wtorek, 28 października 2014

Niall

     Szłam ciemnymi, cichymi uliczkami Londynu. Był koniec listopada, a pogoda była kompletnie do niczego. Śniegu wciąż nie było, a deszcz lał od samego rana. Dopiero kilkanaście minut temu przestało padać, ale było mokro i okropnie zimno. Wiatr rozwiewał moje potargane już włosy. Wracałam właśnie z imprezy mojej przyjaciółki. To nie był udany wieczór... Spełnił się najgorszy z możliwych scenariuszy... Zbliżała się północ, więc na ulicach prawie nikogo nie było. Czasem tylko minęłam jakąś samotnie spacerującą osobę. Może tak jak ja wracali od znajomych, lub nie mogli zasnąć. Skręciłam w bardzo wąską uliczkę. Wiedziałam, że to głupie, zwłaszcza o tak później porze, ale było mi przeraźliwie zimno, a tą drogą szybciej dostanę się do mojego przytulnego mieszkania. Ścieżka prowadziła pomiędzy dwoma, wysokimi budynkami. Wokoło nie było żadnych latarni, tylko pełno śmietników i porozrzucanych śmieci o które bez przerwy się potykałam. Nagle przed sobą zobaczyłam pięciu zakapturzonych chłopaków. Zaczęli się szarpać. Jeśli do nich podejdę to również mi się dostanie. Przestraszona schowałam się za jednym z ogromnych, zielonych koszy. Któryś z chłopaków dostał twarz. I drugi raz. Wydał z siebie zduszony krzyk, a potem bezwładnie upadł na ziemię. Pozostała czwórka rzuciła się na niego. Zaczęli go kopać i okładać pięściami. Wiedziałam, że jeśli czegoś nie zrobię, to on może tam zginąć. Nie mogłam na to pozwolić chociażby ze względu na wyrzuty sumienia, które prędzej czy później by mnie wykończyły. Zepchnęłam skrzynkę z butelkami, które z hukiem roztrzaskały się na tysiące malutkich kawałeczków.

-Spadamy!- usłyszałam chrypliwy głos jednego z "dresów".
Nie sądziłam, że to ich wystraszy, ale chwilę później już ich nie było. Westchnęłam ciężko i podeszłam do chłopaka, który wciąż leżał na mokrej ziemi. Kucnęłam przy nim i zsunęłam biały kaptur z jego głowy. Moim oczom ukazały się jego blond włosy. Pomimo krwi, która strugami spływała po jego twarzy, udało mi się go rozpoznać. Niall Horan z One Direction. Miał przymrużone, ale nie zamknięte oczy. Był przytomny.
-Słyszysz mnie?- potrząsnęłam nim lekko.
-B...Boli- mruknął cicho.
-Musi boleć. Dzwonię po karetkę- wyciągnęłam z torebki telefon.
-Nie... Nic mi nie jest- z trudem i powoli podniósł się do pozycji siedzącej.
Ciężko dysząc oparł głowę o wilgotną ścianę. 
-Dzwonię- wystukałam prawidłowy numer.- Musimy poczekać jakieś dziesięć minut- powiedziałam, gdy zakończyłam rozmowę.
-Co.. Co to był za hałas?- prawie w ogóle go nie słyszałam.
-Zrzuciłam skrzyknę- odpowiedziałam i ponownie kucnęłam obok niego.
-Dziękuję... Gdyby nie ty... Pewnie już by mnie...
-Masz szczęście, że dowiedziałam się o zdradzie mojego chłopaka. W innym wypadku ciągle siedziałabym u koleżanki- przyznałam.
-Zdradził cię? Jak mógł... I to ciebie...- mruczał.
-Nie znasz mnie.... Nie wiesz czy jestem warta...- zaczęłam mówić.
-Nie... Ale cię widzę. Gdybym nie leżał tu ledwo żywy pewnie dałbym mu w kość- wygiął usta próbując się uśmiechnąć, lecz zaraz jego wyraz twarzy diametralnie się zmienił.
Wcale mnie to nie dziwiło. Nieźle mu się oberwało podczas tej bójki. Zaczęłam grzebać w swojej niewielkiej torebeczce. Wyjęłam z niej paczkę chusteczek higienicznych. Wyciągnęłam kilka i przyłożyłam do twarzy blondyna. 
-Daj...- podniósł rękę i zabrał mi chusteczki. 
Sam przyłożył sobie do nosa. Zmęczona usiadłam obok niego w ogóle nie przejmując się tym, że chodnik jest mokry.
-Jestem Niall- wydukał.
-[T.I]- odpowiedziałam uśmiechając się niepewnie.
-Dziękuję- mruknął.
Nie odpowiedziałam. Położyłam rękę na jego czole i delikatnie je pogłaskałam. Następnie przeniosłam dłoń i wplotłam palce w jego włosy.
-Wiesz...- Niall obruszył się lekko.
Zabrałam rękę i spuściłam głowę. Chrząknęłam cicho.
-Lubię jak dziewczyny bawią się moimi włosami. To mnie uspokaja- powiedział. 
Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo podeszli do nas ratownicy medyczni. Już po chwili Niall leżał na noszach w kołnierzu. 
-Pani wezwała pogotowie?- zapytał jeden z nich. 
