Harry

Z ogromnym trudem rozdzieliłem powieki. Otworzyłem szeroko oczy, lecz zaraz je przymrużyłem przez słoneczne promienie wlewające się przez uchylone okno do mojej sypialni. Przekręciłem się na lewy bok. Przejechałem ręką po drugiej stronie łóżka, gdzie spodziewałem się spotkać smukłe ciało mojej ukochanej. Zdziwiłem się, gdy tak się nie stało, a ja poczułem tylko miękki materiał, z którego wykonane było prześcieradło. Ponownie otworzyłem oczy. Rzeczywiście nie było jej obok mnie. Podniosłem się i oparłem na łokciach. Zasapany rozejrzałem się po jasnym pokoju. Na krześle przy biurku leżała jej złożona w kostkę różowa koszulka. Na nocnym stoliku obok łóżka w którym leżałem stała brązowa ramka, a w niej zdjęcie mojej [T.I]. Uśmiechnąłem się, gdy zobaczyłem jej rumianą twarzy, głębokie niebieskie oczy i blond loki kaskadą opadające na jej zgrabne ramiona. Od wczoraj nic się nie zmieniło. Pomyślałem, że [T.I] już wstała i pewnie szykuje śniadanie. Często tak robiła za co byłem jej wdzięczny. Niechętnie wygramoliłem się spod cieplutkiej kołderki i wciąż przecierając zaspane oczy zszedłem po schodach na parter. Mając na sobie same bokserki wparowałem do kuchni, gdzie miałem nadzieję ją spotkać. Zawiodłem się, gdy nie zastałem jej siedzącej przy kuchennym stole ubranej w lekką koszulę nocną z kubkiem herbaty w ręce. Na stole nie było również śniadania. Rozejrzałem się dookoła poszukując liściku od mojej dziewczyny. Ach, no tak! Zupełnie zapomniałem, że od jakiegoś czasu [T.I] w ogóle nie zostawia mi karteczek z króciutkimi wiadomościami, tak jak to kiedyś miała w zwyczaju. Zostawiała mnie samego licząc, że domyślę się, gdzie pojechała. Mogłem zadzwonić, ale cóż z tego, skoro jej komórka leży rozładowana na parapecie w sypialni. Pierwsze co wpadło mi do głowy to to, że [T.I] być może poszła na zakupy. Sama lub ze swoją przyjaciółką. Od zawsze lubiła chodzić na wyprzedaże. Nigdy nie miałem jej tego za złe. Lubię chodzić z nią po sklepach. Zawsze wybiera mi najładniejsze bluzki. Westchnąłem ciężko i wciąż zastanawiając się co robi, usiadłem przy stole. Nie wytrzymałem jednak długo. Kilka minut później stałem przy kuchence smażąc sobie jajecznicę. Wiedziałem, że dziś rano [T.I] już nie pojawi się w naszym mieszkaniu, ale na wszelki wypadek zrobiłem dodatkową porcję. Samotnie zjadłem śniadanie. Brudny talerz odstawiłem na stertę naczyń, która z dnia na dzień stawała się coraz większa. Nie pofatygowałem się nawet, aby założyć ubrania. Powoli udałem się do salonu i usiadłem na skórzanej kanapie. Sięgnąłem po pilot. Leżał na ławie pośród pustych butelek po piwie. Wczoraj trochę wypiłem. To pewnie stąd ten ból głowy. Zahaczyłem ręką o jedną z nich. Zachwiała się, a potem spadła na podłogę. Jak się okazało zostało w niej trochę zwietrzałego alkoholu, który rozlał się po śnieżnobiałym dywanie.
-Szlag!- zakląłem głośno i podniosłem się z sofy.
Powłóczyłem nogami do kuchni i przyniosłem stamtąd jakąś ściereczkę, lecz nic to nie dało. Nawet po kilkunastominutowym wycieraniu na dywanie pozostała wielka plama, a w powietrzu unosił się zapach piwa.
-Chyba trzeba tu posprzątać- stwierdziłem.
