chwilę. Nie minęły nawet dwie minuty, kiedy usłyszałam czyjś krzyk, ale nie taki, którego należałoby się wystraszyć. Ktoś mnie wołał, lecz nie po imieniu. Zdziwiona zatrzymałam się, a potem odwróciłam. Zobaczyłam biegnącego w moją stronę Liam'a.
-Poczekaj!-stanął obok mnie i wesoło się uśmiechnął.- Cześć.
-Cześć- odpowiedziałam mu tym samym.
-Czekam na ciebie już dłuższą chwilę- odetchnął z ulgą.
Miałam zamiar coś powiedzieć, ale chyba byłam na to zbyt zszokowana.
-Miałem nadzieję, że posiedzisz ze mną- speszył się trochę, ale nie odwrócił wzroku.
-Teraz nie mogę odmówić- zachichotałam.
-Jestem Liam- podał mi rękę.
Uścisnęłam ją i wypowiedziałam swoje imię. Siedliśmy na schodach przed drzwiami prowadzącymi do jego mieszkania. Liam podał mi szklankę z wiśniowym sokiem, która stała na stoliku na werandzie. Odpędzałam od siebie myśli, że rozmawiam ze sławnym piosenkarzem. 
-Nie mogę uwierzyć, że chciało ci się na mnie czekać- pokiwałam głową z niedowierzaniem.
-Uwierz mi, było warto- ukazał rząd białych zębów, niezwykle mnie tym zawstydzając.
Zarumieniłam się i spuściłam głowę.
-Widzę, że ci smakuje- powiedział jakby nigdy nic.
Zauważyłam, że szklanka, którą trzymałam w dłoniach jest praktycznie pusta. Chyba wypiłam to z nerwów i wstydu, ale... Rzeczywiście mi smakowało, więc pokiwałam twierdząco głową.
-Moja babcia je robi- zaśmiał się.
-Moja też- wywróciłam oczami.- Mam w domu pełno słoików. 
-Pamiętam jak byłem mały... Wszedłem do spiżarni i przez przypadek zrzuciłem półkę! Byłem cały w kompotach i dżemach- zaczął się głośno śmiać, a ja poszłam w jego ślady.
I tak zaczęła się nasza rozmowa o... Wszystkim. Opowiadaliśmy sobie zabawne historie z dzieciństwa. Potem czasy kiedy wchodziliśmy w okres młodzieńczy, pierwsze przewinienia, jakieś objawy buntu. Opowiedział mi nawet o pięknej dziewczynie w której się zakochał mając piętnaście lat. Nie za bardzo wiedział jak się zabrać do wyznania uczuć, dlatego napisał o niej piosenkę. Gdy nastolatka ją usłyszała, zgodziła się na jego prośbę, a już następnego dnia odprawiła go z kwitkiem tłumacząc, że nie jest dla niej dość dobry. Ciekawe co powiedziałaby dzisiaj. Ile by dała, żeby z nim być... Tak od słowa do słowa przegadaliśmy kilka kolejnych godzin, a w tym czasie zdążyliśmy się trochę poznać. Wydawało mi się, że Liam jest bardzo miły, może aż nadto, przez co zdarza mu się być naiwnym. Jest też zabawny, a przede wszystkim ambitny. Kiedy mówił o swoim zespole słychać było w jego głosie dumę z tego co osiągnął wraz ze swoimi przyjaciółmi. Nie skupialiśmy się jednak na jego karierze. Woleliśmy rozmawiać o nas. O tym jak było i jak chcemy by było.
-I wtedy postanowili się rozwieść. Długo ciągali się po sądach, aż w końcu ojciec wyjechał do Irlandii, a ja zostałam z mamą tutaj- westchnęłam.
-Jesteś z tego zadowolona?- spytał czule.
-Tak... Z nim nie spędzałam zbyt wiele czasu- wzruszyłam ramionami.
Przez chwilę panowała zupełna cisza. Wiatr był coraz silniejszy, a mi było coraz zimniej. Zadarłam głowę, by móc spojrzeć w niebo, które rozbłysło milionem gwiazd.
-Dawno nie było takiego nieba w Londynie- stwierdziłam.
-Teraz jest pięknie...
Nagle poczułam silniejszy powiew chłodnego powietrza. Zatrzęsłam się, a na moich nogach pojawiła się gęsia skórka. Przejechałam dłońmi po ramionach próbując się nieco ogrzać. 
-Och! Zimno ci?- chłopak zajrzał mi w oczy.
Nie musiałam nawet odpowiadać, a on zdjął błękitną bluzę i nałożył na moje ramiona.
-Teraz powinno być lepiej- uśmiechnął się.
W podzięce wykonałam ten sam gest, a potem oparłam głowę na jego ramieniu.