-Tak... Przechodziłam tędy i...- zaczęłam opowiadać.
-Jest pani kimś z rodziny?- zadał kolejne pytanie.
Pokiwałam przecząco głową.
-Zna go pani?- zapytał ponownie.
-Wiem tylko jak na na imię- odparłam.
-Kto tego nie wie- teatralnie wywrócił oczami.- W każdym razie pan Horan prosi, żeby pani pojechała z nim do szpitala. Zgadza się pani?- notował coś na kartce. 
-Tak. Oczywiście- zgodziłam się, bez chwili zastanowienia. 
Niedługo potem byliśmy w szpitalu. Niall'a zabrano na badania, a ja zostałam na pustym korytarzu. Wtedy zaczęłam naprawdę się martwić. Jakąś godzinę później salę do której został przeniesiony, opuścił siwy doktor z okularami na nosie. Od razu do niego podbiegłam. 
-Co z nim?!- prawie krzyknęłam.
-Z kim?- próbował zrobić ze mnie idiotkę.
-Z Niall'em Horan'em!- wrzasnęłam na całe gardło.
-Jesteś jakąś psychiczną fanką?! Jeśli natychmiast się nie uspokoisz to każę cię wyprowadzić!- zagroził.
-Ja wezwałam karetkę! Prosił żebym przyjechała do szpitala chyba nie  po to, żebym siedziała na korytarzu przez całą noc!- łatwo wpadałam w złość, a to był moment w którym całkiem puściły mi nerwy.
-Hmmm... Rzeczywiście coś takiego słyszałem. Dobrze, więc pan Horan ma złamane cztery żebra, liczne sińce i otarcia. Skręcony nadgarstek. Czuł się tak ze względu na mocne stłuczenie okolic żołądka. Podejrzewaliśmy jego pęknięcie, ale na szczęście do tego nie doszło. Pan Horan prosił również, żeby wróciła pani do domu i kazał przekazać to- podał mi niewielką karteczkę, a potem odszedł.
Otworzyłam ją. Zapisanych było na niej dziewięć cyfr, a pod spodem narysowane krzywe serduszko. Uśmiechnęłam się pod nosem. Pomimo tego w jakim był stanie, był taki uroczy. Postanowiłam, że zostanę dopóki osobiście się z nim nie spotkam. Siadłam na niewygodnym krześle ściskając karteczkę w dłoniach. Niecierpliwie przebierałam nogami czekając na kogoś kto mógłby udzielić mi dokładniejszych informacji. Nie musiałam czekać długo, bo na korytarzu pojawiła się pielęgniarka.
-Przepraszam- zaczepiłam ją.- Czy mogę odwiedzić Niall'a?
-Musi odpoczywać. Dopiero jutro. Niech pani idzie do domu, nie ma sensu tu siedzieć- poradziła i odeszła. 
Poczekałam, aż wszystkie pielęgniarki opuszczą salę. Gdy były już daleko, na palcach wślizgnęłam się do niewielkiego pomieszczenia. Na łóżku pod białą kołdrą leżał Niall. Jego twarz została oczyszczona z krwi. Na prawej ręce miał gips, a nad lewym okiem założone kilka szwów. O tym mi nie powiedzieli. Miał zamknięte oczy, a jego oddech wreszcie był spokojny i wyrównany. Chyba spał. Powoli podeszłam do łóżka i usiadłam na stołku. Przejechałam palcami po jego dłoni. Wyglądał tak bezbronnie. Tak niewinnie. Nie pasował mi na wielką gwiazdę, a jednak nią był. Nie zaprzeczam temu, że ma talent. Ma i to ogromny. Często zasypiałam wsłuchana w jego głos. Chłopak nagle się poruszył, a potem otworzył oczy. Spojrzał na mnie i zamrugał kilka razy chcąc przyzwyczaić się do światła. 
-[T.I]- wymruczał. 
-Szzz...- uciszyłam go kładąc palec na jego ustach.
-Czemu nie poszłaś do domu? Mieli ci przekazać- mówił głośniej niż ostatnio.
-Cicho bądź. Nie wolno mi tu być- oznajmiłam.- Przekazali mi, że mam wracać, ale chciałam cię jeszcze zobaczyć- uśmiechnęłam się głaszcząc jego czoło i policzki.
-Proszę, idź do domu...- odezwał się.
-Niall...
-Nie chcę żebyś siedziała tu całą noc... Właściwie nie masz po co... Nawet mnie nie znasz- powiedział, a we mnie coś pękło.
Pewnie nie zdawał sobie sprawy jak bardzo mnie uraził tymi słowami. 
-Dobrze- wstałam.- Skoro tego sobie życzysz- ruszyłam do wyjścia.
-[T.]!- usłyszałam głos słabego wciąż Horan'a.- [T.I] nie o to mi chodziło. Chcę żebyś się wyspała, zjadła rano śniadanie, wypiła kawę i... Głupio mi pytać, ale... Czy nie przyszłabyś rano?- jego policzki nabrały różowego odcieniu.
-Do zobaczenia Niall- posłałam mu delikatny uśmiech i wyszłam z sali.
Jeszcze przez chwilę stałam na korytarzu myśląc czy wrócić do domu. Zajrzałam przez szybę do środka. Patrzyłam jak Niall zamyka oczy i niezgrabnie przekręca się na prawy bok. 

