wtorek, 28 października 2014

Niall

     Szłam ciemnymi, cichymi uliczkami Londynu. Był koniec listopada, a pogoda była kompletnie do niczego. Śniegu wciąż nie było, a deszcz lał od samego rana. Dopiero kilkanaście minut temu przestało padać, ale było mokro i okropnie zimno. Wiatr rozwiewał moje potargane już włosy. Wracałam właśnie z imprezy mojej przyjaciółki. To nie był udany wieczór... Spełnił się najgorszy z możliwych scenariuszy... Zbliżała się północ, więc na ulicach prawie nikogo nie było. Czasem tylko minęłam jakąś samotnie spacerującą osobę. Może tak jak ja wracali od znajomych, lub nie mogli zasnąć. Skręciłam w bardzo wąską uliczkę. Wiedziałam, że to głupie, zwłaszcza o tak później porze, ale było mi przeraźliwie zimno, a tą drogą szybciej dostanę się do mojego przytulnego mieszkania. Ścieżka prowadziła pomiędzy dwoma, wysokimi budynkami. Wokoło nie było żadnych latarni, tylko pełno śmietników i porozrzucanych śmieci o które bez przerwy się potykałam. Nagle przed sobą zobaczyłam pięciu zakapturzonych chłopaków. Zaczęli się szarpać. Jeśli do nich podejdę to również mi się dostanie. Przestraszona schowałam się za jednym z ogromnych, zielonych koszy. Któryś z chłopaków dostał twarz. I drugi raz. Wydał z siebie zduszony krzyk, a potem bezwładnie upadł na ziemię. Pozostała czwórka rzuciła się na niego. Zaczęli go kopać i okładać pięściami. Wiedziałam, że jeśli czegoś nie zrobię, to on może tam zginąć. Nie mogłam na to pozwolić chociażby ze względu na wyrzuty sumienia, które prędzej czy później by mnie wykończyły. Zepchnęłam skrzynkę z butelkami, które z hukiem roztrzaskały się na tysiące malutkich kawałeczków.

