Harry
-Już skończyłaś?- mój lekceważący ton jeszcze bardziej zdenerwował dyrektorkę szkoły do której co jakiś czas przychodziłam na lekcje.
Niska kobieta w okularach popatrzyła na mnie z groźną miną i na nowo zaczęła swój nudny monolog. Znudzona usiadłam wygodniej i rozejrzałam się po gabinecie, który znałam jak własną kieszeń. Bardzo często tu trafiałam za wybryki, których dokonywałam razem z moim chłopakiem.
-A czy to oznacza, że mogę już iść?- wstałam i skierowałam się do wyjścia.
-Victor to złe towarzystwo- usłyszałam za sobą jej głos.
Ta wypowiedź była jak najbardziej zbędna. Zacisnęłam dłonie w pięści, wzięłam głęboki oddech i wyszłam stamtąd trzaskając drzwiami. O ścianę stał oparty wysoki blondyn ubrany w skórzaną kurtkę. Na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek. Objął mnie ramieniem.
-Co ona znowu chciała?- zapytał z kpiną w głosie.
-Jak zwykle zadzwoni do ojca. To wszystko przez te twoje wygłupy! To był twój pomysł, a to mnie przyłapali ze szczurem w ręce!- krzyknęłam wyładowując na nim wszystkie moje emocje.
-Daj spokój! Widok Evans skaczącej po biurku był tego wart- zaśmiał się.
-Twoja zabawa zawsze jest warta mojego godzinnego posiedzenia u Brown- burknęłam niezadowolona.
-Chodź lepiej na piwo- dał mi szybkiego całusa w policzek i ruszyliśmy korytarzem.
Gdy mijaliśmy rząd pomarańczowych szafek zobaczyłam Harry'ego. Chłopaka, którego nienawidziłam całym sercem. Jego ciemne loki otulające twarz i hipnotyzujące, zielone tęczówki zawsze skutecznie odwracały moją uwagę. To nigdy nie podobało się Victor'owi, jednak tym razem umknęło to jego uwadze. Nastolatek, który od miesiąca chodzi ze mną do klasy patrzył na mnie kiwając głową. Ponownie tego dnia zacisnęłam zęby i szybko odwróciłam głowę.
-Co jest?- zapytał Victor, który najwyraźniej wyczuł moje zdenerwowanie.
-Ten idiota z mojej klasy- powiedziałam na tyle głośno, by Styles mnie usłyszał.
Podobnie jak mój chłopak obróciłam się, by spojrzeć na niego. Nie ruszył się nawet o milimetr. Wysoki blondyn obok którego teraz szłam wystawił przed siebie rękę i wykonał gest, mający na celu zdenerwowanie go, lecz ten nadal stał nie okazując żadnych emocji.
-Niech on lepiej trzyma się od ciebie z daleka. Jesteś moja- wyszczerzył się.
-Jestem twoja- przyznałam mu rację, a potem razem opuściliśmy budynek szkoły pomimo tego, że powinnam być na lekcji.
***
-Jeśli się nie poprawię to zostanę tu kolejny rok- oznajmiłam Victor'owi, gdy opuściłam gabinet dyrektorki po kolejnej rozmowie.
-Ja też kiblowałem- roześmiał się;
-I dlatego jesteś głupi- mruknęłam i usiadłam na ławce.
Jak ja mogłam do tego doprowadzić? Jak mogłam pozwolić, by przez tego chłopaka stoczyć się na samo dno? By z normalnej, spokojnej dziewczyny zamienić się w szkolną zadymiarę?! By każdą wolną chwilę spędzać z nim i jego kumplami przy piwie!
-To wszystko przez ciebie!- wrzasnęłam na Victor'a, który stał na przeciwko.
-Co?!- zdziwił się.
-To co słyszałeś! Gdyby nie ty to nie miałabym problemów!
-Tak sądzisz? Więc wybieraj! Albo ja, albo grzeczna dziewczynka- syknął.
Tymi słowami wbił mi nóż w serce. Kazał mi wybierać, rozdarł mnie. Czego mam się słuchać? Moich uczuć, czy rozsądku?
-Przecież wiesz, że cię kocham- objęłam go, a on odpowiedział mi tym samym.
-Chodź [T.I], bo mamy chemię, a ja mam kilka fajnych proszków do wypróbowania- puścił mi oczko, złapał za rękę i pociągnął w stronę sali, gdzie odbywała się lekcja.
Znów nic z tym nie zrobiłam... Tak ciężko mi się zmienić...
***
Nie mogąc przestać się śmiać zgięłam się wpół i złapałam za brzuch. Stanęłam pod ścianą i rzuciłam plecak na podłogę.
-To było wspaniałe!- usłyszałam głos mojego chłopaka.
-Wiem- odpowiedziałam mu.
-Dziękuję, że to dla mnie zrobiłaś. Nawet nie wiesz ile miałem zabawy- pocałował mnie.
Znów poświęciłam dla niego resztki dobrego zachowania, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Oderwałam się i nie myślałam o tym co mnie martwi.