***

   Budzik zadzwonił o szóstej rano. Niechętnie otworzyłam oczy. Chciałam spać dalej, ale przypomniałam sobie dlaczego wstałam tak wcześnie. Niedługo po tym wyszłam z domu. Po drodze do szpitala wstąpiłam do piekarni i kupiłam cztery pączki. Gdy byłam na miejscu od razu udałam się do Niall'a. Jeszcze spał, co wcale mnie nie dziwiło. Sama nie wiem po co tak wcześnie się zerwałam. Chyba nie mogłam doczekać się kiedy ponownie go zobaczę. Jego ślicznej, lecz podrapanej twarzy i błękitnych jak niebo oczu. Dopiero teraz zauważyłam, że podoba mi się nie jako piosenkarz, a jako chłopak. 
-Mmm...- delikatnie się poruszył.
Po chwili rozdzielił powieki i spojrzał na mnie tymi cudownymi oczami. Jego kąciki ust powędrowały w górę. Odpowiedziałam mu tym samym.
-[T.I]- powiedział zaspanym głosem.
-Hej Niall- na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech.
-A więc jednak przyszłaś.
-Oczywiście, że przyszłam!
-Która jest godzina?- zapytał rozglądając się w poszukiwaniu zegarka.
Spojrzałam na wyświetlacz swojego telefonu. Ziewnęłam głośno.
-Osiemnaście minut po siódmej.
-Tak wcześnie? Nie powinnaś być na jakiś lekcjach? Albo w pracy?- ściągnął brwi. 
Pokiwałam przecząco głową.
-Zajęcia mam dopiero od ósmej. Ale dziś nie idę- odparłam wzruszając ramionami. 
-Czemu?
-Mam zamiar zostać z tobą- zaczęłam szperać w swojej torebce.
-[T.I] wiem co masz na myśli. Nie musisz udawać. Po prostu powiedz ile- mówił cicho. 
W pierwszej chwili nie zrozumiałam o czym on mówił. Po chwili jednak to do mnie dotarło.
-Jak mogłeś?!- krzyknęłam.- Jak mogłeś nawet przez chwilę pomyśleć, że przychodzę tu dla forsy? Mam ją gdzieś, a o ciebie tylko się martwię!- byłam wściekła. 
-[T.I]...
-Nie jestem jakąś głupią laską! To samo mówisz innym fankom?
-Jesteś naszą fanką?
-Raczej byłam!
-Przepraszam [T.I]. W nocy nie mogłem zasnąć, więc zadzwoniłem do Liam'a. Pewnie wiesz, że zawsze pytam go o radę. Powiedział, że robisz to dla pieniędzy- wyznał zawstydzony.
Pokiwałam głową.
-Przy najbliższej okazji przekaż mu, że jest skończonym idiotą, okej?
W odpowiedzi usłyszałam śmiech blondyna leżącego na łóżku.
-Wiesz co? Jestem głodny- powiedział nagle.
-O tym też pomyślałam- zaśmiałam się cicho i wyciągnęłam z szarą, papierową torbę.- Ja też nic nie jadłam. Masz- podałam mu pączka z lukrem.
-Mmm! Wreszcie coś dobrego! Wczoraj mnie nie karmili- usiadł.
Rozbawiona patrzyłam jak Niall zajada się słodkościami. Skończyło się na tym, że ja zjadłam jednego,a ten głodomór z blond czupryną resztę. Drzwi się otworzyły W progu stanęła czwórka jego przyjaciół. Zdawało się, że mnie nie zauważyli.
-Hej Niall!- Harry stał obok niego.
-Jak się czujesz?- spytał Mulat.
-Żyjesz Nialler?- chłopak w bluzce w paski podszedł bliżej. 
-Żyję, ale tylko dzięki [T.I]- Horan wskazał ręką na mnie.
Oczy wszystkich chłopców zwróciły się na mnie. Zrobiłam się czerwona. Odruchowo spuściłam wzrok. 
-Ty zadzwoniłaś wtedy po...-zaczął Zayn.
-Tak- ucięłam krótko.
Nikt nie zdążył odpowiedzieć, bo do sali wkroczył lekarz z jak się okazało wypisem.
-Ja już pójdę. Pa Niall. Cześć chłopaki!- rzuciłam i opuściłam salę uprzednio machając wszystkim. Odpowiedzieli mi cichym "Cześć". Powoli ruszyłam do domu. Nie miałam ochoty iść do szkoły, bo wiedziałam, że usnę na jednej z lekcji. Stwierdziłam, że lepiej jest spać w domu. 
***

     Następnego dnia musiałam iść na uczelnię. Siedzenie w domu to najgorszy pomysł. Wciąż przeżywałam rozstanie z chłopakiem. Z drugiej strony przeżywałam to co działo się z Niall'em i to co stało się ze mną po naszym spotkaniu. Podczas nauki chociaż na chwilę o tym zapominałam. Dzisiaj lekcje dłużyły mi się w nieskończoność. Z uczuciem ulgi opuściłam budynek szkoły. Wyszłam na dziedziniec i to co, a raczej kogo zobaczyłam całkowicie mnie zszokowało. Przede mną stał uśmiechnięty blondyn z przeciwsłonecznymi okularami skrywającymi jego oczy ubrany w luźne dżinsy, białą koszulkę i czerwoną bejsbolówkę. W dłoni trzymał jedną, czerwoną różę. Podszedł bliżej mnie i zdjął okulary. 
-Nie miałem pojęcia jak ci się odwdzięczyć. Do głowy wpadło mi tylko to- podał mi kwiat.
-Dziękuję Niall, ale przecież nie musiałeś...- mówiłam cicho.
-Poczekaj, to nie wszystko- na jego twarzy pojawił się zadziorny uśmieszek.
Chłopak położył ręce na moich biodrach i przyciągnął mnie do siebie. Nachylił się lekko i pocałował mnie. Niepewna odsunęłam się od chłopaka.
-Niall... Nie zmuszaj się- te słowa ledwo przeszły mi przez gardło.
-Nie zmuszam się. To serce mnie zmusza- i ponownie złożył na moich ustach słodki pocałunek. 

"Oto jest miłość. Dwoje ludzi spotyka się przez przypadek, a okazuje się, że czekali na siebie całe życie"


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
WREEEESZCIE! Spóźnienie meeega, ale konkurs, szkoła, konkurs, szkoła... UGH! Nie wyrabiam. No, ale taki Nialler się pojawił :) Pisajcie, czytajcie <3 
Cytat: Victor de Lima Baretto 