***

     -Słońce, co powiesz na to, żeby ze mną trochę pomalować?- [I.C] klasnęła w dłonie.
Wstała z kanapy, złapała mnie za ręce i siłą z niej ściągnęła. 
-Pokażę ci moją pracownię. Jeszcze cię tam nie było, a jest naprawdę wspaniała!- zachwyciłam się.
Mogła godzinami gadać o wytworach swojej wyobraźni potocznie nazywanych sztuką. Po chwili znalazłam się w dużym pomieszczeniu z białymi ścianami gdzieniegdzie pobrudzonymi farbami. Na środku stało kilka sztalug, a na podłodze leżały puste lub zapełnione płótna. W rogu stał ogromny, drewniany regał na którym stały puszki farb, te w tubkach i palety,  a w kubeczkach różne pędzle. I chociaż nie podobały mi się jej rysunki rozwieszone w całym domu, to pomieszczenie naprawdę mi zaimponowało. 
-To co? Pobawisz się troszkę!- podała mi przybrudzony fartuszek i kazała wybrać pędzle i kolory, których chcę użyć. 
Na dwóch sztalugach ułożyła dwa czyste płótna.
-Ty też malujesz?- zapytałam.
Nie doczekałam odpowiedzi, bo obie usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Kobieta stojąca przede mną spojrzała na zegarek, który zawsze nosi na ręce.
-Punktualnie!- puściła mi oczko i pobiegła do drzwi.
Stałam tam zachodząc w głowę cóż ona mogła wymyślić. Spodziewałam się wszystkiego, ale nie, że ujrzę w progu...
-Liam?!- byłam zupełnie zaskoczona jego obecnością, zresztą nie po raz pierwszy.
-[T.I]!- zareagował podobnie.- Cześć- podszedł bliżej i lekko mnie objął.
-Co ty tu robisz?- zapytałam uśmiechnięta.
-Ostatnimi czasy trochę mi się nudziło, a twoja ciocia zgodziła się udostępnić mi swój sprzęt. Nie wiedziałem, że tu będziesz- tłumaczył. 
-Ja też nie... No, ale ubieraj się w fartuszek- podałam mu cienki materiał.
-Ja mam to założyć?- roześmiał się.- I co dalej?- zawiązał ostatni sznurek. 
-Farby...- zaczęłam grzebać w szafce.
Podałam mu kilka tubek. 
-I bierzemy się do roboty!- rozkazałam i umoczyłam pędzel w żółtej farbce.
-Co malujesz?- zapytał Liam zaglądając przez moje ramię.
-Na razie słoneczko, a ty?
-Planuję morze, ale...- kątem oka zauważyłam, że się uśmiecha. 
Rozmowa mijała nam na wymianie swoich poglądów o kolorach i innych połączeniach z naszej twórczości, co ograniczało się do rysunków szkolnych. 
-Śmiesznie tak wyglądasz- rzucił nagle.
-Jak?- przeniosłam wzrok na jego osobę.
-O tak...- wystawił język udając skupienie, a widząc moją minę zaśmiał się głośno.
-Nie daruję ci tego!- pisnęłam.
Wsadziłam pędzel w jakąkolwiek farbę i machnęłam nim w stronę Payne'a. Na jego ramieniu pojawiła się wielka, jasnozielona plama. Zaśmiałam się krótko i zaraz zasłoniłam usta dłonią.
-[T.I]!- krzyknął rozbawiony.- Jak mogłaś?- i po chwili moje spodnie były w części czerwone. 
Liam zaczął przede mną uciekać, lecz na niewiele mu się to zdało. Sekundę później jego włosy i prawy policzek były niebieskie, a na moich plecach powstał wielki, pomarańczowy kleks. 
-Złapiesz mnie?- odwrócił się przodem do mnie, a ja biegiem ruszyłam w jego stronę. Po drodze nie zwróciłam uwagi na jednolitą kałużę gęstej farby. Poślizgnęłam się i wpadłam na Liam'a, który runął na ziemię. Jak się okazało, on wcale nie był zły. Wręcz przeciwnie. Uśmiechnął się i złapał mnie za biodra. 
-Wiesz, że wcale nie umiem malować?- spytał.
-Jak to?
-Wszystko było ustawione, żebym znów mógł się spotkać- uśmiechnął się pewnie, lecz jego policzki lekko się zaróżowiły. 
Wtedy zrozumiałam co oznaczał każdy głupi uśmieszek mojej ciotki.
-Przebiegłe lisy- szepnęłam i nachyliłam się, bym mogła go pocałować.
Chłopak bez sprzeciwu oddał pocałunek. Oderwał się ode mnie i spojrzał w górę.
-Co namalowałaś?- popatrzył na moje dzieło.
Obróciłam się i położyłam obok Liam'a. Zielona trawka i niewielki budynek z czerwonym dachem i fioletowym kominem. Całość wyglądała jak rysunek czterolatka. 
-Nasz dom- stwierdziłam z dumą.
-Ale taki krzywy?- zarechotał.
-Ej!- podniosłam się, by chwycić kolejną porcję farbki i cisnąć nią w stronę Liam'a, a już po chwili na nowo się ganialiśmy po całym pokoju.
Nasze wspólne życie zaczęło się kolorowo... I oby nie znikło prędko jak tęcza, gdy zajdzie słońce. Chcę, żeby nasze kolory trwały nawet w najciemniejszych chwilach, żebyśmy się nie pogubili i nie zszarzali. I wypełniali puste przestrzenie w nas, jak wypełniamy płótno pociągnięciami pędzla. Niech nasze życie będzie najpiękniejszym obrazem.