-Spadamy!- usłyszałam chrypliwy głos jednego z "dresów".
Nie sądziłam, że to ich wystraszy, ale chwilę później już ich nie było. Westchnęłam ciężko i podeszłam do chłopaka, który wciąż leżał na mokrej ziemi. Kucnęłam przy nim i zsunęłam biały kaptur z jego głowy. Moim oczom ukazały się jego blond włosy. Pomimo krwi, która strugami spływała po jego twarzy, udało mi się go rozpoznać. Niall Horan z One Direction. Miał przymrużone, ale nie zamknięte oczy. Był przytomny.
-Słyszysz mnie?- potrząsnęłam nim lekko.
-B...Boli- mruknął cicho.
-Musi boleć. Dzwonię po karetkę- wyciągnęłam z torebki telefon.
-Nie... Nic mi nie jest- z trudem i powoli podniósł się do pozycji siedzącej.
Ciężko dysząc oparł głowę o wilgotną ścianę. 
-Dzwonię- wystukałam prawidłowy numer.- Musimy poczekać jakieś dziesięć minut- powiedziałam, gdy zakończyłam rozmowę.
-Co.. Co to był za hałas?- prawie w ogóle go nie słyszałam.
-Zrzuciłam skrzyknę- odpowiedziałam i ponownie kucnęłam obok niego.
-Dziękuję... Gdyby nie ty... Pewnie już by mnie...
-Masz szczęście, że dowiedziałam się o zdradzie mojego chłopaka. W innym wypadku ciągle siedziałabym u koleżanki- przyznałam.
-Zdradził cię? Jak mógł... I to ciebie...- mruczał.
-Nie znasz mnie.... Nie wiesz czy jestem warta...- zaczęłam mówić.
-Nie... Ale cię widzę. Gdybym nie leżał tu ledwo żywy pewnie dałbym mu w kość- wygiął usta próbując się uśmiechnąć, lecz zaraz jego wyraz twarzy diametralnie się zmienił.
Wcale mnie to nie dziwiło. Nieźle mu się oberwało podczas tej bójki. Zaczęłam grzebać w swojej niewielkiej torebeczce. Wyjęłam z niej paczkę chusteczek higienicznych. Wyciągnęłam kilka i przyłożyłam do twarzy blondyna. 
-Daj...- podniósł rękę i zabrał mi chusteczki. 
Sam przyłożył sobie do nosa. Zmęczona usiadłam obok niego w ogóle nie przejmując się tym, że chodnik jest mokry.
-Jestem Niall- wydukał.
-[T.I]- odpowiedziałam uśmiechając się niepewnie.
-Dziękuję- mruknął.
Nie odpowiedziałam. Położyłam rękę na jego czole i delikatnie je pogłaskałam. Następnie przeniosłam dłoń i wplotłam palce w jego włosy.
-Wiesz...- Niall obruszył się lekko.
Zabrałam rękę i spuściłam głowę. Chrząknęłam cicho.
-Lubię jak dziewczyny bawią się moimi włosami. To mnie uspokaja- powiedział. 
Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo podeszli do nas ratownicy medyczni. Już po chwili Niall leżał na noszach w kołnierzu. 
-Pani wezwała pogotowie?- zapytał jeden z nich. 
-Tak... Przechodziłam tędy i...- zaczęłam opowiadać.
-Jest pani kimś z rodziny?- zadał kolejne pytanie.
Pokiwałam przecząco głową.
-Zna go pani?- zapytał ponownie.
-Wiem tylko jak na na imię- odparłam.
-Kto tego nie wie- teatralnie wywrócił oczami.- W każdym razie pan Horan prosi, żeby pani pojechała z nim do szpitala. Zgadza się pani?- notował coś na kartce. 
-Tak. Oczywiście- zgodziłam się, bez chwili zastanowienia. 
Niedługo potem byliśmy w szpitalu. Niall'a zabrano na badania, a ja zostałam na pustym korytarzu. Wtedy zaczęłam naprawdę się martwić. Jakąś godzinę później salę do której został przeniesiony, opuścił siwy doktor z okularami na nosie. Od razu do niego podbiegłam. 
-Co z nim?!- prawie krzyknęłam.
-Z kim?- próbował zrobić ze mnie idiotkę.
-Z Niall'em Horan'em!- wrzasnęłam na całe gardło.
-Jesteś jakąś psychiczną fanką?! Jeśli natychmiast się nie uspokoisz to każę cię wyprowadzić!- zagroził.
-Ja wezwałam karetkę! Prosił żebym przyjechała do szpitala chyba nie  po to, żebym siedziała na korytarzu przez całą noc!- łatwo wpadałam w złość, a to był moment w którym całkiem puściły mi nerwy.
-Hmmm... Rzeczywiście coś takiego słyszałem. Dobrze, więc pan Horan ma złamane cztery żebra, liczne sińce i otarcia. Skręcony nadgarstek. Czuł się tak ze względu na mocne stłuczenie okolic żołądka. Podejrzewaliśmy jego pęknięcie, ale na szczęście do tego nie doszło. Pan Horan prosił również, żeby wróciła pani do domu i kazał przekazać to- podał mi niewielką karteczkę, a potem odszedł.
Otworzyłam ją. Zapisanych było na niej dziewięć cyfr, a pod spodem narysowane krzywe serduszko. Uśmiechnęłam się pod nosem. Pomimo tego w jakim był stanie, był taki uroczy. Postanowiłam, że zostanę dopóki osobiście się z nim nie spotkam. Siadłam na niewygodnym krześle ściskając karteczkę w dłoniach. Niecierpliwie przebierałam nogami czekając na kogoś kto mógłby udzielić mi dokładniejszych informacji. Nie musiałam czekać długo, bo na korytarzu pojawiła się pielęgniarka.
-Przepraszam- zaczepiłam ją.- Czy mogę odwiedzić Niall'a?
-Musi odpoczywać. Dopiero jutro. Niech pani idzie do domu, nie ma sensu tu siedzieć- poradziła i odeszła. 
Poczekałam, aż wszystkie pielęgniarki opuszczą salę. Gdy były już daleko, na palcach wślizgnęłam się do niewielkiego pomieszczenia. Na łóżku pod białą kołdrą leżał Niall. Jego twarz została oczyszczona z krwi. Na prawej ręce miał gips, a nad lewym okiem założone kilka szwów. O tym mi nie powiedzieli. Miał zamknięte oczy, a jego oddech wreszcie był spokojny i wyrównany. Chyba spał. Powoli podeszłam do łóżka i usiadłam na stołku. Przejechałam palcami po jego dłoni. Wyglądał tak bezbronnie. Tak niewinnie. Nie pasował mi na wielką gwiazdę, a jednak nią był. Nie zaprzeczam temu, że ma talent. Ma i to ogromny. Często zasypiałam wsłuchana w jego głos. Chłopak nagle się poruszył, a potem otworzył oczy. Spojrzał na mnie i zamrugał kilka razy chcąc przyzwyczaić się do światła. 
-[T.I]- wymruczał. 
-Szzz...- uciszyłam go kładąc palec na jego ustach.
-Czemu nie poszłaś do domu? Mieli ci przekazać- mówił głośniej niż ostatnio.
-Cicho bądź. Nie wolno mi tu być- oznajmiłam.- Przekazali mi, że mam wracać, ale chciałam cię jeszcze zobaczyć- uśmiechnęłam się głaszcząc jego czoło i policzki.
-Proszę, idź do domu...- odezwał się.
-Niall...
-Nie chcę żebyś siedziała tu całą noc... Właściwie nie masz po co... Nawet mnie nie znasz- powiedział, a we mnie coś pękło.
Pewnie nie zdawał sobie sprawy jak bardzo mnie uraził tymi słowami. 
-Dobrze- wstałam.- Skoro tego sobie życzysz- ruszyłam do wyjścia.
-[T.]!- usłyszałam głos słabego wciąż Horan'a.- [T.I] nie o to mi chodziło. Chcę żebyś się wyspała, zjadła rano śniadanie, wypiła kawę i... Głupio mi pytać, ale... Czy nie przyszłabyś rano?- jego policzki nabrały różowego odcieniu.
-Do zobaczenia Niall- posłałam mu delikatny uśmiech i wyszłam z sali.
Jeszcze przez chwilę stałam na korytarzu myśląc czy wrócić do domu. Zajrzałam przez szybę do środka. Patrzyłam jak Niall zamyka oczy i niezgrabnie przekręca się na prawy bok. 