-To co? Lekcje skończone, więc... Idziemy do parku- oznajmiłam uśmiechnięta.
-Sorry mała, ale umówiłem się z John'em. Idziemy do baru.
-Jeszcze mi powiedz, że będzie Lily!- zawsze byłam o nią cholernie zazdrosna, a on doskonale o tym wiedział i wykorzystywał to przy każdej okazji.
Bałam się tego co nastąpiło... Machnął ręką i ruszył korytarzem.
-Obiecałeś mi to!- krzyknęłam.
-Podobno jest zainteresowana!- zaśmiał się w głos.
-Wolisz tą pustą laskę?! Jeśli tam pójdziesz to możesz już nie wracać!- byłam wściekła.
-Fajnie było [T.I]! Narka i powodzenia w następnej klasie. Och! O ile przejdziesz!- rozpoznałam kpinę w jego głosie.
Coś czego strasznie nienawidzę. Chwyciłam mój plecak i ze łzami w oczach pobiegłam do łazienki. Z hukiem zamknęłam drzwi. Torba z książkami wylądowała gdzieś w kącie. Nie zwróciłam uwagi, że cała jej zawartość rozsypała się po podłodze. Stanęłam przy umywalce i zacisnęłam na niej dłonie. Na ceramice zauważyłam czarne plamy. Podniosłam wzrok, by spojrzeć w lustro. Teraz wiedziałam skąd to się wzięło. Cały mój makijaż razem ze łzami spływał po mojej twarzy. Zaczęłam ocierać rękami oczy, choć wiedziałam, że nic to nie da. Wydałam z siebie zduszony krzyk, lecz nawet on nie pokazywał jak naprawdę się czułam. Byłam upokorzona i wściekła zarazem. Odwróciłam się i siadłam na podłodze. Oparłam się plecami o zimne kafelki, a kolana podciągnęłam pod brodę. Co chwilę nerwowo ocierałam łzy, które wciąż kapały na moje spodnie. W mojej głowie wciąż siedziało jedno pytanie: "Dlaczego?". Dlaczego po tym ile dla niego zrobiłam on mnie po prostu zostawił? Poświęcałam wszystko. Dobre oceny, przyjaciół, a nawet rodzinę. Wszystko... Nagle drzwi do damskiej toalety otworzyły się. Ukryłam twarz w dłoniach. Osoba powoli weszła do środka i zatrzymała się nade mną.
-Nie patrz się idiotko!- syknęłam pokazując swoją złość.- Poprawiaj ten cholerny makijaż i spadaj!
Po chwili ktoś usiadł obok mnie. Niepewnie podniosłam głowę i spojrzałam na... Harry'ego?! Tak! Przede mną siedział mój rówieśnik o zielonych oczach, których tak bardzo nie lubiłam. Wywróciłam oczami, a potem zaśmiałam się głośno.
-Po co tu przyszedłeś?- zapytałam spoglądając na niego.
Nie otrzymałam odpowiedzi. Chłopak patrzył się na mnie z twarzą bez wyrazu.
-Nie mam pojęcia po co tu siedzisz- starałam się, by zabrzmiało groźnie, ale Harry chyba zorientował się jak źle jest naprawdę.
-Zostawił cię?- zapytał spokojnie i powoli.
Wyraźnie, idealnie akcentując każdą literę. One były uporządkowane i miały coś czego mi brakowało- swoje miejsce w zdaniu. A w jego głosie usłyszałam coś czego bardzo dawno nie czułam- troskę.
-Słyszałeś?- odpowiedziałam tym samym.
-Nie... Po prostu od początku wiedziałem, że tak to się skończy- mówił cicho.
-Szkoda, że nie powiedziałeś mi wcześniej- rzuciłam obojętnie.
-Nie chciałem- spuścił głowę.
-Czemu?
-Za to, że tak bardzo mnie nienawidziłaś- przyznał ze skruchą, chociaż to chyba ja powinnam była się wstydzić.
-Więc po co tu siedzisz?- spytałam o to po raz kolejny, bo jego zachowanie nie było dla mnie zrozumiałe.
-To... To nieważne... Chodź- wstał i wyciągnął rękę w moją stronę.
Ścisnęłam ją, a chłopak podciągnął mnie do góry.
-Myj się i spadamy stąd- poradził.
Podeszłam do umywalki i zaczęłam zmywać resztki makijażu.
-On był idealny- wyrwało mi się i od razu tego bardzo pożałowałam.
-Nie był [T.I]- usłyszałam stanowczy ton Styles'a.
-Skąd możesz to wiedzieć?
-Czy koleś, który odciąga cię od rodziny, namawia do rzeczy, które tobie szkodzą jest idealny?- po tych słowach poczułam się jakby spadły mi klapki z oczu.
Wielokrotnie o tym myślałam, ale moje zdanie się nie liczyło. Za ważne uważałam tylko Victor'a. A przecież on miał rację. Byłam całkowicie zaślepiona miłością do podłej osoby, która...
