Liam
Zatrzymałam się przed jednym z małych, białych domków, których było mnóstwo na tej ulicy. Przez chwilę zastanawiałam się czy dobrze trafiłam. Postanowiłam to sprawdzić i pomimo swoich wątpliwości zapukałam do drzwi. Po chwili otworzył mi przystojny, młody chłopak. Uśmiechał się wesoło. Nie zobaczył jednak tego samego na mojej twarzy. Stałam sztywno patrząc się na niego. Musiałam wyglądać jakbym urwała się z wariatkowa, ale pewnie on był do tego przyzwyczajony. Wiele dziewczyn piszczało, płakało i lub zachowywało się tak jak ja na jego widok.
-Cześć- przywitał mnie.
Ocknęłam się lekko potrząsając głową.
-Cześć- odpowiedziała.- Czy... Tu mieszka [I.C]?- spytałam.
Chłopak skrzywił się i zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu, a potem pokiwał przecząco głową.
-[I.C] [N.C]?- zapytał.
-Tak... O nią mi chodzi- powiedziałam.
-Mieszka dwa domy dalej- na jego twarzy znów zagościł uśmiech.- O tam!- wychylił się i wskazał taki sam domek stojący nieopodal.
-Widocznie pomyliłam adresy- poczułam jak moje policzki robią się czerwone.
Och, cóż za fatalna pomyłka.
-Nie trudno się tu zgubić... A... Śpieszysz się? Bo...- jego policzki nabrały różowego odcieniu zanim zdążył dokończyć.
-Do zobaczenia!- usłyszałam za sobą jego aksamitny głos.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Miałam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy i szybko zaczęłam żałować, że nie zgodziłam się przyjąć zaproszenia sławnego Liam'a Payn'a z którym przed chwilą rozmawiałam. Ale przecież nie znałam go dobrze. Chwilę później zapukałam do kolejnych drzwi, tym razem tych właściwych.
-Jesteś!- pisnęła ciocia i mocno mnie przytuliła.
Siostra mojej mamy niedawno wprowadziła się do nowego mieszkania. Dziś zaprosiła nas na obiad, ale przyszłam tylko ja.
-A gdzie [I.M]? Wchodź kochanie, wchodź- wpuściła mnie do środka.
-Miała jakieś ważne spotkanie w firmie, nie mogła się urwać-przestąpiłam przez próg.
-Dobrze, że chociaż ty przyszłaś. Mam nadzieję, że jesteś głodna- uśmiechnęła się ciepło i otworzyła piekarnik.
-Jak wilk!
Ślinka mi pociekła, gdy poczułam zapach jedzenia przygotowanego przez moją ciocię. Ta wysoka brunetka to bezdzietna rozwódka w średnik wieku. Doskonała kucharka i średnio utalentowana malarka. Uwielbia rozstawiać sztalugi, wyciągać farby i dać upust emocjom. Miała na to swój sposób. Kiedy coś ją cieszyło malowała w jasnych barwach, a kiedy była smutna używała ciemnych odcieni. Właściwie żaden z tych obrazów nic nie przedstawiał. Grubsze lub cieńsze, ostre lub delikatne kreski, uderzenia pędzlem, plamy mnóstwa kolorów nałożone na siebie. Sztuka...
-Ciociu...- zagadnęłam ją, gdy siedziałyśmy przy stole.
-Tak?- oderwała wzrok od talerza.
-Znasz tego młodego chłopaka, który mieszka dwa numery dalej?- chciałam dowiedzieć się czy wie coś o tym nastolatku.
-Przystojniaczek z niego, co?- mrugnęła do mnie.
Wywróciłam oczami, lecz nie mogłam zaprzeczyć temu co powiedziała.
-To jest gwiazda!- poinformowałam ją.
-Na jaką skalę?- zapytała niezbyt przejęta moimi słowami.
-Międzynarodową!- prawie krzyknęłam.
-Spokojnie, coś się wymyśli.
-O czym mówisz?- spojrzałam na nią podejrzliwie, a ona tylko pokręciła głową i wciąż się uśmiechając zmieniła temat.
-I wtedy postanowili się rozwieść. Długo ciągali się po sądach, aż w końcu ojciec wyjechał do Irlandii, a ja zostałam z mamą tutaj- westchnęłam.
-Ej!- podniosłam się, by chwycić kolejną porcję farbki i cisnąć nią w stronę Liam'a, a już po chwili na nowo się ganialiśmy po całym pokoju.