"Panoramę życia tworzą wszyscy. Barw jej przydają niektórzy"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Była mała przerwa, ale wreszcie "spięłam dupę" i coś jest. Nie miałam ani czasu, ani ochoty. W nowy rok wparowałam jako wielki bałagan i kłębek nerwów. Dużo problemów, a brak postów na blogu był dla mnie jednym z mniejszych. Postaram się dodawać już systematycznie jak wcześniej, ale rozumiecie :) Życzcie mi powodzenia! Trzymajcie się!
Cytat: Henryk Haufa




środa, 7 stycznia 2015

Zayn

     -[T.I]!- usłyszałam krzyk mojej przyjaciółki.
-Co?- odwróciłam głowę i spojrzałam na [I.P].
Dziewczyna stała przede mną trzymając fioletową tunikę w prawej ręce i czarną koszulkę na ramiączkach w lewej.
-Którą mam założyć?- wydawała się być zdruzgotana.
-Załóż czarną- poradziłam jej.
-Na pewno? 
-Tak, tak- siadłam plecami do niej.
-Ty mnie słuchasz?!- wtedy była strasznie irytująca.
-Co tam się dzieje?- wskazałam na drzwi tym samym zmieniając temat.
Z zewnątrz dochodziły jakieś dziwne szmery, a czasem nawet piski.
-Och! Nie mam pojęcia!- wywróciła oczami.
-Chodź ze mną- ścisnęłam jej rękę i pociągnęłam ją w stronę wyjśc
ia.
Otworzyłyśmy je i wychyliłyśmy głowy, by zobaczyć co dzieje się na korytarzu hotelu w którym miałyśmy spędzić najbliższą noc. Przed nami stało kilkanaście młodych dziewczyn. W skarpetkach opuściłyśmy pokój.
-Na co wy czekacie?- poklepałam po ramieniu jedną z nich.
Gdy spojrzała na mnie, dostrzegłam jej załzawione oczy. Miała rumiane policzki i naprawdę prawie płakała. O co tutaj chodzi?
-Jak to?! To ty nie wiesz?- nienawidziłam takich odpowiedzi.
Oczekiwano ode mnie wiedzy na temat o którym nie miałam zielonego pojęcia.
-Gdzie mieszkacie?- zagadnęła mnie kolejna.
-Tutaj, obok- odparłam obojętnie.
-Ale jak? Przecież to piętro jest zamknięte- odezwała się niższa ode mnie o prawie połowę szatynka.
-Zamknięte? Niemożliwe!- [I.P] machnęła ręką.- Ale powiedzcie w końcu po co tu stoicie?- dokończyła.
-W pokojach z numerami 307 i 308 mieszkają chłopcy z One Direction!- poinformowała nas nastolatka w okularach, która po chwili zaczęła podskakiwać z kilkoma innymi koleżankami.
-Co?!- reakcja moja i mojej przyjaciółki była identyczna.
-One Direction za tymi drzwiami?! Przepuśćcie mnie!- zaczęłam przepychać się między dziewczynami.
Poczułam jak ktoś zaciska dłoń na moim nadgarstku. Okazało się, że to [I.P] mnie trzymała, a potem siłą zaciągnęła do naszego pokoju.
-Co ty wyprawiasz?!- nie ukrywałam swojej złości, gdy już byłyśmy same.
-Nie będziesz tam stała jak ta banda idiotek- położyła ręce na biodrach.
-Dziewczyno! Ty sobie zdajesz sprawę z tego, że za ścianą mieszkają nasi idole? Jako jedyne dostałyśmy to piętro! Taka szansa, a ty chcesz ją zmarnować?- złapałam ją za ramiona i lekko nią
potrząsnęłam.
-Daj spokój! I tak by ci nie otworzyli!- mruknęłam niezadowolona.
-Zabiłaś moje marzenia- rzuciłam się na łóżko udając, że płaczę.
-Nie przesadzaj [T.I]- uderzyła mnie miękką poduszką.- Ubieraj się i idziemy, bo za dwie godziny koncert- posłała mi słodki uśmiech, którym przekonała mnie do działania.