***

   Budzik zadzwonił o szóstej rano. Niechętnie otworzyłam oczy. Chciałam spać dalej, ale przypomniałam sobie dlaczego wstałam tak wcześnie. Niedługo po tym wyszłam z domu. Po drodze do szpitala wstąpiłam do piekarni i kupiłam cztery pączki. Gdy byłam na miejscu od razu udałam się do Niall'a. Jeszcze spał, co wcale mnie nie dziwiło. Sama nie wiem po co tak wcześnie się zerwałam. Chyba nie mogłam doczekać się kiedy ponownie go zobaczę. Jego ślicznej, lecz podrapanej twarzy i błękitnych jak niebo oczu. Dopiero teraz zauważyłam, że podoba mi się nie jako piosenkarz, a jako chłopak. 
-Mmm...- delikatnie się poruszył.
Po chwili rozdzielił powieki i spojrzał na mnie tymi cudownymi oczami. Jego kąciki ust powędrowały w górę. Odpowiedziałam mu tym samym.
-[T.I]- powiedział zaspanym głosem.
-Hej Niall- na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech.
-A więc jednak przyszłaś.
-Oczywiście, że przyszłam!
-Która jest godzina?- zapytał rozglądając się w poszukiwaniu zegarka.
Spojrzałam na wyświetlacz swojego telefonu. Ziewnęłam głośno.
-Osiemnaście minut po siódmej.
-Tak wcześnie? Nie powinnaś być na jakiś lekcjach? Albo w pracy?- ściągnął brwi. 
Pokiwałam przecząco głową.
-Zajęcia mam dopiero od ósmej. Ale dziś nie idę- odparłam wzruszając ramionami. 
-Czemu?
-Mam zamiar zostać z tobą- zaczęłam szperać w swojej torebce.
-[T.I] wiem co masz na myśli. Nie musisz udawać. Po prostu powiedz ile- mówił cicho. 
W pierwszej chwili nie zrozumiałam o czym on mówił. Po chwili jednak to do mnie dotarło.
-Jak mogłeś?!- krzyknęłam.- Jak mogłeś nawet przez chwilę pomyśleć, że przychodzę tu dla forsy? Mam ją gdzieś, a o ciebie tylko się martwię!- byłam wściekła. 
-[T.I]...
-Nie jestem jakąś głupią laską! To samo mówisz innym fankom?
-Jesteś naszą fanką?
-Raczej byłam!
-Przepraszam [T.I]. W nocy nie mogłem zasnąć, więc zadzwoniłem do Liam'a. Pewnie wiesz, że zawsze pytam go o radę. Powiedział, że robisz to dla pieniędzy- wyznał zawstydzony.
Pokiwałam głową.
-Przy najbliższej okazji przekaż mu, że jest skończonym idiotą, okej?
W odpowiedzi usłyszałam śmiech blondyna leżącego na łóżku.
-Wiesz co? Jestem głodny- powiedział nagle.
-O tym też pomyślałam- zaśmiałam się cicho i wyciągnęłam z szarą, papierową torbę.- Ja też nic nie jadłam. Masz- podałam mu pączka z lukrem.
-Mmm! Wreszcie coś dobrego! Wczoraj mnie nie karmili- usiadł.
Rozbawiona patrzyłam jak Niall zajada się słodkościami. Skończyło się na tym, że ja zjadłam jednego,a ten głodomór z blond czupryną resztę. Drzwi się otworzyły W progu stanęła czwórka jego przyjaciół. Zdawało się, że mnie nie zauważyli.
-Hej Niall!- Harry stał obok niego.
-Jak się czujesz?- spytał Mulat.
-Żyjesz Nialler?- chłopak w bluzce w paski podszedł bliżej. 
-Żyję, ale tylko dzięki [T.I]- Horan wskazał ręką na mnie.
Oczy wszystkich chłopców zwróciły się na mnie. Zrobiłam się czerwona. Odruchowo spuściłam wzrok. 
-Ty zadzwoniłaś wtedy po...-zaczął Zayn.
-Tak- ucięłam krótko.
Nikt nie zdążył odpowiedzieć, bo do sali wkroczył lekarz z jak się okazało wypisem.
-Ja już pójdę. Pa Niall. Cześć chłopaki!- rzuciłam i opuściłam salę uprzednio machając wszystkim. Odpowiedzieli mi cichym "Cześć". Powoli ruszyłam do domu. Nie miałam ochoty iść do szkoły, bo wiedziałam, że usnę na jednej z lekcji. Stwierdziłam, że lepiej jest spać w domu. 
***