-Jak wilk!
Ślinka mi pociekła, gdy poczułam zapach jedzenia przygotowanego przez moją ciocię. Ta wysoka brunetka to bezdzietna rozwódka w średnik wieku. Doskonała kucharka i średnio utalentowana malarka. Uwielbia rozstawiać sztalugi, wyciągać farby i dać upust emocjom. Miała na to swój sposób. Kiedy coś ją cieszyło malowała w jasnych barwach, a kiedy była smutna używała ciemnych odcieni. Właściwie żaden z tych obrazów nic nie przedstawiał. Grubsze lub cieńsze, ostre lub delikatne kreski, uderzenia pędzlem, plamy mnóstwa kolorów nałożone na siebie. Sztuka...
-Ciociu...- zagadnęłam ją, gdy siedziałyśmy przy stole.
-Tak?- oderwała wzrok od talerza.
-Znasz tego młodego chłopaka, który mieszka dwa numery dalej?- chciałam dowiedzieć się czy wie coś o tym nastolatku.
-Przystojniaczek z niego, co?- mrugnęła do mnie.
Wywróciłam oczami, lecz nie mogłam zaprzeczyć temu co powiedziała.
-To jest gwiazda!- poinformowałam ją.
-Na jaką skalę?- zapytała niezbyt przejęta moimi słowami.
-Międzynarodową!- prawie krzyknęłam.
-Spokojnie, coś się wymyśli.
-O czym mówisz?- spojrzałam na nią podejrzliwie, a ona tylko pokręciła głową i wciąż się uśmiechając zmieniła temat.
***
-Do zobaczenia- cmoknęłam ciotkę w policzek.
-Wpadnij do mnie jeszcze kiedyś- machała mi stojąc w progu.
-Wpadnę, wpadnę- zapewniłam.
Powoli szłam chodnikiem w stronę swojego mieszkania. Rozkoszowałam się ciepłym wieczorem, choć nie przez długą chwilę. Nie minęły nawet dwie minuty, kiedy usłyszałam czyjś krzyk, ale nie taki, którego należałoby się wystraszyć. Ktoś mnie wołał, lecz nie po imieniu. Zdziwiona zatrzymałam się, a potem odwróciłam. Zobaczyłam biegnącego w moją stronę Liam'a.
-Poczekaj!-stanął obok mnie i wesoło się uśmiechnął.- Cześć.
-Cześć- odpowiedziałam mu tym samym.
-Czekam na ciebie już dłuższą chwilę- odetchnął z ulgą.
Miałam zamiar coś powiedzieć, ale chyba byłam na to zbyt zszokowana.
-Miałem nadzieję, że posiedzisz ze mną- speszył się trochę, ale nie odwrócił wzroku.
-Teraz nie mogę odmówić- zachichotałam.
-Jestem Liam- podał mi rękę.
Uścisnęłam ją i wypowiedziałam swoje imię. Siedliśmy na schodach przed drzwiami prowadzącymi do jego mieszkania. Liam podał mi szklankę z wiśniowym sokiem, która stała na stoliku na werandzie. Odpędzałam od siebie myśli, że rozmawiam ze sławnym piosenkarzem.
-Nie mogę uwierzyć, że chciało ci się na mnie czekać- pokiwałam głową z niedowierzaniem.
-Uwierz mi, było warto- ukazał rząd białych zębów, niezwykle mnie tym zawstydzając.
Zarumieniłam się i spuściłam głowę.
-Widzę, że ci smakuje- powiedział jakby nigdy nic.
Zauważyłam, że szklanka, którą trzymałam w dłoniach jest praktycznie pusta. Chyba wypiłam to z nerwów i wstydu, ale... Rzeczywiście mi smakowało, więc pokiwałam twierdząco głową.
-Moja babcia je robi- zaśmiał się.
-Moja też- wywróciłam oczami.- Mam w domu pełno słoików.
-Pamiętam jak byłem mały... Wszedłem do spiżarni i przez przypadek zrzuciłem półkę! Byłem cały w kompotach i dżemach- zaczął się głośno śmiać, a ja poszłam w jego ślady.