***

     -O mój Boże! A widziałaś to jak Louis gonił Hazzę po całej scenie?- [I.P] wybuchła śmiechem zdając relację z najcudowniejszego występu na jakim kiedykolwiek byłam.
-Oczywiście! A to jak Liam zmienił słowa?- zaśmiała się przypominając sobie ten "sprośny" żarcik w jego wykonaniu.- I moment w którym Zayn zatrzymał się przy mnie i uśmiechnął się? Magiczne!- byłam zachwycona.
-A Niall przy Little Things? Och, marzenie!- była nim oczarowana.
-To było przesłodkie! [I.P] mam pomysł!- złapałam ją za dłoń.
Spojrzała na mnie ze zdziwieniem. Znała mnie i wiedziała, że to nie będzie coś co jej się spodoba.
-Chodźmy do nich po autografy!- posłałam jej przebiegły uśmieszek.
-Nie, nie i nie!- protestowała.
-Oj [I.P]! Pierwszy i ostatni raz masz taką okazję. Jesteśmy tak blisko, nie daj się prosić...
Wywróciła oczami.
-No dobra- zaśmiała się.
Pobiegłyśmy ulicą w stronę hotelu. Na szczęście droga nie była długa, ani męcząca. Powoli weszłyśmy do budynku przez obrotowe drzwi.
-To co? Plan jest taki: najpierw idziemy do siebie, a potem do chłopaków?- moja przyjaciółka po raz kolejny zadała mi to samo pytanie bojąc się jakiegokolwiek wstydu. 
Zresztą ja też się bałam.
-Właśnie tak- mimo to byłam już znudzona ciągłymi pytaniami.
Minęłyśmy recepcjonistkę i wsiadłyśmy do windy. Dopiero potem wybuchłyśmy panicznym śmiechem. Myśl, że za chwilę poznamy pięciu nieziemsko przystojnych i utalentowanych chłopców nie pozwalała nam zachowywać się... Normalnie. Na ostatnim piętrze opuściłyśmy windę i wyszłyśmy na korytarz. To co tam zobaczyłyśmy całkowicie wybiło ans z rytmu. Stanęłyśmy jak sparaliżowane, gdy dotarło do nas, że dziesięć metrów dalej stoi Liam, Harry, Niall, Zayn i Louis. Odwrócili głowy, by spojrzeć na nas jak na wariatki. Cały nasz plan wyleciał nam z głowy i właściwie chyba w ogóle nie myślałyśmy. Chłopak z lokami na głowie uśmiechnął się krzywo, uniósł rękę i pomachał nam. Reszta zrobiła to samo chwilę później. Uśmiechnęłyśmy się tak samo niepewnie, machnęłyśmy i ledwo trzymając się na nogach podeszłyśmy do odpowiednich drzwi. 
-Nie wiem gdzie mam klucz- szepnęła [I.P] szperając w swojej małej torebeczce zawieszonej na ramieniu.
-Jak to nie wiesz?- zdenerwowałam się.
-Po prostu! Nie mam, wyparował!- zaczęła sprawdzać w kieszeniach spodni.
-Ja mam przypomniałam sobie- moja rówieśniczka głośno odetchnęła, a następnie rzuciła mi mordercze spojrzenie.
Puściłam koleżankę przodem, a sama zerknęłam na miejsce gdzie jeszcze ni tak dawno stali chłopcy. Niestety zdążyli się już pochować po pokojach.
-Wyobrażasz sobie jaka musiałam być czerwona? Jaki wstyd- [I.P] siadła w fotelu i zasłoniła twarz poduszką.
-A ja? Pomachali mi- siadłam obok niej.
-Nam- prędko mnie poprawiła. 
Uspokoiłyśmy się trochę i kontynuowałyśmy relacjonowanie minionego dnia dopóki nie przerwało nam pukanie do drzwi. Wstałam i poszłam przywitać naszego niespodziewanego gościa. Osoba, która stała w progu sprawiła, że moje serce mocniej zabiło. Mulat o ciemnych oczach stał oparty plecami o futrynę. Patrzył na mnie z dziwnym uśmiechem na twarzy.
-Hej. Jestem Zayn- wyciągnął dłoń, którą strachliwie uścisnęłam wypowiadając swoje imię.- Słuchaj...To piętro miało być zamknięte dla innych gości. Jak się tu dostałyście?- zapytał.
Zmieszało mnie to trochę. Język mi się plątał, a ja miałam wrażenie, że jest na mnie zły, że nie pasuje mu moja obecność.
-Zarezerwowałyśmy pokój kilka miesięcy temu. Dziwne, że was nie poinformowali- uniosłam lekko kąciki ust.
Chciałam sprawić wrażenie normalnej dziewczyny i chyba jak na razie mi to wychodziło. 