-Byłaś tylko jego zabawką... Lalką z którą mógł zrobić wszystko- powiedział mi prawdę.
To czego nie chciałam dopuścić do świadomości.
-Chodź [T.I]- podał mi plecak i kilka książek.
Prędko włożyłam je do środka i razem z Harry'm wyszłam z łazienki. Nie zastanawiałam się czy dobrze robię, nie miałam lepszego pomysłu. Po kilku minutach opuściliśmy szkolne mury.
-Chcesz gdzieś ze mną pójść?- Harry uśmiechnął się do mnie chyba najpiękniejszym uśmiechem jaki widziałam.
-Zabierzesz mnie na piwo dla poprawy humoru?- westchnęłam choć w głębi duszy liczyłam na pozytywną odpowiedź.
-Myślałem raczej o... Lody!- zaproponował.
-Zabierasz mnie na lody?- zdziwiłam się.
-Tak!- odparł wesoło.
-Victor nie zabierał mnie na lody...- nikt, nigdy nie zabrał mnie na lody.
-Ja nim nie jestem... No chodź!- złapał mnie za rękę.- A za tydzień idziemy na piknik z naszymi rodzicami- posłał mi kolejny uśmiech, lecz tym razem wiedziałam, że jest najpiękniejszy jaki mogę sobie wyobrazić.
-Jaki znowu piknik?!
-Gdybyś spędzała odrobinę czasu z rodzicami to wiedziałabyś, że nasze matki się przyjaźnią- puścił mi oczko, a ja zaczęłam się zastanawiać dlaczego nie poznałam go wcześniej.
***
Siedziałam na miękkim kocu wystawiając twarz do słońca.
-Musisz spróbować tego ciasta! Jest nieziemskie!- usłyszałam siedzącego obok mnie Harry'ego, który po raz setny z zapchaną buzią podawał mi tę samą informację.
-Nie mam ochoty Harry- a ja kolejny raz mu odmówiłam.
-Dobrze się czujesz?- zapytał całkiem poważnie.
-To, że nie chcę jeść to nie znaczy, że jestem chora- zaśmiałam się.
-Nie o tym mówię- oznajmił.
Westchnęłam cicho.
-Już... Prawie zapomniałam...- uśmiechnęłam się lekko patrząc w niebo.
-Tak szybko?- widocznie zaskoczyła go moja odpowiedź.
-W kim? Jeśli mogę wiedzieć...
W moich oczach pojawiły się łzy. Znów z powodu chłopaka.
-Ej... [T.I], co się stało?- złapał mnie za ręce.
Wiedziałam, że teraz niczym się nie obronię. Musiałam powiedzieć mu całą prawdę.
-W tobie... W tobie Harry- zacisnęłam powieki, by nie rozpłakać się na dobre.
-Więc czemu płaczesz?- zapytał czule.
-Bo wiem, że to głupie... Nie możesz być przecież z kimś kto był dla ciebie, aż tak okrutny- mówiłam cicho, by nie usłyszeli nas rodzice siedzący nieopodal, choć miałam ochotę krzyczeć.
Byłam zła, zła na siebie.
-Wiesz czemu wtedy poszedłem za tobą? Dlaczego obok siedziałem i martwiłem się pomimo, że mnie nienawidziłaś?- w odpowiedzi pokiwałam przecząco głową.- Bo bardzo cię kocham [T.I]- uśmiechnął się leciutko.
Zrobiłam to samo i po chwili poczułam wargi Harry'ego na moich. Byłam mu wdzięczna za to, że mnie uratował i za to, że próbował mnie zmienić... Na lepsze.
"Życie jest zmianą.
Jeśli przestaniesz się zmieniać, przestaniesz żyć"
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ciepło-zimno, poplątane wiem! Ale nie widzę sensu w pisaniu o jednej porze roku w czasie jej trwania. Jak wam się podoba Harry? Piszcie i może ktoś wreszcie podrzuci jakiś pomysł ;)
Cytat: Rainer Haak
Cytat: Rainer Haak


Jeezu jaki suuper!!!! *__* ������
OdpowiedzUsuńGratulacje��������
/MrsNat
Ach, dziękuję!! <3
UsuńJak zawsze świetny! Tylko teraz mam nadzieję że dodasz coś szybciej bo juz nie moglam się doczekać! Z imaginu na imaginy piszesz coraz lepiej i ciekawej ;3 Uwielbiam cię i życzę dalszej weny i świetnych opowiadań <3! ~ Oliwia
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, za nieobecność, ale poprawa ocen na semestr, rozumiesz? :)
UsuńWielkie dzięki i mam nadzieję, że Twoje życzenia się spełnią :D
Jejku.. wspaniały *-*
OdpowiedzUsuńMasz dar do pisania. XD
Na każdy rozdział wyczekuję zawsze z ogromną niecierpliwością :*
Pozdrowionka xx
<3 !
OdpowiedzUsuńHahaha nie wierze! 😍
OdpowiedzUsuń