I tak zaczęła się nasza rozmowa o... Wszystkim. Opowiadaliśmy sobie zabawne historie z dzieciństwa. Potem czasy kiedy wchodziliśmy w okres młodzieńczy, pierwsze przewinienia, jakieś objawy buntu. Opowiedział mi nawet o pięknej dziewczynie w której się zakochał mając piętnaście lat. Nie za bardzo wiedział jak się zabrać do wyznania uczuć, dlatego napisał o niej piosenkę. Gdy nastolatka ją usłyszała, zgodziła się na jego prośbę, a już następnego dnia odprawiła go z kwitkiem tłumacząc, że nie jest dla niej dość dobry. Ciekawe co powiedziałaby dzisiaj. Ile by dała, żeby z nim być... Tak od słowa do słowa przegadaliśmy kilka kolejnych godzin, a w tym czasie zdążyliśmy się trochę poznać. Wydawało mi się, że Liam jest bardzo miły, może aż nadto, przez co zdarza mu się być naiwnym. Jest też zabawny, a przede wszystkim ambitny. Kiedy mówił o swoim zespole słychać było w jego głosie dumę z tego co osiągnął wraz ze swoimi przyjaciółmi. Nie skupialiśmy się jednak na jego karierze. Woleliśmy rozmawiać o nas. O tym jak było i jak chcemy by było.
-I wtedy postanowili się rozwieść. Długo ciągali się po sądach, aż w końcu ojciec wyjechał do Irlandii, a ja zostałam z mamą tutaj- westchnęłam.
-Jesteś z tego zadowolona?- spytał czule.
-Tak... Z nim nie spędzałam zbyt wiele czasu- wzruszyłam ramionami.
Przez chwilę panowała zupełna cisza. Wiatr był coraz silniejszy, a mi było coraz zimniej. Zadarłam głowę, by móc spojrzeć w niebo, które rozbłysło milionem gwiazd.
-Dawno nie było takiego nieba w Londynie- stwierdziłam.
-Teraz jest pięknie...
Nagle poczułam silniejszy powiew chłodnego powietrza. Zatrzęsłam się, a na moich nogach pojawiła się gęsia skórka. Przejechałam dłońmi po ramionach próbując się nieco ogrzać.
-Och! Zimno ci?- chłopak zajrzał mi w oczy.
Nie musiałam nawet odpowiadać, a on zdjął błękitną bluzę i nałożył na moje ramiona.
-Teraz powinno być lepiej- uśmiechnął się.
W podzięce wykonałam ten sam gest, a potem oparłam głowę na jego ramieniu.
***
-Słońce, co powiesz na to, żeby ze mną trochę pomalować?- [I.C] klasnęła w dłonie.
Wstała z kanapy, złapała mnie za ręce i siłą z niej ściągnęła.
-Pokażę ci moją pracownię. Jeszcze cię tam nie było, a jest naprawdę wspaniała!- zachwyciłam się.
Mogła godzinami gadać o wytworach swojej wyobraźni potocznie nazywanych sztuką. Po chwili znalazłam się w dużym pomieszczeniu z białymi ścianami gdzieniegdzie pobrudzonymi farbami. Na środku stało kilka sztalug, a na podłodze leżały puste lub zapełnione płótna. W rogu stał ogromny, drewniany regał na którym stały puszki farb, te w tubkach i palety, a w kubeczkach różne pędzle. I chociaż nie podobały mi się jej rysunki rozwieszone w całym domu, to pomieszczenie naprawdę mi zaimponowało.
-To co? Pobawisz się troszkę!- podała mi przybrudzony fartuszek i kazała wybrać pędzle i kolory, których chcę użyć.
Na dwóch sztalugach ułożyła dwa czyste płótna.
-Ty też malujesz?- zapytałam.
Nie doczekałam odpowiedzi, bo obie usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Kobieta stojąca przede mną spojrzała na zegarek, który zawsze nosi na ręce.
-Punktualnie!- puściła mi oczko i pobiegła do drzwi.
Stałam tam zachodząc w głowę cóż ona mogła wymyślić. Spodziewałam się wszystkiego, ale nie, że ujrzę w progu...
-Liam?!- byłam zupełnie zaskoczona jego obecnością, zresztą nie po raz pierwszy.
-[T.I]!- zareagował podobnie.- Cześć- podszedł bliżej i lekko mnie objął.
-Co ty tu robisz?- zapytałam uśmiechnięta.
-Ostatnimi czasy trochę mi się nudziło, a twoja ciocia zgodziła się udostępnić mi swój sprzęt. Nie wiedziałem, że tu będziesz- tłumaczył.
-Ja też nie... No, ale ubieraj się w fartuszek- podałam mu cienki materiał.
-Ja mam to założyć?- roześmiał się.- I co dalej?- zawiązał ostatni sznurek.