sobota, 18 października 2014

Louis


     Był środek wakacji. Słońce jasno świeciło,na dworze był upał. Siedziałam na ławce w parku. W uszach miałam słuchawki, a na kolanach trzymałam teczkę w której były wszystkie potrzebne mi notatki. Uczyłam się w wakacje, ponieważ moja szkoła funkcjonowała na odrobinę innych zasadach. Właściwie uczyłam się cały rok. Od czasu do czasu spoglądałam na dzieci bawiące się przy fontannie. Pluskały się w chłodnej wodzie. Kątem oka zauważyłam, że ktoś się do mnie dosiadł. Podniosłam głowę. Zobaczyłam twarz młodego, przystojnego chłopaka. Miał gęste, ciemne włosy potargane przez wiatr i śliczne, szaroniebieskie oczy. Na jego twarzy malował się szczery uśmiech. Poczułam jak moje policzki oblewa szkarłatny rumieniec. Spuściłam wzrok i powróciłam do nauki. Nagle małe, czarne literki zasłoniła mi czyjaś dłoń. Jak się domyśliłam była to ręka siedzącego obok mnie nastolatka. Gdy ją zabrał zobaczyłam kwadratową, żółtą karteczkę, którą musiał nakleić na moją teczkę. Widniało na niej jedno słowo napisane czarnym mazakiem. Mianowicie: "Cześć!". Uśmiechnęłam się pod nosem i odwróciłam głowę, by spojrzeć na chłopaka od którego dostałam wiadomość. Był wpatrzony w jakiś punkt, gdzieś w oddali. Uśmiechał się delikatnie. Na jednej z samoprzylepnych, różowych karteczek, które miałam ze sobą napisałam to samo słowo. Nakleiłam ją na niebieską teczkę nieznajomego chłopaka. Ponownie utkwiłam wzrok w swoich notatkach. Powtórzyła się sytuacja sprzed chwili i otrzymałam drugą karteczkę. Przeczytałam "Mam na imię Louis". Szybko napisałam swoje imię i podałam mu ją. Nie musiałam długo czekać na odpowiedź. Tym razem napisał zwykłe: "Jak tam?". Odpisałam: "Dziwnie...Siedzę obok gwiazdy". Ten spojrzał na mnie. Poczułam, że pieką mnie policzki. "Masz śliczne rumieńce"- przeczytałam napis na neonowej karteczce. Teraz wiedziałam, że na pewno jestem czerwona jak pomidor. "Dziękuję"- nabazgrałam i nieco zdezorientowana przykleiłam różowy kartonik na jego ramię, co wyraźnie go rozbawiło. "Lubisz naszą muzykę?". To było napisane na kolejnej kartce, którą dostałam od Louis'a Tomlinson'a. Skrzywiłam się nie wiedząc jak mam się zachować. Zastanawiałam się nad tym przez dłuższą chwilę, aż wreszcie zdecydowałam się na prawdę. "Nigdy nie słyszałam waszych piosenek". Tak było, ale chłopak nie chciał mi wierzyć. "Nie musisz kłamać"- przeczytałam odpowiedź. Słowa nawet napisane bardzo mnie zraniły. Postanowiłam zakończyć tą idiotyczną rozmowę. Po chwili jednak na mojej teczce pojawiła się kolejna, jaskrawa kartka. "Nie każdy musi nas lubić. Rozumiem". Zmierzyłam go wzrokiem. "Nie znam was. Nie wiem czy was lubię". Po przeczytaniu tych słów na pewno wyczuł moje zdenerwowanie. "Naszej muzyki". Ponownie na niego spojrzałam. Czy on jest, aż tak głupi, czy tylko udaje? "Powtarzam. Nie słyszałam waszych piosenek!"- napisałam szybko. "Dobrze, niech ci będzie"- obok narysował uśmiechniętą buźkę. Pokręciłam głową i narysowałam to samo. Na następnej kartce, którą otrzymałam ujrzałam duże, czarne serce. Mimowolnie kąciki moich ust powędrowały ku górze. Narysowałam tylko znak zapytania. "Podobasz mi się". Te trzy słowa wprawiły mnie w lekkie osłupienie. Odwróciłam głowę. Chłopak również patrzył na mnie. Speszona utkwiłam wzrok w notatkach zastanawiając się nad odpowiedzią. "Nawet ze sobą nie rozmawialiśmy". Wyglądało to tak jakbym chciała go zniechęcić. I rzeczywiście tak było. "Przecież rozmawiamy". Jego pewność siebie była nie do opisania. Wywróciłam oczami. "Skoro tak uważasz". Podałam mu obojętną odpowiedź. Zanim zdążył odpisać przykleiłam mu następną kartkę z napisem "Muszę iść! Do zobaczenia Louis"- i wstałam. Pomachałam mu i powoli odeszłam.

***

     Włożyłam słuchawki w uszy i tak jak wczoraj udałam się do parku. Siadłam na jakiejś ławce i jak zwykle przez chwilę patrzyłam na maluchy bawiące się przy fontannie, a potem rozpoczęłam czytanie nowej książki. Na wszelki wypadek wzięłam ze sobą plik samoprzylepnych karteczek i czarny marker. Po kilkunastu minutach ktoś usiadł obok mnie. Podniosłam głowę. Rozpoznałam Louis'a. Szybko wróciłam do lektury udając, że go nie zauważyłam. Litery przesłoniła mi taka sama kartka jak ostatnio i identyczna wiadomość "Cześć!". Na mojej twarzy zagościł wielki uśmiech. Na jednej ze swoich napisałam to samo i swoim głupim zwyczajem nalepiłam mu ją na ramię. Chłopak rozbawiony tym faktem posłał mi radosny uśmiech, a potem zabrał karteczkę. Prędko otrzymałam odpowiedź "Miło cię znów widzieć [T.I]". Napisałam to samo, tylko zmieniłam nasze imiona. Louis zdziwiony spojrzał na mnie, a ja tylko wzruszyłam ramionami. "Masz zły humor?"- przeczytałam. "Nie. Po prostu nie wiem co pisać"- przyznałam się. Na żółtej kartce jaką dostałam od siedzącego obok mnie piosenkarza narysowana była uśmiechnięta buźka, a pod nią cholernie trudne dla mnie pytanie: "Słuchałaś naszych piosenek?". Znów wezbrała się we mnie złość. "NIE! I nie mam zamiaru!"- napisałam licząc na to, że wreszcie zrozumie. Zszokowało to trochę Louis'a, ale nie zniechęciło. "Przepraszam". Uśmiechnęłam się, gdy to zobaczyłam. "Po prostu nie pytaj o to więcej"- poprosiłam. Po chwili otrzymałam kolejną już dzisiaj uśmiechniętą buźkę i słowo "Dobrze". Nie miałam zielonego pojęcia jak na to odpowiedzieć, więc po prostu nie odpowiedziałam. Poczułam lekkie szturchnięcie. Okazało się, że to Louis nakleił mi wiadomość na ramię. "Co czytasz?". Pokazałam mu okładkę na której podany był tytuł. "Fajna?"- otrzymałam następną karteczkę. Napisałam, że tak... Reszta naszej pisemnej rozmowy skupiła się na książkach i filmach. Dziwiło mnie to, że Lou się nie odzywa, ale było mi to na rękę. "Do zobaczenia!"- napisałam na kartce, podałam mu ją po czym wstałam z ławki. Pomachałam mu i wróciłam do domu.
***