     Następnego dnia musiałam iść na uczelnię. Siedzenie w domu to najgorszy pomysł. Wciąż przeżywałam rozstanie z chłopakiem. Z drugiej strony przeżywałam to co działo się z Niall'em i to co stało się ze mną po naszym spotkaniu. Podczas nauki chociaż na chwilę o tym zapominałam. Dzisiaj lekcje dłużyły mi się w nieskończoność. Z uczuciem ulgi opuściłam budynek szkoły. Wyszłam na dziedziniec i to co, a raczej kogo zobaczyłam całkowicie mnie zszokowało. Przede mną stał uśmiechnięty blondyn z przeciwsłonecznymi okularami skrywającymi jego oczy ubrany w luźne dżinsy, białą koszulkę i czerwoną bejsbolówkę. W dłoni trzymał jedną, czerwoną różę. Podszedł bliżej mnie i zdjął okulary. 
-Nie miałem pojęcia jak ci się odwdzięczyć. Do głowy wpadło mi tylko to- podał mi kwiat.
-Dziękuję Niall, ale przecież nie musiałeś...- mówiłam cicho.
-Poczekaj, to nie wszystko- na jego twarzy pojawił się zadziorny uśmieszek.
Chłopak położył ręce na moich biodrach i przyciągnął mnie do siebie. Nachylił się lekko i pocałował mnie. Niepewna odsunęłam się od chłopaka.
-Niall... Nie zmuszaj się- te słowa ledwo przeszły mi przez gardło.
-Nie zmuszam się. To serce mnie zmusza- i ponownie złożył na moich ustach słodki pocałunek. 

"Oto jest miłość. Dwoje ludzi spotyka się przez przypadek, a okazuje się, że czekali na siebie całe życie"


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
WREEEESZCIE! Spóźnienie meeega, ale konkurs, szkoła, konkurs, szkoła... UGH! Nie wyrabiam. No, ale taki Nialler się pojawił :) Pisajcie, czytajcie <3 
Cytat: Victor de Lima Baretto 

4 komentarze:

  1. Świetne! ♥
    Pozdrawiam

    Będę się podpisywać askiem żeby dostawać pytania z powiadomieniem o nowym imaginie oki? :)
    http://ask.fm/MrsNat

    OdpowiedzUsuń
  2. Aw zajebiste *.*

    OdpowiedzUsuń
  3. GENIALNE!!
    Czekam na więcej :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham to ! <3

    OdpowiedzUsuń