-Racja... Dziwne... Ty byłaś na naszym koncercie, prawda?- puścił mi oczko, a ja poczułam jak pieką mnie policzki.
-Tak...- zauważył mnie!
-Miejsce w pierwszym rzędzie.
-Fajnie, że pamiętasz- odparłam zgodnie z prawdą.
-Ciężko było cię nie zauważyć- na jego twarzy pojawił się jeszcze większy uśmiech niż poprzednio, ale teraz to chyba on był speszony, chociaż miałam nogi jak z waty i modliłam się, żeby nie zemdleć. 
-Zaprosiłbym cię do siebie, ale dzielę pokój z Horan'em. Nie chcesz go widzieć w nocy- zaśmiał się w głos co nieco rozluźniło atmosferę.
-Moglibyśmy wejść do mnie, ale [I.P] pewnie by się stresowała- odpowiedziałam mu tym samym, chociaż nie byłam do końca pewna, czy to jest prawda.
Chyba chciałam go zatrzymać tylko dla siebie.
-Więc... Chodźmy na korytarz- wyciągnął rękę w moją stronę.
-Poczekaj... [I.P]!- krzyknęłam.
-Słucham- otrzymałam odpowiedź.
-Wychodzę z Zayn'em- oznajmiłam.
-Dobra- jej obojętność była przekomiczna. 
-Nie wierzysz?- zapytałam podpuszczając ją.- Zaraz tu przyjdzie- szepnęłam do Malik'a.
I rzeczywiście, nie minęła nawet minuta, a [I.P] stała obok mnie z otwartymi ustami. Chłopak uśmiechnął się i powiedział ciche "Cześć".
-Miłej zabawy- powiedziała blondynka i wycofała się z powrotem na kanapę.
Oboje zachichotaliśmy i wyszliśmy na korytarz. Poprosił, żebym poczekała, a sam zniknął za drzwiami pokoju i po chwili wrócił do mnie z dwiema poduszkami, taką samą ilością kieliszków i butelką czerwonego wina.
-Na szybko, ale mam nadzieję, że będziesz to dobrze wspominać- położył na podłodze poduszki.- Siadaj- podał mi kieliszek.
Zrobiłam tak jak powiedział. Otworzył wino i rozlał po równo.
-Za naszą znajomość- uniósł cienki kryształ w górę.
Stuknęliśmy się okazyjnie i upiliśmy po małym łyczku.
-Skąd jesteś [T.I]?- zapytał.
-Mieszkam prawie dwieście kilometrów od Londynu- odpowiedziałam.
-A więc będziemy rzadko się widywać- powiedział smutno, ale pewnie.
-A w ogóle będziemy?- zdziwiłam się i dopiero po chwili uświadomiłam sobie jak głupie to było.
-Mam nadzieję- uśmiechnął się do mnie.- Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo.
-Nie mam zamiaru- pokiwałam głową odpowiadając tym samym.
Zadziwiało mnie to, że jest całkiem inny niż w gazetach, niż w telewizji, czy na scenie w świetle reflektorów. Jest zwyczajny. Z wyglądu i z charakteru, jest osobą, na którą nikt nie zwróciłby uwagi na ulicy, gdyby nie to co posiadał w środku. Gdyby nie głos... No i kampanie reklamowe. Poza tym jego wnętrze uczuciowe jest tak samo cudowne jak zawsze mi się wydawało. Przekonałam się o tym już kilka minut później, kiedy rozmawiałam z Zayn'em tak jakbyśmy znali się od dziecka. Pasował nam każdy temat. Dosłownie każdy. Wymieniliśmy nawet kilka zdań dotyczących wykładziny na hotelowej podłodze. Było to zupełnie bez sensu, ale nam bardzo potrzebne. Do czego? Sama nie wiem. Po prostu czuliśmy się dobrze w swoim towarzystwie. Muszę przyznać, że bardzo pasowała mi strona, której nie ujawniają media. Mieliśmy wiele wspólnych cech. Jedną z nich było to, że oboje nie przejmujemy się tym co mówią i myślą o nas inni. Dlatego też śmialiśmy się bardzo głośno nie przejmując się tym, że ktoś nie będzie mógł zasnąć. Nagle Zayn spoważniał. Obrócił się do mnie przodem i zajrzał głęboko w oczy, jak jeszcze nikt... I to podnosiło mi poziom adrenaliny. Odstawił kieliszek na bok i to samo zrobił z moim. Przybliżył się i delikatnie mnie pocałował. Ujęłam w dłonie jego twarz poddając się chwilowej rozkoszy, lecz zaraz po tym się odsunęłam.
-Wiesz, że jutro cię tu nie będzie?- spytałam cichutko. 
-To nic... Myśl o tym co dzieje się teraz- i znów mnie pocałował. 