     Przez następne kilka dni spotykałam się ze sławnym Louis'em Tomlinson'em w parku niedaleko mojego domu. Cieszyłam się, że wokół niego nie kręci się tłum reporterów i zachwyconych fanek. Wydawał się być zupełnie normalny. Tego dnia również poszłam na spotkanie z Louis'em. Rozmowa jak zwykle nam się kleiła. A była o wszystkim, dosłownie o wszystkim. W pewnym momencie otrzymałam niedużą karteczkę na której było napisane: "Czego słuchasz?". Pierwszy raz pożałowałam, że noszę te słuchawki. "To specjalna piosenka"- nie mogłam wymyślić nic lepszego. "Mogę?"- moje ciało przeszyły nieprzyjemne dreszcze. Nic innego mi nie pozostawało. Kiedyś prawda wyjdzie na jaw. Podałam mu słuchawki. Włożył je do uszu i ogromnie się zdziwił, gdy nic nie usłyszał. Powiedział coś. Patrząc na jego usta wywnioskowałam, że było to coś podobnego do "Popsuły się". Wtedy po raz pierwszy pokazałam mu jaka jestem naprawdę. Wyciągnęłam przed siebie ręce i wykonałam kilka prostych ruchów, które oznaczały: "Nie, nie popsuły się". To był mój język. Tak... Od urodzenia nie mówiłam i nic nie słyszałam. Jak to niektórzy ludzie określali, byłam kaleką. Louis popatrzył na mnie wystraszony. Nie zdziwiłabym się, gdyby zaraz uciekł. Zamrugał kilka razy, a potem chwycił kartkę, mazak i szybko coś na niej napisał. Drżącymi rękami uniosłam ją w górę. Słowa, które na niej były wprawiły mnie w osłupienie. "Jesteś specjalna, jak ta piosenka... A ja się zakochałem!". Prędko dałam mu odpowiedź: "To nie wyjdzie Louis". Chłopak ujął moją twarz w dłonie, a potem złączył w namiętnym pocałunku. Odsunął się i powiedział "Kocham cię". Zrozumiałam, choć nie słyszałam jego głosu. Wtuliłam się w niego. Po chwili Louis przykleił mi na czoło kartę. Uśmiechnęłam się i przeczytałam: "Wiesz co będzie najgorsze?". Zaniepokojona pokiwałam przecząco głową. "Że wieczorami nie będę mógł dla ciebie śpiewać". W moich oczach pojawiły się łzy. Louis mocno mnie przytulił i cmoknął w czoło. Wiem jak ciężko nam będzie bez słów, ale miłość ich nie potrzebuje, żeby się zrozumieć. To będzie nasza miłość, a cisza będzie naszą piosenką...


"To uczucia, które wywołują w człowieku silne palpitacje serca, są głównym powodem dla którego każdy z nas jeszcze chodzi po tej ziemi..."


 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ostatnio wiosna, teraz lato i wakacje, a czemu nie? :) Odrobinę krótszy, ale bez dialogów, więc rozumiecie... Wybaczcie. :) No to miłego czytania i komentowania! <3

Cytat: Nieznany

sobota, 11 października 2014

Liam

     Nareszcie wiosna. Nareszcie długie dni. Nareszcie słońce, trampki i koszulki z krótkim rękawem. I nareszcie moja pasja. Krótko mówiąc sport. A dokładniej: bieganie. Około południa założyłam dresy, adidasy i wygodną bluzę. Zabrałam telefon, słuchawki i spokojnym truchcikiem ruszyłam w stronę parku. O tej porze roku świat dosłownie budzi się do życia. Na drzewkach pojawiają się malutkie listki, a trawa nabiera żywszego odcienia. Mnóstwo zakochanych par wyszło na spacery podobnie jak matki z dziećmi, ale i grupki przyjaciół. Pogoda po raz pierwszy od dłuższego czasu była tak piękna, że grzechem byłoby ten dzień spędzić na kanapie przed telewizorem. Po około godzinie zmęczona usiadłam na mojej ulubionej ławeczce pod rozłożystym, starym klonem. W wakacje siedziałam tu prawie codziennie. Z przyjaciółką, lub samotnie. Kochałam to miejsce. Nagle moją uwagę przyciągnął wysoki chłopak w szarym, sportowym stroju. Tak samo jak ja na uszach miał słuchawki, a w ręce butelkę wody. Zdyszany opadł na ławkę i upił łyk napoju. Zachichotałam cicho. Był w dużo gorszej formie od mojej, która i tak pozostawiała dużo do życzenia. Choć możliwe, że dopiero zaczynał treningi. Przyglądałam mu się z ogromnym zainteresowaniem, sama nawet nie wiedząc dlaczego. Nigdy wcześniej go tu nie widziałam. W pewnym momencie nieznajomy zauważył, że na niego patrzę. Podniósł głowę i spojrzał na mnie. Nie speszyłam się i nie odwróciłam głowy. Często tutaj ludzie po prostu obserwowali ludzi. Z reguły nikomu to nie przeszkadzało. Młody chłopak spuścił wzrok, a potem zaczął rozglądać się po całym parku. Rozbawiona tym widokiem podniosłam się i powoli podreptałam do domu.
***

     Kolejny, cudowny, wiosenny dzień. Ach! Jak ja uwielbiam tą porę roku. Wiosna to zdecydowanie najlepszy czas w roku. Wszędzie jest tak kolorowo, a ludzie wreszcie przestali narzekać na śnieg i mróz, którego sama nie lubię. W związku z tym, że humor niezwykle mi dopisywał postanowiłam dodatkowo umilić sobie ten dzień i postanowiłam zrobić to co sprawia mi największą przyjemność. Oczywiście pobiegłam do parku. Dziś na nogach utrzymałam się odrobinę dłużej niż ostatnio i wreszcie wyczerpana siadłam na ławce. Po kilku minutach odpoczynku usłyszałam dźwięk swojego telefonu. Bez wahania odebrałam.
-Cześć [I.P]. Co tam słychać?- rozpoczęłam rozmowę z moją przyjaciółką.
-Muszę ci się czymś pochwalić- zaczęła nawet się ze mną nie witając.
Opowiedziała mi jak minął jej dzień, a ja o dziwo nie przerywałam jej tego nudnego monologu. Spowodowane to było przystojnym nastolatkiem,który zatrzymał się naprzeciwko mnie. Podobnie jak kilka dni temu ciężko dysząc oparł się na ławce.
-W domu obok mnie zamieszkał boski chłopak! Mówię ci! Takiego przystojniaka to jeszcze nie widziałaś- słowa [I.P] zwróciły moją uwagę.- Spodobałby ci się. Codziennie zakłada dresy i biegnie w stronę parku- zachwycała się. 
-Czekaj, czekaj! Opisz mi go z wyglądu- poprosiłam. 
-Em... No, króciutkie włosy, chyba brązowe oczy i duże znamię na szyi- wydukała w końcu.
Z uśmiechem spojrzałam na chłopaka.
-Wiesz... On wcale nie jest mi taki obcy- zaśmiałam się.
-Co? Jak to?!- zdziwiła się.
-Muszę kończyć! Dzięki za informację [I.P]!- pożegnałam się i nacisnęłam czerwoną słuchawkę. 
Niedaleko siedział nastolatek, którego przed chwilą opisała mi moja przyjaciółka. Podobnie jak ostatnio zaczęłam mu się przyglądać. Zauważył mnie, posłał mi najpiękniejszy uśmiech jaki w życiu widziałam, a potem pomachał w moją stronę. Wykonałam podobny gest i wstałam z ławki. Powoli szłam do domu.