Zacząłem zbierać puszki i butelki porozrzucane wokół mnie, ale po chwili wszystko ponownie wylądowało na podłodze. Po co tu sprzątać, skoro wieczorem i jutro rano to wszystko będzie wyglądało tak samo? Nie ma więc najmniejszego sensu się z tym męczyć. [T.I] nie byłaby zadowolona z mojej postawy, ale ona to zrozumie... Opadłem na miękką kanapę ściskając pilot w ręce. Włączyłem telewizor. Skacząc po kanałach natrafiłem na wczorajszy wywiad zespołu w którego składnie jestem. Zayn właśnie odpowiadał na jakieś durne pytanie związane z Perrie. Potem zaczęła się rozmowa o naszej niedawno wydanej płycie. Zaśpiewaliśmy końcową piosenkę i na ekranie pojawiły się napisy końcowe. Westchnąłem po raz kolejny tego dnia i zmieniłem kanał. Natknąłem się na powtórki "Mam Talent". Postanowiłem oglądać, ale nic z tego nie wyszło. Moje myśli były przy [T.I], którą tak bardzo kocham. Często myślę o niej. O dziewczynie, która jest całym moim życiem. Ona też mnie kocha. Wiem to na pewno. Wiem, że dla niej istnieję tylko ja. To zawsze podnosi mnie na duchu. Jej bezgraniczna, bezwarunkowa miłość.
-Cześć Harry!- usłyszałem piskliwy głos.
Podniosłem głowę. Nie, to nie była [T.I]. Przed sobą ujrzałem chłopaka ubranego w czarne rurki i koszulkę w paski. Uśmiechał się do mnie promiennie.
-Cześć Louis- odpowiedziałem bez cienia entuzjazmu.
-Styles! Czy tędy przed chwilą przeszło tornado?!- krzyknął i rzucił się do zbierania tego bałaganu.
Spojrzałem na niego z delikatnym uśmiechem na twarzy. Cieszyłem się, że mam takiego przyjaciela. Przychodził tu codziennie i zawsze widział to samo. Pomimo tego wciąż to robił i nigdy nie narzekał.
-Musisz wreszcie tu posprzątać! Nie możesz mieszkać w takim chlewie!- pouczył mnie.
-Wiem...- jęknąłem cicho.
-To czemu tego nie robisz?- chłopak spojrzał na mnie ze smutkiem w oczach.
-Louis...- nic więcej nie zdążyłem powiedzieć.
-Wiem, dlatego tu jestem.
-Biorę się w garść- wstałem i pomogłem mojemu przyjacielowi sprzątać bałagan, który pojawił się tu przeze mnie. Miałem wyrzuty sumienia, że doprowadziłem mieszkanie do takiego stanu. Muszę przyznać, że tylko moja sypialnia i taras wyglądały schludnie. To tam najwięcej czasu spędzałem z...
-Louis?- spojrzałem na mojego przyjaciela.
-Co tam, Hazza?- uśmiechnął się do mnie.
-Widziałeś dzisiaj [T.I]?- zapytałem z nadzieją w głosie.
W tym momencie uśmiech z twarzy Louis'a zniknął bezpowrotnie. Chłopak podszedł do mnie i poklepał mnie po ramieniu.
-Harry... Przecież wiesz, że...- powiedział cicho i urwał w połowie zdania.
Otwartą dłonią uderzyłem się w czoło.
-Ach! Zapomniałem, że [T.I] się wyprowadziła!- znów jęknąłem.
-Oj Harry...- Louis pokręcił głową.
Kilka dni temu [T.I] opuściła mieszkanie. Nie miałem jej tego za złe. Nie chciała tego. To nie był jej wybór. Była do tego zmuszona, a mnie pocieszało to, że mogłem ją odwiedzać. Z ogromną pomocą Louis'a ogarnąłem dom i wreszcie mogliśmy zasiąść przed telewizorem.
-Co u chłopaków?- spytałem.
-Umm... Nie wiem... Jakoś...- mruknął.
Pytałem, bo ostatnio rzadko się z nimi spotykam.
-Zayn robi w sobotę imprezę. Chciałbyś przyjść?- zapytał Louis.
-Nie wiem... Teraz to...- próbowałem się wywinąć.
-Och! Daj spokój Harry! Musisz się rozruszać, pobawić! Nie możesz cały czas siedzieć w domu- złapał mnie za ramiona.
-Dobrze, dobrze! Przyjdę!- zgodziłem się tylko i wyłącznie dla świętego spokoju.
Chłopak mnie puścił i powróciliśmy do oglądania jakiegoś nudnego programu. Usłyszałem głośny zegar stojący w sypialni wybijający godzinę siedemnastą. Zerwałem się na równe nogi.
-Spóźnię się!- krzyknąłem i pędem ruszyłem na górę.
Wziąłem prysznic, uczesałem włosy i prysnąłem się najlepszymi perfumami. Ulubionymi [T.I]. Założyłem czarne rurki, białą koszulkę i brązową marynarkę. Do tego białe trampki. Stanąłem w przedpokoju i ostatni raz poprawiłem włosy przed dużym lustrem wiszącym na ścianie.