"Najpiękniejszych chwil w życiu nie zaplanujesz. 
One przyjdą same"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nic się ze mną nie dzieję, żyję i wszystko jest okej! :) Znów wybyłam za granicę i przez całą przerwę świąteczną nie miałam dostępu do czegokolwiek z polskimi znakami, ani do żadnych zdjęć. Miał pojawić się świąteczny imagin, ale z powyżej opisanych problemów niestety go nie ma. Dlatego też nie mogłam życzyć wam wesołych świąt i udanego sylwestra, ale mam nadzieję, że właśnie takie te dni były. A teraz tylko spełnionych postanowień noworocznych i jeszcze raz przepraszam <3 Trzymajcie się!
Cytat: Phil Bosmans. 


poniedziałek, 15 grudnia 2014

Harry

     -Już skończyłaś?- mój lekceważący ton jeszcze bardziej zdenerwował dyrektorkę szkoły do której co jakiś czas przychodziłam na lekcje. 
Niska kobieta w okularach popatrzyła na mnie z groźną miną i na nowo zaczęła swój nudny monolog. Znudzona usiadłam wygodniej i rozejrzałam się po gabinecie, który znałam jak własną kieszeń. Bardzo często tu trafiałam za wybryki, których dokonywałam razem z moim chłopakiem. 
-Zadzwonię do twojego ojca!- nauczycielka zakończyła dramatycznie na co tylko wywróciłam oczami. 
-A czy to oznacza, że mogę już iść?- wstałam i skierowałam się do wyjścia.
-Victor to złe towarzystwo- usłyszałam za sobą jej głos. 
Ta wypowiedź była jak najbardziej zbędna. Zacisnęłam dłonie w pięści, wzięłam głęboki oddech i wyszłam stamtąd trzaskając drzwiami. O ścianę stał oparty wysoki blondyn ubrany w skórzaną kurtkę. Na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek. Objął mnie ramieniem.
-Co ona znowu chciała?- zapytał z kpiną w głosie.
-Jak zwykle zadzwoni do ojca. To wszystko przez te twoje wygłupy! To był twój pomysł, a to mnie przyłapali ze szczurem w ręce!- krzyknęłam wyładowując na nim wszystkie moje emocje.
-Daj spokój! Widok Evans skaczącej po biurku był tego wart- zaśmiał się.
-Twoja zabawa zawsze jest warta mojego godzinnego posiedzenia u Brown- burknęłam niezadowolona. 
-Chodź lepiej na piwo- dał mi szybkiego całusa w policzek i ruszyliśmy korytarzem.
Gdy mijaliśmy rząd pomarańczowych szafek zobaczyłam Harry'ego. Chłopaka, którego nienawidziłam całym sercem. Jego ciemne loki otulające twarz i hipnotyzujące, zielone tęczówki zawsze skutecznie odwracały moją uwagę. To nigdy nie podobało się Victor'owi, jednak tym razem umknęło to jego uwadze. Nastolatek, który od miesiąca chodzi ze mną do klasy patrzył na mnie kiwając głową. Ponownie tego dnia zacisnęłam zęby i szybko odwróciłam głowę. 
-Co jest?- zapytał Victor, który najwyraźniej wyczuł moje zdenerwowanie.
-Ten idiota z mojej klasy- powiedziałam na tyle głośno, by Styles mnie usłyszał.
Podobnie jak mój chłopak obróciłam się, by spojrzeć na niego. Nie ruszył się nawet o milimetr. Wysoki blondyn obok którego teraz szłam wystawił przed siebie rękę i wykonał gest, mający na celu zdenerwowanie go, lecz ten nadal stał nie okazując żadnych emocji.
-Niech on lepiej trzyma się od ciebie z daleka. Jesteś moja- wyszczerzył się.
-Jestem twoja- przyznałam mu rację, a potem razem opuściliśmy budynek szkoły pomimo tego, że powinnam być na lekcji.

***

    -Jeśli się nie poprawię to zostanę tu kolejny rok- oznajmiłam Victor'owi, gdy opuściłam gabinet dyrektorki po kolejnej rozmowie.
-Ja też kiblowałem- roześmiał się;
-I dlatego jesteś głupi- mruknęłam i usiadłam na ławce.
Jak ja mogłam do tego doprowadzić? Jak mogłam pozwolić, by przez tego chłopaka stoczyć się na samo dno? By z normalnej, spokojnej dziewczyny zamienić się w szkolną zadymiarę?! By każdą wolną chwilę spędzać z nim i jego kumplami przy piwie! 
-To wszystko przez ciebie!- wrzasnęłam na Victor'a, który stał na przeciwko.
-Co?!- zdziwił się.
-To co słyszałeś! Gdyby nie ty to nie miałabym problemów!
-Tak sądzisz? Więc wybieraj! Albo ja, albo grzeczna dziewczynka- syknął.
Tymi słowami wbił mi nóż w serce. Kazał mi wybierać, rozdarł mnie. Czego mam się słuchać? Moich uczuć, czy rozsądku?
-Przecież wiesz, że cię kocham- objęłam go, a on odpowiedział mi tym samym.
-Chodź [T.I], bo mamy chemię, a ja mam kilka fajnych proszków do wypróbowania- puścił mi oczko, złapał za rękę i pociągnął w stronę sali, gdzie odbywała się lekcja.
Znów nic z tym nie zrobiłam... Tak ciężko mi się zmienić...