***
     Tego dnia pomimo braku słońca znów biegałam ponad godzinę. Tradycyjnie zatrzymałam się tam gdzie zawsze, aby wyrównać oddech, a potem wrócić do domu okrężną trasą.
-Cześć- usłyszałam za sobą.
Przestraszona gwałtownie się obróciłam. Przede mną stał chłopak, którego spotykałam codziennie w tym miejscu. Dopiero teraz, gdy stał tak blisko zauważyłam jego śliczne, brązowe oczy i czarujący uśmiech.
-Mogę się dosiąść?- spytał i nie czekając na odpowiedź usiadł obok.
Oszołomiona tylko pokiwałam głową.
-Jestem Liam- przedstawił się.
-[T.I]- zrobiłam to samo.
-Często tu przychodzisz, prawda?- spytał.
Przełknęłam głośno ślinę.
-Tak.. Lubię biegać- odparłam po raz pierwszy uśmiechając się do niego.
-Widziałem- puścił mi oczko.- Jestem tu nowy. Kupiłem dom niedaleko stąd. 
-Moja kumpela coś o tym wspomniała- zaśmiałam się cicho.- Zdążyłeś poznać już nowych sąsiadów?
-Obok mnie mieszka bardzo fajna dziewczyna.[I.P] o ile się nie mylę- zastanowił się.
-To właśnie moja przyjaciółką- oznajmiłam.
-Pewnie już wszystko wiesz- zachichotał.
Pokręciłam przecząco głową.
-Nie mówiła mi, że się poznaliście.
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy.
-Chcesz łyka?- pokazał mi butelkę z wodą.
-Nie, dzięki.
-Jeszcze jej nie otwierałem- ukazał rząd białych zębów.
Zrobiłam to samo i napiłam się po czym oddałam mu plastikową butelkę.
-Liam Payne, tak?- zapytałam nagle.
Chłopak zaczął się śmiać patrząc na mnie jak na wariatkę.
-Dziwię się, że nie poznałaś mnie od razu- powiedział w końcu.
-Wiesz... Nie jestem waszą fanką i musiałam zastanowić się nad twoim nazwiskiem, żeby nie wyjść na idiotkę, a zwłaszcza przed gwiazdą- powiedziałam nieco urażona.
-W sumie masz rację- nie brzmiało to arogancko.- To co [T.I]? Zgodzisz się ze mną trochę pobiegać?- zaproponował i podniósł się z ławki.
-Pewnie- zgodziłam się bez chwili zastanowienia i zaraz skarciłam się w myślach, bo mogło wyglądać to dość głupio. 
Ale Liam chyba nie zwrócił na to uwagi. Pobiegaliśmy trochę wciąż rozmawiając i wygłupiając się bez przerwy. Chłopak odprowadził mnie do domu.
-Jutro też spotkamy się w parku?- zadałam mu pytanie.
-Mam taką nadzieję. Do zobaczenia!- pomachał mi odszedł, bo nie miał już siły, by biec.

***

     Spotkaliśmy się kilka razy i każde to spotkanie mijało nam tak samo przyjemnie. Dogadywaliśmy się jakbyśmy znali się co najmniej od dziecka. Tematów nam nie brakowało i zanim zdążyliśmy skończyć jeden, pojawiał się kolejny. I tak w kółko. Uwielbiałam sympatię jaką się obdarzyliśmy w tak krótkim czasie. Mniej więcej dwa dni po naszym ostatnim wyjściu znalazłam się w parku o tej samej porze co zwykle. Czekałam długo, ale Liam się nie pojawił. Pomyślałam, że może wypadło mu coś ważnego i na pewno da się usprawiedliwić jego nieobecność. Zrezygnowana wróciłam do domu. Kolejnego dnia znów tam poszłam, a jego nadal nie było. Sytuacja powtórzyła się jeszcze parę razy. Minął tydzień, a ja powoli traciłam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Postanowiłam iść na spacer. Samotnie... Ubrałam dżinsy , trampki i mój ulubiony sweter. Oczywiście wybrałam się do parku. Zbliżałam się do fontanny, a zarazem do ławeczki na której zawsze przesiadywałam, gdy zauważyłam, że jest zajęta. Jak się okazało przez przystojnego bruneta o hipnotyzujących, brązowych oczach. Usiadłam obok niego. Nawet nie podniósł głowy. 
-Cześć- powiedziałam cicho.
Spojrzał na mnie.
-[T.I]?- zdawało mi się, że mówi szeptem.
-Cześć Liam- powtórzyłam i lekko uniosłam kąciki ust.
-Co słychać?- kontynuował naszą rozmowę.
Wzruszyłam ramionami.
-Nic specjalnego- odparłam obojętnie.
-[T.I] przepraszam, że wtedy nie przyszedłem...- mówił smutnym głosem.
-Czekałam- przerwałam mu,
-Wiem, ale zrozum, że nie mogłem... Musieliśmy wyjechać z zespołem z Londynu. Przed chwilą wróciłem. Pierwsze co zrobiłem to przyszedłem tutaj- chwycił mój podbródek i spojrzał w oczy.- Ten tydzień był okropny. Na niczym nie mogłem się skupić! Moje myśli wciąż były obok ciebie. Tym bardziej, że wiem, jak bardzo cię zawiodłem- mruczał mi do ucha.
Nie wiedziałam co mam robić. Odezwać się, czy wsłuchiwać w jego aksamitny głos.
-Przepraszam [T.I]- w tym momencie złożył delikatny pocałunek na moich ustach- Ale ja po prostu się zakochałem.
Te słowa obudziły stado motylków w moim brzuchu. Uśmiechnęłam się i powtórzyłam po nim ten przyjemny gest. 