-Idziesz do [T.I]?!- usłyszałem głos Louis'a.
-Tak! Na razie!- pożegnałem go i opuściłem mieszkanie.
Nie miałem czasu, żeby dłużej z nim rozmawiać. Wie gdzie są klucze, zamknie drzwi, gdy będzie wychodził. Był koniec lata, ale pogoda wciąż była świetna. Szedłem powoli Londyńskimi uliczkami, aż wreszcie dotarłem na miejsce. Usiadłem na ławeczce przed [T.I]. Zawsze tu na mnie czekała.Tym razem poczułem się nieswojo.
-Cześć kochanie- uśmiechnąłem się.- Mam nadzieję, że nie złościsz się o to, że nie było mnie wczoraj... Wiem, że na mnie czekałaś, ale... Po prostu się upiłem- przyznałem ze skruchą.
Było mi głupio.
-Nie daję sobie rady bez ciebie... Dom wygląda strasznie, a ja... Tracę siły... Tak bardzo boli mnie to, że mnie opuściłaś. Dziś znowu obudziłem się z nadzieją, że będziesz obok mnie. Dzisiaj przyszedł też Louis... Ale nawet on mi nie pomaga- po moim policzku spłynęła pojedyncza łza.
Rozejrzałem się dookoła.
-Dlaczego mi to zrobiłaś [T.I]?! Dlaczego mnie zostawiłaś, samego, kochana...- łkałem.- Nie potrafisz sobie wyobrazić ile razy przyrzekałem się zabić, ale... Wiedziałaś co robić, wiedziałaś, że tak musi być, że to jest odpowiednie...- płacz zamienił się w histerię.
W emocje nie do opanowania. W rozdzierający mnie ból, smutek i rozpacz. We wszystko co najgorsze. To przeszywało mnie na wskroś. Uniosłem głowę, spojrzałem w oślepiające mnie słońce. A potem znów w dół. I po raz pierwszy przyznałem przed samym sobą, że jestem na cmentarzu...
"Jesteś jedyną, którą kocham
I mówię żegnaj..."
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hazza :) Piszcie jak wam się podobało, bo coś ostatnio kulejecie z pisaniem komentarzy :D Trzymajcie się ciepło, bo już na dworze zimno.
Cytat: A Great Big World "Say Something"
Cytat: A Great Big World "Say Something"

Potrafisz utrzymać napięcie. Jesteś świetna. Z krótkiej historii zrobiłaś dramat. Czytam twoje wpisy od samego początku i z niecierpliwością wyczekuję nowych.
OdpowiedzUsuńDzięki wielkie :)
UsuńSuper :*
OdpowiedzUsuńMimo że smutny to piękny :* Uwielbiam twoje wpisy*.*
OdpowiedzUsuńTy to potrafisz doprowadzić mnie do łez ;') To było takie piękne a zarazem smutne...
OdpowiedzUsuńI w jednym fragmencie wyczulam ze nie lubisz Pezz ;) Ale to nie istotne.. Czytam to już 3 raz i za każdym razem z moich oczu wylewa się wodospad. Pisz dalej bo masz wielki talent!! - Oliwia
Ogromne dzięki <3
UsuńNigdy nie sądziłam, że potrafiłabym doprowadzić kogoś do "wodospadu" :) Ale mega komplement!
Wiesz, co do Pezz nie chodziło mi o to, że jej nie lubię, bo właściwie jestem neutralnie do niej nastawiona, chociaż jej muzyka nie wpada mi w ucho. Ale mniej obchodzą mnie relacje chłopców z ich ukochanymi niż np.: ich stosunek do fanów czy ich muzyka :)
Być może źle to ujęłam, ale chodziło mi raczej o durne pytanie zadane przez dziennikarza, wiesz, to jacy potrafią być wścibscy itd.
Zapewniam, że pojawią się imaginy, gdzie Perrie jest dobrą koleżanką ^^
Rany... to było takie.... piękne ♥
OdpowiedzUsuńUwielbiam czytać te imaginy.
Masz ogromny talent, a ten wpis ukazał Twoją klasę pisania!! :D
Jestem wzruszona tym imaginem.
Nie spodziewałam się, że ta historia się tak skończy...
To było piękne! :')
Pozdrowionka xx
Wielkie dzięki :)
UsuńTakie komentarze motywują, więc wielkie dzięki za motywację i pieszczenie mojego ego ^^ Hah.
Pozdrowionka <3
płaczę. ;c
OdpowiedzUsuń#smuteczeq
http://still-the-one-ff.blogspot.com/