***

     Nie mogąc przestać się śmiać zgięłam się wpół i złapałam za brzuch. Stanęłam pod ścianą i rzuciłam plecak na podłogę.
-To było wspaniałe!- usłyszałam głos mojego chłopaka.
-Wiem- odpowiedziałam mu.
-Dziękuję, że to dla mnie zrobiłaś. Nawet nie wiesz ile miałem zabawy- pocałował mnie.
Znów poświęciłam dla niego resztki dobrego zachowania, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Oderwałam się i nie myślałam o tym co mnie martwi. 
-To co? Lekcje skończone, więc... Idziemy do parku- oznajmiłam uśmiechnięta.
-Sorry mała, ale umówiłem się z John'em. Idziemy do baru.
-Jeszcze mi powiedz, że będzie Lily!- zawsze byłam o nią cholernie zazdrosna, a on doskonale o tym wiedział i wykorzystywał to przy każdej okazji.
Bałam się tego co nastąpiło... Machnął ręką i ruszył korytarzem.
-Obiecałeś mi to!- krzyknęłam.
-Podobno jest zainteresowana!- zaśmiał się w głos.
-Wolisz tą pustą laskę?! Jeśli tam pójdziesz to możesz już nie wracać!- byłam wściekła. 
-Fajnie było [T.I]! Narka i powodzenia w następnej klasie. Och! O ile przejdziesz!- rozpoznałam kpinę w jego głosie.
Coś czego strasznie nienawidzę. Chwyciłam mój plecak i ze łzami w oczach pobiegłam do łazienki. Z hukiem zamknęłam drzwi. Torba z książkami wylądowała gdzieś w kącie. Nie zwróciłam uwagi, że cała jej zawartość rozsypała się po podłodze. Stanęłam przy umywalce i zacisnęłam na niej dłonie. Na ceramice zauważyłam czarne plamy. Podniosłam wzrok, by spojrzeć w lustro. Teraz wiedziałam skąd to się wzięło. Cały mój makijaż razem ze łzami spływał po mojej twarzy. Zaczęłam ocierać rękami oczy, choć wiedziałam, że nic to nie da. Wydałam z siebie zduszony krzyk, lecz nawet on nie pokazywał jak naprawdę się czułam. Byłam upokorzona i wściekła zarazem. Odwróciłam się i siadłam na podłodze. Oparłam się plecami o zimne kafelki, a kolana podciągnęłam pod brodę. Co chwilę nerwowo ocierałam łzy, które wciąż kapały na moje spodnie. W mojej głowie wciąż siedziało jedno pytanie: "Dlaczego?". Dlaczego po tym ile dla niego zrobiłam on mnie po prostu zostawił? Poświęcałam wszystko. Dobre oceny, przyjaciół, a nawet rodzinę. Wszystko... Nagle drzwi do damskiej toalety otworzyły się. Ukryłam twarz w dłoniach. Osoba powoli weszła do środka i zatrzymała się nade mną. 
-Nie patrz się idiotko!- syknęłam pokazując swoją złość.- Poprawiaj ten cholerny makijaż i spadaj!
Po chwili ktoś usiadł obok mnie. Niepewnie podniosłam głowę i spojrzałam na... Harry'ego?! Tak! Przede mną siedział mój rówieśnik o zielonych oczach, których tak bardzo nie lubiłam. Wywróciłam oczami, a potem zaśmiałam się głośno.
-Po co tu przyszedłeś?- zapytałam spoglądając na niego. 
Nie otrzymałam odpowiedzi. Chłopak patrzył się na mnie z twarzą bez wyrazu.
-Nie mam pojęcia po co tu siedzisz- starałam się, by zabrzmiało groźnie, ale Harry chyba zorientował się jak źle jest naprawdę.
-Zostawił cię?- zapytał spokojnie i powoli.
Wyraźnie, idealnie akcentując każdą literę. One były uporządkowane i miały coś czego mi brakowało- swoje miejsce w zdaniu. A w jego głosie usłyszałam coś czego bardzo dawno nie czułam- troskę.
-Słyszałeś?- odpowiedziałam tym samym.
-Nie... Po prostu od początku wiedziałem, że tak to się skończy- mówił cicho.
-Szkoda, że nie powiedziałeś mi wcześniej- rzuciłam obojętnie.
-Nie chciałem- spuścił głowę.
-Czemu?
-Za to, że tak bardzo mnie nienawidziłaś- przyznał ze skruchą, chociaż to chyba ja powinnam była się wstydzić.
-Więc po co tu siedzisz?- spytałam o to po  raz kolejny, bo jego zachowanie nie było dla mnie zrozumiałe.
-To... To nieważne... Chodź- wstał i wyciągnął rękę w moją stronę.
Ścisnęłam ją, a chłopak podciągnął mnie do góry.
-Myj się i spadamy stąd- poradził.
Podeszłam do umywalki i zaczęłam zmywać resztki makijażu. 
-On był idealny- wyrwało mi się i od razu tego bardzo pożałowałam.
-Nie był [T.I]- usłyszałam stanowczy ton Styles'a.
-Skąd możesz to wiedzieć?
-Czy koleś, który odciąga cię od rodziny, namawia do rzeczy, które tobie szkodzą jest idealny?- po tych słowach poczułam się jakby spadły mi klapki z oczu.
Wielokrotnie o tym myślałam, ale moje zdanie się nie liczyło. Za ważne uważałam tylko Victor'a. A przecież on miał rację. Byłam całkowicie zaślepiona miłością do podłej osoby, która... 
-Byłaś tylko jego zabawką... Lalką z którą mógł zrobić wszystko- powiedział mi prawdę.
To czego nie chciałam dopuścić do świadomości.
-Chodź [T.I]- podał mi plecak i kilka książek.
Prędko włożyłam je do środka i razem z Harry'm wyszłam z łazienki. Nie zastanawiałam się czy dobrze robię, nie miałam lepszego pomysłu. Po kilku minutach opuściliśmy szkolne mury.
-Chcesz gdzieś ze mną pójść?- Harry uśmiechnął się do mnie chyba najpiękniejszym uśmiechem jaki widziałam.
-Zabierzesz mnie na piwo dla poprawy humoru?- westchnęłam choć w głębi duszy liczyłam na pozytywną odpowiedź.
-Myślałem raczej o... Lody!- zaproponował.
-Zabierasz mnie na lody?- zdziwiłam się.
-Tak!- odparł wesoło.
-Victor nie zabierał mnie na lody...- nikt, nigdy nie zabrał mnie na lody.
-Ja nim nie jestem... No chodź!- złapał mnie za rękę.- A za tydzień idziemy na piknik z naszymi rodzicami- posłał mi kolejny uśmiech, lecz tym razem wiedziałam, że jest najpiękniejszy jaki mogę sobie wyobrazić. 
-Jaki znowu piknik?!
-Gdybyś spędzała odrobinę czasu z rodzicami to wiedziałabyś, że nasze matki się przyjaźnią- puścił mi oczko, a ja zaczęłam się zastanawiać dlaczego nie poznałam go wcześniej.