"Nasączaj partnera pasjami, wspólnymi chwilami"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Z małym poślizgiem, ale udało się! :) Mimo, że u mnie jesień na całego, tęskni mi się za tą wiosną, och, oby było cieplutko. Trzymajcie się <3 
Cytat: Nieznany




piątek, 3 października 2014

Zayn

     -Zayn! Zayn!- jak zwykle odpowiedziała mi cisza.- Zayn złaź na dół! Leci wasz wywiad!- krzyczałam coraz głośniej.
Po chwili usłyszałam jego kroki na schodach.  
-Gdzie ten wywiad?- usiadł na kanapie i cmoknął mnie w policzek.
-W telewizji. To chyba jasne- odburknęłam.
Nie byłam zła, ale za wszelką cenę chciałam zwrócić na siebie jego uwagę.
-Ciekawe jak wypadliśmy!- był podekscytowany.
-A ty znów gdzieś wychodzisz?- tym razem naprawdę się we mnie gotowało, choć starałam się opanować emocje.
Wnioskowałam to po tym, że użył większej ilości perfum niż zwykle, inaczej się ubrał, a ostatnią godzinę spędził w łazience przed lustrem.
-[T.I] przecież wiesz, że mamy tą sesję do nowego magazynu. To ważne- tłumaczył.
-Oczywiście, że wiem. O której dziś wrócisz?- zadałam kolejne, ważne dla mnie pytanie.
-Nie wiem. Planujemy wyskoczyć z chłopakami na drinka- wzruszył ramionami popijając kawę, którą mu zrobiłam.
-Z chłopakami na drinka!- rzuciłam sarkastycznie.
-Tak, a może w czymś ci to przeszkadza?!- denerwował się.
-Nie, skąd! Pewnie! Idź, zabaw się!
-Dobrze, dziękuję- odparł jak gdyby nigdy nic i ponownie wbił wzrok w ekran telewizora. 
Zaśmiałam się gorzko.
-O co ci znowu chodzi [T.I]?!
-A powiedz mi kiedy ostatni raz my gdzieś wyskoczyliśmy?!
Nie odpowiedział. Nie potrafił... Na to pytanie nawet ja nie mogłam odpowiedzieć. Po prostu tego nie pamiętałam. 
-Cały wolny czas spędzamy razem- powiedział nagle.
-Jaki wolny czas?! Zayn, jaki?! Naprawdę nie zauważyłeś, że ty nie masz wolnego czasu?
-Mam...- przyznał.
-Ale spędzasz go z resztą swojego durnego zespołu!- wykrzyczałam mu prosto w twarz.
Wiedziałam jak bardzo zraniłam go tymi słowami, ale w tamtym momencie już nad sobą nie panowałam.
-Zniżyłaś się do tego poziomu, że wyzywasz moich przyjaciół i moją muzykę?- był mną rozczarowany.
Widziałam smutek w jego ciemnych oczach.
-Tak! Bo przez tych przyjaciół i tą pieprzoną muzykę nie masz czasu dla mnie! Wychodzisz wcześnie rano i wracasz kiedy ja już śpię! To ma być związek?!
-Przez ciebie znowu się spóźnię!- wstał i popędził do kuchni. 
Och, nawet teraz on nie myśli o niczym oprócz swojej pracy. Wrócił stamtąd jeszcze bardziej nabuzowany niż przedtem. Nerwowo rozglądał się po salonie.
-Gdzie są moje klucze od samochodu?!- ponownie podniósł głos.
-Tam gdzie zawsze!- odpowiedziałam mu tym samym tonem.
-A tak jaśniej?!
-W twojej kurtce!
Szybko przeszedł do przedpokoju.
-Nie ma!- usłyszałam. 
Zaklęłam pod nosem i podeszłam do Zayn'a. Zdjęłam jego skórzaną kurtkę z wieszaka. Wsadziłam rękę do jednej z kieszeni i wyciągnęłam z niej malutki, srebrny kluczyk. Pomachałam mu nim przed oczami po czym odłożyłam go na komodę.
-Zginąłbyś beze mnie- mruknęłam i wyminęłam Mulata.
-Dałbym sobie radę- syknął i trzasnął drzwiami. 
Usiadłam na kanapie i ukryłam twarz w dłoniach. Ja siedzę całymi dniami w domu, wciąż się zamartwiając, a on pozuje do zdjęć nie wiadomo z kim i gdzie. Mogę się założyć, że już dawno zapomniał o naszej kłótni. A skoro on ma mnie gdzieś to i ja nie będę sobie nim głowy zawracać. Ubrałam się, zadzwoniłam do mojej koleżanki i razem wybrałyśmy się na zakupy. Temat mężczyzn postanowiłyśmy całkowicie pominąć, więc nawet przez minutę nie rozmawialiśmy o Zayn'ie, czy o jakimś innym facecie. Popołudnie minęło mi więc dość przyjemnie. Zaparkowałam samochodem, a moim oczom ukazało się stado reporterów otaczających nasz dom z każdej strony. Niepewnie opuściłam samochód i powoli ruszyłam w stronę drzwi wejściowych. Gdy tylko mnie zobaczyli, wszyscy się na mnie zasypując mnóstwem różnych pytań i robiąc setki zdjęć. Jakimś cudem po kilkuminutowej szarpaninie udało mi się dojść do drzwi i wejść do środka razem ze wszystkimi torbami jakie miałam ze sobą. Takie ataki nie zdarzały się często, ale czasem jednak pojawiali się tutaj, właściwie z nikomu nieznanego powodu. Co tu dużo gadać, czasem bywało to uciążliwe, ale starałam się to znosić dzielnie. Tylko z jego powodu... W domu było pusto co nieco mnie zawiodło. Ale co ja sobie myślałam? Że Zayn wróci z bukietem róż? Że mnie przeprosi? Że mu zależy? Wciąż się łudziłam, że ten związek ma jeszcze jakieś szanse. Że wyjdziemy na prostą i wspólnymi siłami damy radę odbudować dawne relacje. Ale to były tylko i wyłącznie moje przemyślenia. Co sądził o tym Zayn? Czy dla niego byłam, aż tyle warta? Warta jego uwagi i czasu, warta odrobiny poświęcenia? Tego nie wiedziałam, ale jeśli tak było to on w żaden sposób mi tego nie okazywał. A może po prostu nie chciał? Moje rozmyślania przerwało głośne pukanie do drzwi. Pewnie Zayn wrócił. Coś wcześnie dzisiaj. Niechętnie podniosłam się z fotela i otworzyłam. Przede mnę stał Niall, co jeszcze bardziej mnie zdziwiło. Wokół niego stał tłum paparazzi z aparatami i kamerami w rękach.