-Farby...- zaczęłam grzebać w szafce.
Podałam mu kilka tubek.
-I bierzemy się do roboty!- rozkazałam i umoczyłam pędzel w żółtej farbce.
-Co malujesz?- zapytał Liam zaglądając przez moje ramię.
-Na razie słoneczko, a ty?
-Planuję morze, ale...- kątem oka zauważyłam, że się uśmiecha.
Rozmowa mijała nam na wymianie swoich poglądów o kolorach i innych połączeniach z naszej twórczości, co ograniczało się do rysunków szkolnych.
-Śmiesznie tak wyglądasz- rzucił nagle.
-Jak?- przeniosłam wzrok na jego osobę.
-O tak...- wystawił język udając skupienie, a widząc moją minę zaśmiał się głośno.
-Nie daruję ci tego!- pisnęłam.
Wsadziłam pędzel w jakąkolwiek farbę i machnęłam nim w stronę Payne'a. Na jego ramieniu pojawiła się wielka, jasnozielona plama. Zaśmiałam się krótko i zaraz zasłoniłam usta dłonią.
-[T.I]!- krzyknął rozbawiony.- Jak mogłaś?- i po chwili moje spodnie były w części czerwone.
Liam zaczął przede mną uciekać, lecz na niewiele mu się to zdało. Sekundę później jego włosy i prawy policzek były niebieskie, a na moich plecach powstał wielki, pomarańczowy kleks.
-Złapiesz mnie?- odwrócił się przodem do mnie, a ja biegiem ruszyłam w jego stronę. Po drodze nie zwróciłam uwagi na jednolitą kałużę gęstej farby. Poślizgnęłam się i wpadłam na Liam'a, który runął na ziemię. Jak się okazało, on wcale nie był zły. Wręcz przeciwnie. Uśmiechnął się i złapał mnie za biodra.
-Wiesz, że wcale nie umiem malować?- spytał.
-Jak to?
-Wszystko było ustawione, żebym znów mógł się spotkać- uśmiechnął się pewnie, lecz jego policzki lekko się zaróżowiły.
Wtedy zrozumiałam co oznaczał każdy głupi uśmieszek mojej ciotki.
-Przebiegłe lisy- szepnęłam i nachyliłam się, bym mogła go pocałować.
Chłopak bez sprzeciwu oddał pocałunek. Oderwał się ode mnie i spojrzał w górę.
-Co namalowałaś?- popatrzył na moje dzieło.
Obróciłam się i położyłam obok Liam'a. Zielona trawka i niewielki budynek z czerwonym dachem i fioletowym kominem. Całość wyglądała jak rysunek czterolatka.
-Nasz dom- stwierdziłam z dumą.
-Ale taki krzywy?- zarechotał.
-Ej!- podniosłam się, by chwycić kolejną porcję farbki i cisnąć nią w stronę Liam'a, a już po chwili na nowo się ganialiśmy po całym pokoju.
Nasze wspólne życie zaczęło się kolorowo... I oby nie znikło prędko jak tęcza, gdy zajdzie słońce. Chcę, żeby nasze kolory trwały nawet w najciemniejszych chwilach, żebyśmy się nie pogubili i nie zszarzali. I wypełniali puste przestrzenie w nas, jak wypełniamy płótno pociągnięciami pędzla. Niech nasze życie będzie najpiękniejszym obrazem.
"Panoramę życia tworzą wszyscy. Barw jej przydają niektórzy"
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Była mała przerwa, ale wreszcie "spięłam dupę" i coś jest. Nie miałam ani czasu, ani ochoty. W nowy rok wparowałam jako wielki bałagan i kłębek nerwów. Dużo problemów, a brak postów na blogu był dla mnie jednym z mniejszych. Postaram się dodawać już systematycznie jak wcześniej, ale rozumiecie :) Życzcie mi powodzenia! Trzymajcie się!
Cytat: Henryk Haufa

Jejuśku *__*
OdpowiedzUsuńKolejny imagin, który wywołał uśmiech na mojej twarzy :D
Jesteś naprawdę wspaniała <3
Pozdrowionka xx
Coraz lepiej! Cudeńko *.*
OdpowiedzUsuńPoprawilas mi humor :*
OdpowiedzUsuńDlugo mam jeszcze czekac? ��
OdpowiedzUsuńWspaniały zresztą jak zawsze! <3
OdpowiedzUsuńjak zawsze swietny
OdpowiedzUsuńkiedy nastepny? <3