***

     Siedziałam na miękkim kocu wystawiając twarz do słońca.
-Musisz spróbować tego ciasta! Jest nieziemskie!- usłyszałam siedzącego obok mnie Harry'ego, który po raz setny z zapchaną buzią podawał mi tę samą informację.
-Nie mam ochoty Harry- a ja kolejny raz mu odmówiłam.
-Dobrze się czujesz?- zapytał całkiem poważnie.
-To, że nie chcę jeść to nie znaczy, że jestem chora- zaśmiałam się.
-Nie o tym mówię- oznajmił.
Westchnęłam cicho.
-Już... Prawie zapomniałam...- uśmiechnęłam się lekko patrząc w niebo.
-Tak szybko?- widocznie zaskoczyła go moja odpowiedź.
-Tak, bo... Chyba zakochałam się w kimś...- powiedziałam niepewnie. 
-W kim? Jeśli mogę wiedzieć...
W moich oczach pojawiły się łzy. Znów z powodu chłopaka.
-Ej... [T.I], co się stało?- złapał mnie za ręce.
Wiedziałam, że teraz niczym się nie obronię. Musiałam powiedzieć mu całą prawdę.
-W tobie... W tobie Harry- zacisnęłam powieki, by nie rozpłakać się na dobre.
-Więc czemu płaczesz?- zapytał czule.
-Bo wiem, że to głupie... Nie możesz być przecież z kimś kto był dla ciebie, aż tak okrutny- mówiłam cicho, by nie usłyszeli nas rodzice siedzący nieopodal, choć miałam ochotę krzyczeć.
Byłam zła, zła na siebie.
-Wiesz czemu wtedy poszedłem za tobą? Dlaczego obok siedziałem i martwiłem się pomimo, że mnie nienawidziłaś?- w odpowiedzi pokiwałam przecząco głową.- Bo bardzo cię kocham [T.I]- uśmiechnął się leciutko.
Zrobiłam to samo i po chwili poczułam wargi Harry'ego na moich. Byłam mu wdzięczna za to, że mnie uratował i za to, że próbował mnie zmienić... Na lepsze.


"Życie jest zmianą.
Jeśli przestaniesz się zmieniać, przestaniesz żyć"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ciepło-zimno, poplątane wiem! Ale nie widzę sensu w pisaniu o jednej porze roku w czasie jej trwania. Jak wam się podoba Harry? Piszcie i może ktoś wreszcie podrzuci jakiś pomysł ;)
Cytat: Rainer Haak