-Cześ [T.I]!- pokazał rząd białych ząbków na których lśnił aparat ortodontyczny. 
Na mojej twarzy zagościł szczery uśmiech. Uwielbiałam spędzać czas z tym młodym Irlandczykiem. Doskonale wiedział jak poprawić mi humor.
-Właź- pociągnęłam go za rękę i zatrzasnęłam drzwi. 
-Co tam słychać?- wciąż się uśmiechał.
-Jakbyś nie wiedział- siadłam na kanapie. 
Po chwili blondyn znalazł się obok mnie. 
-Nieźle dziś na nas...- zaczął mówić, lecz nie pozwoliłam mu skończyć zdania.
-Och Niall- jęknęłam.- Przecież wiesz, że tak o was nie myślę. Po prostu się zdenerwowałam- wytłumaczyłam.
-Wiem przecież... Nie mam do ciebie żalu.
-Dzięki... Cały czas się kłócimy... Wydaje mi się, że coś się wypaliło. Na pewno nie jest tak jak na początku- powiedziałam to co od dawna leżało mi na sercu.
Nie raz zastanawiałam się czy to ma jeszcze sens. Czy nie lepiej byłoby gdybym spakowała swoje rzeczy i wyprowadziła się dzieląc nasze wspólne do tej pory życie na dwa oddzielne. Zupełnie inne, niezależne od siebie jednostki. Czy tak nie byłoby lepiej?
-Dlatego mam dla ciebie niespodziankę- klasnął w dłonie.- Ubieraj się i jedziemy. 
-Co? Nie mam ochoty nigdzie z tobą jechać- mruknęłam.
-Ej... Ze mną nie chcesz?- szturchnął mnie w ramię.
-No dobra, już dobra- posłałam mu wymuszony uśmiech i poszłam do sypialni. 
Na łóżku leżało kilka niewyprasowanych koszulek mojego chłopaka. Westchnęłam ciężko i otworzyłam szafę. Założyłam czarne rurki, koszulkę w tym samym kolorze i różową marynarkę, a do tego pudrowe balerinki. Zayn nie bez powodu tak często mówił mi, że czasem ubieram się jak Harry, ale mi się podobało. Z resztą jemu też... W takim stroju zeszłam na dół, gdzie czekał na mnie Niall.
-Ruszajmy- usłyszałam u opuściliśmy mieszkanie.
Na zewnątrz stało jeszcze kilku reporterów. Ugh, jak ja ich nie lubiłam. Chociaż były takie dni, że siedziało ich pod moimi oknami znacznie więcej niż dzisiaj. Na przykład kiedy tylko się tu wprowadziłam. A wtedy byłam obca, i ta sytuacja była całkiem nowa. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić, lecz pomógł mi Zayn i z czasem przyzwyczaiłam się. Poradziliśmy sobie z tyloma trudnymi rzeczami, a teraz nie radziliśmy sobie z niczym... Niedługo potem wysiedliśmy przed jedną z najbogatszych restauracji w mieście.
-Byłam pewna, że zabierzesz mnie do Nando's!- zaśmiałam się cicho.
-Nie tym razem!- odpowiedział mi tym samym.
Weszliśmy do ekskluzywnego lokalu. Niall posadził mnie przy zarezerwowanym na jego nazwisku stoliku.
-Muszę iść do łazienki- powiedział zanim jeszcze zobaczył nas kelner.
-Niall...- mruknęłam.
-Tak, wiem... Zaraz wracam- oznajmił i odszedł.
Siedziałam sama czekając, aż ten roztrzepany chłopak do mnie wróci. Nagle przy wejściu pojawił się ciemnooki mężczyzna z prawie czarną czupryną. Nie kto inny jak Zayn. Powoli zbliżał się do stolika przy którym siedziałam. Teraz wszystko zaczęło układać się w idealną całość. Dlaczego wcześniej nie zorientowałam się, że Horan coś kombinuje?!
-Witaj [T.I]- powiedział cicho, już stał obok mnie.- Proszę, dla ciebie- podał mi bukiet błękitnych róż.
Ostrożnie wzięłam je do ręki.
-To twoje ulubione- dodał po chwili, jakby chciał mi o tym przypomnieć.
Usiadł na krześle.
-Tak, ale jak to zapamiętałeś?- spytałam zaskoczona.- Powiedziałam ci to na naszym pierwszym spotkaniu.
-Przecież wiesz, że nigdy nie zapomnę najpiękniejszych dni... Tych, które spędziliśmy razem. Wiem dobrze, że byłaś wtedy ubrana w swoją wtedy ulubioną białą bluzkę z kokardą na rękawie- siedziałam lekko oszołomiona.
Nie spodziewałam się, że po takim upływie czasu on nadal będzie w stanie to powiedzieć.
-Pamiętasz jacy byliśmy szczęśliwi?- złapał mnie za rękę.
-Właśnie Zayn... Byliśmy- położyłam nacisk na ostatnie słowo.
-[T.I]... Nic nie tłumaczy mojego zachowania. Jestem cholernym dupkiem i skończonym idiotą, ale wiem jedno... Ten idiota kocha cię jak nikogo innego na świecie. A ten dupek nie potrafi bez ciebie żyć. Zrozumiem jeśli zechcesz mnie zostawić. Ja, pogodzę się z twoim odejściem, ale nigdy sobie tego nie wybaczę- patrzył mi w oczy.
Nie kłamał. Wiedziałam, że te słowa płyną prosto z jego serca. 
-Myślisz, że to wystarczy?- nie dawałam za wygraną oszukująca samą siebie i jego.
Wystarczyłoby...
-Nie... Dlatego mam to- podał mi kopertę.
-Co to?- zapytałam otwierając ją.
-Dwutygodniowa wycieczka do Rzymu. Zawsze chciałaś tam wyjechać- uśmiechnął się niepewnie.- I mam też to- podał mi małe czarne pudełeczko.
W środku była złota kłódka, a na niej wygrawerowane nasze imiona. Nie wiedziałam co powiedzieć, więc po prostu rzuciłam mu się na szyję. Tak bardzo chciałam to usłyszeć. Byłam mu wdzięczna nie za sam prezent, ale za to, że pamięta co mówiłam przeszło pięć lat temu. I za to, że wciąż mnie kochał...


"Spotkaliśmy się na krótką chwilę i to nadało sens życiu na resztę dni"

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No to Zayn! :) Podoba się? Czekam na komentarze! Trzymajcie się <3
Cytat: Nieznany